„Nie ma superbohaterki bez superbohatera” – powiedziała piosenkarka Mery Spolsky na gali plebiscytu Superbohaterka „Wysokich Obcasów”. Potem się z tego tłumaczyła, podobno chciała zapowiedzieć piosenkę o związku męsko-damskim, a rzeczony superbohater posłużył jedynie jako inspiracja. „Ale rzeczywiście mogło to źle zabrzmieć – przyznała. – Czasem człowiek coś powie, nie widząc szerszego kontekstu”. Tu raczej: czasem coś powie człowiekiem. Język jest skarbcem, w którym zalegają pokłady zwrotów, a każdy z nich mówi o epoce, w której miał się dobrze. Ten o wybrakowanej superbohaterce pochodzi chyba z czasów napoleońskich. Dobrze, że Mery Spolsky dostrzegła pułapkę.
Kobiety wciąż odruchowo strzelają sobie w stopę, za to młodzi mężczyźni coraz rzadziej pozują na self-made manów. Coraz częściej składają podziękowania, i to bynajmniej nie żonom ani muzom. Nie zaniżając własnych zasług, kierują wyrazy wdzięczności w stronę osób, bez których faktycznie nic by się w ich życiu nie wydarzyło – własnych matek. Fabián Ruiz, gwiazda piłkarskiej reprezentacji Hiszpanii, świętował wielką wygraną tegorocznego mundialu z rodzicielką. To ona, samotna matka trojga dzieci, zatrudniła się jako sprzątaczka w klubie sportowym, by syn mógł się tam szkolić. Gdy mijali się na korytarzu, on w drodze na trening, ona z kubłem i mopem, Ruiz podobno się jej wstydził. Dziś piłkarz podkreśla z dumą, że gdyby nie praca matki, nie miałby szans na rozwój sportowy.
Nico Williams, którego celna główka przyniosła Hiszpanii zwycięstwo nad Argentyną i tytuł najlepszej drużyny, ruszył ze złotym medalem na trybuny, zdjął go i założył na szyję matce. Uhonorował kobietę, która 32 lata wcześniej przeszła boso Saharę.
Rodziców Williamsa, którzy zapłacili przemytnikom za pomoc w przedostaniu się z Ghany do Hiszpanii, wyrzucono z ciężarówki na środku pustyni.