Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Samba przed rozstaniem

Preferuj w Google
Nawrocki zapewne jest zdolny do wszystkiego, ale na szpilkach nie zatańczy. Relacje z Ukrainą buduje na wzór wojen kibolskich, gdzie jedni ryczą „Legia pany!”, drudzy odrykują „Legia k…, Widzew pany!”, po czym zaczyna się jatka.

Po zwycięstwie Karola Nawrockiego niektórzy prorokowali, że jeszcze zatęsknimy za Andrzejem Dudą. „Niedoczekanie! – myślałam wtedy. – W Dudzie nie ma niczego, za czym można by zatęsknić”. Nigdy dość powtarzać: „Nie mów hop przed zachodem słońca. Nie chwal dnia, zanim nie przeskoczysz”. Wstyd się przyznać, ale zatęskniłam. Duda był antybohaterem. Rola, jaką odgrywał, ulepiona była z dramatu i farsy. Z jednej strony manieryczne miny i przemowy à la Mussolini, z drugiej – decyzje niszczące władzę sądowniczą i sianie nienawiści na zamówienie PiS. Więc tak, był śmieszny i słaby, był szkodliwy, ale nie był z gruntu zły.

Z perspektywy czasu jego wizerunek ocieplają serdeczne stosunki, jakie utrzymywał z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Z pewnością nie były skutkiem zimnej kalkulacji, w każdym razie nie tylko. Na zdjęciach z tamtego czasu widać chemię: wyraża się w niestandardowej bliskości prezydenckich ciał podczas powitalnych przytulasów, w promiennych uśmiechach i rozkochanych (nie bójmy się tego słowa) spojrzeniach. No i te szalone wyprawy Andrzeja do Rzeszowa, żeby złapać się z Wołodymyrem choć na chwilę za każdym razem, gdy wracał z Zachodu do Kijowa. Nie chcę być źle zrozumiana, ale jest dla mnie oczywiste, że między Dudą a Zełenskim iskrzyło. Po ludzku, ale i po męsku, choć bez dalej idących konsekwencji. Było to ładne i bardzo to lubiłam.

Dla Zełenskiego ten prawie romans nie oznaczał wizerunkowej transgresji. Przed wojną jako artysta estradowy tańczył na szpilkach i w makijażu, świetnie się przy tym bawiąc. Rosjanie wydobyli te nagrania z czeluści internetu i próbowali go ośmieszyć, nie rozumiejąc, że siła i urok Zełenskiego biorą się właśnie z tego – z kryjącej się w zwierzchniku sił zbrojnych Ukrainy rozsznurowanej męskości, wolnej od mizoginii i homofobii.

Polityka 29.2026 (3573) z dnia 14.07.2026; Felietony; s. 87
Reklama