Zabójstwo księdza i atak na cztery osoby w kaplicy klasztoru benedyktynek w Jarosławiu wywołały wstrząs i falę emocji. Podejrzany 31-letni obywatel Ukrainy trafił do aresztu szpitalnego. Śledczy badają jego motywy i poczytalność. Ihor M. został pojmany na miejscu zdarzenia przez policję. Nie stawiał oporu. Prokuratura zamierzała postawić mu zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz ciężkiego uszkodzenia ciała – za co grozi dożywocie. Lekarze stwierdzili, że cierpi na „ostre wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne”. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie w warunkach szpitalnych.
M. od 2022 r. mieszka w Niemczech. W dniu tragedii jechał autem na Ukrainę. Samochód został zatrzymany na przejściu w Korczowej i odstawiony na parking, bo nie miał ważnego ubezpieczenia. M. wrócił do pobliskiego Jarosławia. Udał się do Klasztoru Sióstr Benedyktynek i Ośrodka Kultury i Formacji Chrześcijańskiej, gdzie od początku inwazji udzielano pomocy humanitarnej ukraińskim uchodźcom. Tam kuchennym nożem zaatakował przygotowujących się do mszy duchownych i wierną.
Na tragedię zareagowali najważniejsi politycy, m.in. Karol Nawrocki i Wołodymyr Zełenski. Biskup Krzysztof Zadarko, przewodniczący Rady KEP ds. Migrantów i Uchodźców, apelował, by „wydarzenia w Jarosławiu nie stały się paliwem do podsycania nienawiści i agresji wobec Ukraińców”. Poruszającą homilię wygłosił ranny w ataku ks. Adrian: „Proszę was o modlitwę za naszego oprawcę i o łaskę nawrócenia dla niego. Chcę was też prosić, abyście nie winili narodu, z którego był oprawca, bo zła dokonał konkretny człowiek”. Ulicami Jarosławia przeszedł marsz milczenia. Ruch Narodowy zapowiedział kolejną demonstrację w mieście. Tym razem ma to być „manifestacja krzyku, apelu i postulatów”.