Suma strachów prawicy
Spis groźnych obsesji polskiej prawicy. Odbierają jej polityczny rozum, ale wchodzą jak w masło
Ostatnie incydenty graniczne, prawdopodobne akty sabotażu, sygnały wywiadowcze z różnych państw, świadczą o tym, że zagrożeń nie da się już ignorować. Nawet w takiej sytuacji prawica wprowadza do debaty najbardziej kuriozalne koncepcje jako pełnoprawne opcje. W szumie codziennych awantur nie napotykają one wystarczającego odporu.
W efekcie plan niejako samooblężenia prawicy przez własne fiksacje – czyli de facto scenariusz wepchnięcia osamotnionej Polski do szarej, buforowej strefy z wpływami rosyjskimi – często wchodzi jak w masło. Także dlatego, że do polityki głęboko przeniknęła idea „własnych faktów”, prawdy leżącej „pośrodku”, „równoważności opinii”. Prawica zaś w gorączce walki z „reżimem Tuska” zatraciła zmysł geostrategiczny, postanowiła nie dostrzegać wszystkich konsekwencji swoich działań. A są one poważne.
Bruksela do piachu
„Idziemy na pełną wojnę z Brukselą”, „nie cofnę się nawet o krok” – powiedział ostatnio na jednym ze swoich spotkań kandydat na premiera Przemysław Czarnek. Wrogość wobec Unii Europejskiej jest znakiem firmowym nowostarej prawicy. Część konserwatywnych formacji w deklaracjach próbuje jeszcze niby niuansować swoje stanowisko, mówiąc o „reformowaniu” itp., ale jest poganiana przez alt-prawicę i szybko równa szereg. Nie chodzi tylko o to, że Unia – według swoich przeciwników – ma zagrażać suwerenności narodów, jest kolejnym „Związkiem Radzieckim” – jak określa ją poseł Konrad Berkowicz, wiceprezes Nowej Nadziei Mentzena, i powinna się rozpaść – choć ten argument jest podnoszony najczęściej.
Jednak spod tej argumentacji przeziera ta może nawet ważniejsza: chodzi o odrzucenie całego liberalno-demokratycznego projektu, który stał u początków tej organizacji.