Trzy i pół Konfy
Konfederacja pęka na cztery. Mentzen, Bosak, Braun i Zajączkowska szykują się do wyborów
7 października, Sejm. Poseł Konrad Berkowicz z Nowej Nadziei odmawia rozmowy z dziennikarką TVP Justyną Dobrosz-Oracz, twierdząc, że rozmawia z dziennikarzami, a nie z „kurtyzanami”. Później doda: „Nie zwyzywałem tej pani. Nazwałem ją stosownie do wykonywanej profesji i charakteru warsztatu, który prezentuje”. Berkowiczowi włos z pustej głowy nie spadnie. Jego partyjny szef Sławomir Mentzen uznał wprawdzie, że poseł „oczywiście przegiął”, ale Dobrosz-Oracz jest „obrzydliwą propagandzistką”, a poza tym są ważniejsze sprawy.
Ta historia, poza chamstwem pana Berkowicza, pokazuje coś więcej. Politycy Nowej Nadziei – partii z ambicjami, by współrządzić – wciąż nie wyrośli ze schlebiania prymitywnym gustom. Występ krakowskiego posła był spektakularnie prostacki, ale mieści się w tej samej poetyce co pochodzący z tego samego okresu filmik z Mentzenem drwiącym z przyjętych do służby policjantek.
W tym samym czasie w przeciwną stronę zmierza Ruch Narodowy Krzysztofa Bosaka. 14 września narodowcy zorganizowali w Sejmie konferencję energetyczną z zaskakująco zbilansowanym składem. Udział wzięli m.in. związany z KO prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski i prezes Polskich Elektrowni Jądrowych Marek Woszczyk; w programie zapowiedziany był także wiceminister energii Wojciech Wrochna. Gdy Mentzen błaznuje, Bosak – nieporzucający rzecz jasna radykalnych poglądów w wielu sprawach – poważnieje w formie, która służy jako kamuflaż dla radykalizmu. Pierwszy szuka zasięgów, drugi pozuje na tego merytorycznego.
Lider narodowców pytany o Berkowicza odparł, że nie akceptuje takiego zachowania, ale nie jest od dyscyplinowania posłów, którzy nie należą do jego partii. I dodał, że współpraca polityczna polega na tym, że się współpracuje mimo różnic.