Gry Braunem
Gry Braunem. Bez niego prawicowe puzzle przejęcia władzy nie dają się ułożyć
W ostatnich dniach mocno przyspieszył proces uzdatniania Grzegorza Brauna do roli koalicjanta w ewentualnym przyszłym rządzie prawicy. W tej akcji jest mnóstwo nieszczerości i niedomówień, ale bez 40–45 posłów Korony Polskiej, a tyle dają jej teraz wyborcze sondaże, prawicowe puzzle władzy nie dają się ułożyć, a jeszcze jest tzw. pakt senacki.
Zupełnie więc nie dziwią sugestie prezydenta Nawrockiego, że Braun przynależy do normalnej polityki i trzeba go brać pod uwagę na tych samych zasadach jak innych. Już w kampanii wyborczej w zeszłym roku było jasne, że Braun to istotna część politycznych zasobów Nawrockiego, a w 2027 r. prezydent będzie mógł przedstawić swojego premiera z gotowym poparciem Korony w wianie, inni mogą go nie mieć. Dlatego Nawrocki mężnie zniósł określenie „szmaciarze”, jak nazwał Braun ludzi z jego kancelarii.
Podwójna gra PiS
Widać też lawirowanie polityków z obozu Jarosława Kaczyńskiego, który sam wielokrotnie odżegnywał się od Brauna, także z powodu, jak sugerował, sprzeciwu administracji amerykańskiej, widzącej w szefie Korony antysemitę. Ostatnio jednak Adam Bielan powiedział, że „Nigdy żaden Amerykanin nic mi nie powiedział na temat Brauna i nie będą nam dyktować, jak będzie wyglądała kolejna koalicja rządowa”. Niewykluczone, że ta nagła odwaga europosła wynika z politycznych kłopotów Trumpa przed wyborami połówkowymi (o tym więcej w tekście „Połówka Trumpa”). Zaraz potem Bielan poddał jednak Brauna rutynowej krytyce za prorosyjskość i wyraził nadzieję, że wyborcy go w końcu opuszczą.
Jak to często u Bielana i innych spin macherów PiS, części jednej wypowiedzi są adresowane do różnych odbiorców.