Kamasze odmaszerowały
Kamasze odmaszerowały. Widać, że telefonu do Trumpa czy Hegsetha nie ma żaden polski polityk
Amerykańskich „butów na ziemi”, jak zwie się czasem żołnierzy rozmieszczonych na świecie, będzie w Polsce mniej, tymczasowo lub na trwałe. To wynik niespodziewanej dla Warszawy decyzji Pentagonu o wstrzymaniu rotacji amerykańskiej brygady pancernej, jednej z dwóch zmieniających się co jakiś czas na polskiej ziemi. Polskiego rządu nikt o tym nie uprzedził – politycy dowiedzieli się o fakcie z prasy, i to amerykańskiej, równo tydzień temu. Nowa brygada miała przyjechać do Żagania w miejsce tej, która skończyła dyżur. W kwietniu, bez zakłóceń, inna została rozmieszczona w Drawsku Pomorskim.
Rotacyjny model obecności wojskowej USA w Polsce przyjęto w reakcji na kolejne rosyjskie ataki na Ukrainę. Amerykanie zdecydowali, że wobec zwiększonego ryzyka konfliktu, by uspokoić sojuszników ze wschodniej flanki NATO i w razie czego wesprzeć ich w obronie, będą wysyłać do Polski komponent wojsk lądowych wielkości brygady, czyli 3,5–4 tys. żołnierzy ze sprzętem. Pierwsza taka brygada pojawiła się w zachodniej Polsce w 2017 r., krótko po tym, gdy w okolicy przesmyku suwalskiego pod flagą NATO rozgościł się mniejszy kontyngent wielkości batalionu. Wybuch pełnoskalowej wojny zwiększył obawy i przekonanie, że to amerykańskie „buty” i flaga USA mają wobec Rosji największą siłę odstraszania. Administracja Joe Bidena dodała więc drugą brygadę, wysłaną do Drawska.
Rotacje i stałe bazy
Rotacje trwały po dziewięć miesięcy, jak na misjach w Afganistanie i Iraku. Z czasem stały się taką normą w polsko-amerykańskiej współpracy wojskowej, że mało kto odnotowywał kolejne zmiany dyżurów jednostek pancernych i zmechanizowanych. Kontyngent amerykański urósł do 10 tys. żołnierzy, na mapie pojawiły się nowe miejsca (Redzikowo, Powidz, Poznań), a Polska zobowiązała się do budowy zaplecza poligonowego i pobytowego, by Amerykanom było wygodniej przy jak najmniejszych kosztach.