Efekt żelatynowy
Na razie nie będzie wojny z czołgami i całym tym żelastwem. Ale wiemy, jakie są marzenia Putina
JULIUSZ ĆWIELUCH: – Kiedy premier Litwy mówi, że pracują nad planami ewakuacyjnymi dla ludności cywilnej, to mam kupować złoto i zaszywać w płaszczu czy wystarczy zatankować na zapas?
TOMASZ DREWNIAK: – Zatankować na zapas, bo jeśli prezydent Donald Trump spełni swoje obietnice o wstrzymaniu eksportu diesla, to ceny paliwa jeszcze bardziej podskoczą, a tak to przynajmniej trochę pan zaoszczędzi.
Pan by mi lepiej zaoszczędził nerwów, a nie parę złotych pod dystrybutorem.
Nerwy też niepotrzebne. Plany, również te ewakuacyjne, trzeba robić. Ale to nie znaczy, że jutro będzie pan miał na granicy 2 mln Litwinów. Muszę panu powiedzieć, że Litwini w kwestii wojny wydają się dużo bardziej wyluzowani niż Polacy. Są również dużo bardziej odporni na dezinformację. U nich nie udało się rozpętać takiej antyukraińskiej nagonki jak w Polsce.
Do tego jeszcze dojdziemy, ale Putin lepszej sytuacji do ataku może nie mieć. W Stanach chaos i puste magazyny z rakietami, bo się wyprztykali w Iranie. W Niemczech blady strach, bo prorosyjska AfD idzie po władzę. Chiny silne i gotowe do siłowego poszerzania wpływów. Ta wojna wręcz wisi w powietrzu.
Wie pan, od unoszenia się w powietrzu to są lotnicy, a ja jako emerytowany lotnik i generał mówię panu, że w powietrzu nie wisi wojna. Ona już jest w realu. Polska jest atakowana każdego dnia, na wielu frontach. Testuje się nie tylko nasze nerwy poprzez ataki dronowe coraz bliżej granicy, ale też atakując infrastrukturę informatyczną, niszcząc naszą psychiczną odporność jako społeczeństwa. I nie ma co dokładać do tego jeszcze jednej cegiełki. Klasycznego ataku na nasz kraj w najbliższym czasie nie przewiduję.
Gen. Drewniak odwołał wojnę.