Jaki pan ma plan?
Wyborcy rozczarowani, ciepłe kluchy już nie przejdą. Czy Tusk ma tu jakiś plan?
Nieubłaganie zbliża się koniec wakacji. Można już chyba powiedzieć, że tegorocznym królem tras koncertowych był Skolim, a tras politycznych Morawiecki. Skolim to kulturowo-biznesowy fenomen, jakiego Polska dawno nie widziała, i nawet jeśli się takiej muzyki nie słucha, warto przeczytać o tej niezwykłej, zaplanowanej niemal od dzieciństwa, karierze.
Czy Tusk ma plan?
Natomiast o Morawieckim, rozłamie w PiS i „wojnie 4 prawic” napisaliśmy już tyle, że na razie zostawiamy byłego premiera w objeździe po kraju i zaglądamy do koalicji rządowej, gdzie właśnie zdarzyła się sensacja. Chodzi o dymisję Macieja Berka, sprawującego dotychczas urząd o dziwacznej nazwie „ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”, ale nazywanego też superministrem, pierwszym zastępcą Tuska, rządowym karbowym. Ten, w powszechnej opinii, znakomity urzędnik, prawnik, człowiek cienia ma być, jak ogłosił premier, kandydatem koalicji na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Ta propozycja (omawia ją Tomasz Sawczuk) wywołała jednak głównie krytykę.
Można kpić z hipokryzji PiS, który wcześniej do Trybunału wysyłał swoich najbardziej usłużnych polityków, a teraz potępia „próby upolitycznienia Trybunału”, ale i po demokratycznej stronie sporo było kwasu – Berek co prawda osobiście świetny, ale przecież koalicja 15 października obiecywała, że czynni politycy nie będą już trafiać do TK. (Ostro w tej sprawie wypowiada się m.in. prof. Marcin Matczak). Pomysł Tuska znalazł poparcie głównie wśród przedstawicieli i wyrazicieli tzw. twardego elektoratu Platformy, który od dawna domagał się „większej stanowczości w usuwaniu pisowskich złogów” z instytucji państwa. A TK, pod kierunkiem Bogdana „Godzilli” Święczkowskiego, był najjaskrawszym przykładem politycznego serwilizmu na usługach „Nowogrodzkiej”.