Zabawy z bronią
Broń dla każdego? Gdy Polskę ogarnia fala przemocy, Nawrocki wrzuca ten temat. Raport „Polityki”
Pod koniec września Karol Nawrocki przyjechał do mazowieckiej wsi Boguty-Pianki na otwarcie strzelnicy i zaapelował o rozpoczęcie „odpowiedzialnej i poważnej publicznej dyskusji o dostępie do broni”. Prezydent przekonywał, że Polska jest pod tym względem na końcu Europy. Podał przy tym liczbę ok. 1 proc. Polaków, którzy – podobnie jak sam Nawrocki – mają dostęp do broni i potrafią ją obsługiwać. Zabrzmiało jak wystrzał startera.
Szkopuł w tym, że nie wiemy, ilu Polaków ma broń i ilu potrafi z niej korzystać. Nie wiemy też, czy są to akurat ci, na których państwu powinno zależeć najbardziej. Wiemy natomiast, że większość Polaków jest przeciwna ułatwieniom w dostępie do broni. Eksperci zaś dzielą się na zwolenników utrzymania obecnego stanu – bo pozwolenie na broń można zdobyć u nas dość łatwo jak prawo jazdy – i zwolenników zwiększenia potencjału obronnego kraju. – Czas na gadanie minął – mówi Dariusz Nawrocki (zbieżność nazwisk przypadkowa – przyp. red.), który handluje bronią, prowadzi strzelnice, szkoli mundurowych i młodzież. Jednak przestrzega: – Nie róbmy niczego na rympał.
Z tarczą i na tarczy
Dwa pistolety: Glock 17 piątej generacji i CZ Shadow, dwa karabinki: PAC9 PCC i Diamondback oraz strzelba gładkolufowa Mossberg Maverick 88. Strzałów 20, po pięć z każdego rodzaju broni. Odległości: od 10 do 100 m. Liczba trafień: 16. – Do pozwolenia na broń wystarczy – mówi instruktor na strzelnicy Pretor w Racławiu (woj. lubuskie) tuż po tym, jak reportera nauczył strzelać. Prosto z marszu: wystarczyły rejestracja na tablecie (adres, telefon, akceptacja regulaminu), ustny instruktaż i pokaz.
To najszybszy sposób, żeby w Polsce strzelać z legalnej broni – i to ostrej, bo strzelecka niczym się nie różni od bojowej.