Miałam nadzieję, że Belgowie zastrajkują i nie zagrają z Ameryką – stwierdziła sąsiadka.
– Zamiast tego sprawili im łomot 4:1. I może to była najlepsza reakcja – odparłem szybko, bo chciałem wyrzucić śmieci i wrócić oglądać tenisa.
– Nie sądzę – upierała się. – Powinni się wstydzić, że przeszli nad tym do porządku i wyszli na boisko.
– FIFA to nie jest raczej wzór cnót; nie pierwszy i nie ostatni raz wykręcają podobny numer – relatywizowałem pojednawczo.
– Bo my im na to pozwalamy. Dlatego ani im, ani nikomu nie wstyd. Ani prezydentowi, ani temu bez włosów, ani piłkarzom, ani panu, skoro nadal pan na to patrzy – zakończyła z rezygnacją.
Napastnik USA Folarin Balogun podczas meczu z Bośnią i Hercegowiną został ukarany czerwoną kartką. FIFA podjęła oczywistą decyzję o zawieszeniu zawodnika. Prezydent Donald Trump uznał tę zasadę za bardzo niesprawiedliwą i doprowadził do jej uchylenia. Prezydent FIFA Gianni Infantino utrzymywał, że decyzja o uchyleniu była niezależna. Niestety, Trump pochwalił się wprost: „To ja doprowadziłem do zmiany decyzji”.
Stand-upowa poetyka wypowiedzi prezydenta łatwo może zwieść. Nie to jest kluczowe w tej aferze, kto dostał czerwoną kartkę, ale kto ją dawał. A był to brazylijski sędzia Raphael Claus, którego Trump nazwał „nieco podejrzanym”. Brazylijska Konfederacja Piłkarska (CBF) natychmiast wzięła go w obronę. Gorliwość tej reakcji przypomina, że stosunki Trumpa z prezydentem Lulą da Silvą od lat są napięte. Amerykańskiemu prezydentowi bliżej do byłego przywódcy Brazylii Jaira Bolsonara, którego syn Flávio będzie startował w październikowych wyborach. Po procesie Bolsonara w sprawie próby zamachu stanu Ameryka nałożyła wysokie cła na Brazylię.