Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

List z nakazem rodzenia

„Dobro macicy” rzadko jest sprawą jej anatomicznej posiadaczki. Częściej okazuje się ona własnością narodu, męża, wspólnoty religijnej.

Rządy lubią mieszać w garze z płodnością. Z jednej strony zachęcają do rodzenia, z drugiej ograniczają edukację tych, które odbierają porody. „Szanowne, Drogie Położne! Bardzo mi przykro, że zamiast docenienia i szacunku otrzymujecie taki cios w plecy, jak projekt ustawy o kształceniu przyszłych położnych, który zamierza skrócić czas nauki i zmniejszyć możliwości tego zawodu. Mam nadzieję, że społeczeństwo zaprotestuje” – napisała w mediach społecznościowych Sabina Jakubowska, doula oraz autorka znakomitych powieści „Akuszerki” i „Położne”. Według niej „ta ustawa to krok ku temu, by Położne – samodzielne profesjonalistki, które mogą legalnie prowadzić ciążę, przyjmować porody, także domowe – stały się niższym zawodem medycznym, kimś, kto ma tylko asystować przy rosnącej liczbie cesarskich cięć”.

Medykalizacja porodów to twarde narzędzie opresji. Historycznie oznaczała władzę nad obywatelkami: od prowadzenia rejestracji ciąż, przez przymusowe badania, po porody w pozycji, która kłóci się z prawami grawitacji, koniecznie pod okiem lekarzy. O tym, że państwo musi wiedzieć, co w którym brzuchu się dzieje, boleśnie przekonały się nasze matki i babki, którym przyszło rodzić w PRL-u. Przemoc werbalna i przysłowiowe już koszmarne odnoszenie się do położnic były też wyrazem władzy nad nimi.

Francję właśnie obiegła wiadomość, że każda 29-letnia kobieta dostanie przed wakacjami list od rządu z zachętą do wydawania na świat większej liczby obywateli. Pytanie, czy i obywatelek, bo może ukrytym motywem jest przyszły pobór, choć oficjalnie mówi się o kryzysie dzietności. Inicjatywa rządowa wywołała oburzenie. Wezwanie do rodzenia dla części adresatek może być psychicznie trudne do zniesienia, zwłaszcza jeśli od dawna bez powodzenia starają się o dziecko albo przeszły poronienia czy nieudane próby in vitro – podkreślają jedni.

Polityka 22.2026 (3566) z dnia 26.05.2026; Felietony; s. 89
Reklama