Czas powiedzieć głośno, że siostrzeństwo to taki sam miraż jak braterstwo z książek Karola Maya. Kobiety od wieków były wrogami, bo miały jeden cel – zdobyć męża. Zanim pojawiła się romantyczna wizja związku, małżeństwo służyło przetrwaniu. Z braku dostępu do majątków, edukacji, praw obywatelskich – gwarancję przeżycia dawał kobiecie mąż. O to trofeum należało się bić, a jeśli dziewucha była ospała lub miała w głowie mrzonki (miłość), sprzedawał ją ojciec lub matka. Ciało kobiety jako towar wymienny, jak krowa czy koza.
W XXI w. próbujemy tę drapieżną narrację odwrócić. Od stu lat możemy się uczyć, zarabiać, wybierać kochanków, utrzymywać dzieci. Dlatego piszemy o przyjaźni kobiet. O wzajemnym wsparciu, o porozumieniu. Żeby same się przekonać, że może to już prawda.
Tyle że król jest nagi. A konkretnie królowa. Patriarchalne wzory sączą się choćby z literackich przedstawień kobiet w dziełach mężczyzn. Niedługo obejrzymy ekranizację „Lalki” według powieści Bolesława Prusa. To historia nieudanej transakcji sprzedaży młodej kobiety bogatemu kupcowi. Ojciec już liczył ruble, które za córkę dostanie, ale dla Izabeli, zwanej Bellą, ważna była własna seksualność (scena w przedziale ze Starskim). Nabywca się rozmyślił, chciał towar nieużywany.
„Lalka” ukazała się w 1890 r. W 2005 r., na drugim końcu świata, wyszedł „Zmierzch”, początek czterotomowej sagi dla młodzieży. Bohaterką jest również Bella, bardziej niemrawa niż ta polska. Jej atrakcyjność tkwi w bierności. To nie ona inicjuje kontakty z adoratorami i wcale nie dlatego, że jeden jest wampirem, a drugi wilkołakiem. Bella to kulturowy konstrukt białej kobiecości – pozbawiona pragnień i ambicji, wymagająca opieki. To „dzieło” wypuściła autorka – Stephenie Meyer.