Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Toczeń demokracji

Jak to możliwe, że nasze prawa, demokratyczne instytucje, wolne media, wolność słowa obróciły się przeciw nam? Nie dlatego, że podporządkował je sobie tyran, ale… No właśnie.

Denerwują mnie te kamery – sąsiadka wskazała czarne bulwy na świeżo odmalowanej ścianie.

– Może dzięki temu jutro nie zobaczymy graffiti na murze – stwierdziłem pojednawczo.

– Ten, kto maluje nam po ścianach, jest w kominiarce, kapturze i okularach. Za to nasze twarze są nagrywane codziennie. Nie tylko twarze. Wszystko, co mamy w rękach; kto z nami wchodzi i wychodzi; w co jesteśmy ubrani. A pewnie też co mówimy. Esbecja za komuny nie mogła nawet marzyć o takich informacjach, jakie ma teraz zwykły portier.

– Co pani proponuje? Przecież nie da się tego wszystkiego zdemontować.

– Nie wiem. Ale ta kamera robi ze mnie podejrzaną. Nie podoba mi się to – odpowiedziała i pogroziła palcem czarnej półkuli.

„Toczeń!” – wołali widzowie po kilku sezonach serialu „Dr House”, w reakcji na zmagania bohaterów z diagnozą szczególnie trudnego przypadku. To jedna z tych zagadkowych, nieuleczalnych chorób autoimmunologicznych, czyli takich, kiedy układ odpornościowy organizmu atakuje zdrowe tkanki. Nie wiemy, dlaczego nam to robi, nie daje się wyleczyć, można jedynie powstrzymywać objawy lekami.

Myśl, że demokrację liberalną trawi choroba autoimmunologiczna, po raz pierwszy naszła mnie chyba po ataku na WTC, ale porzuciłem ją jako zbyt grube uproszczenie. No bo hipoteza, że największą słabością zachodniego świata są fundamentalne prawa i wolności obywatela, była dla mnie samego nieakceptowalna. Ale wróciła w apogeum ruchu MeToo, czyli w 2017 r., kiedy słuszny i głośny protest przeciw molestowaniu seksualnemu zrodził obawę, że publiczne napiętnowanie sprawcy może być ważniejsze niż prawomocny wyrok. Przekonałem jednak sam siebie, że większym dobrem jest głos tysięcy ofiar przemocy seksualnej, które zyskały globalne wsparcie.

Polityka 24.2026 (3568) z dnia 09.06.2026; Felietony; s. 91
Reklama