Sprytny plan Kaczyńskiego: zacząć polexit, żeby zmienić UE. Co może pójść nie tak?
Tę formę wystąpień Jarosława Kaczyńskiego dobrze znamy z lat rządów PiS: prezes staje przed mikrofonem i snuje wielowątkową opowieść „o nawozach i o świecie”, a wszystko w formie akademickiego wykładu lekko oderwanego od rzeczywistości starego profesora. Nie inaczej było w środę na Forum w Krynicy, gdzie szef największej partii opozycyjnej przedstawił swoją wizję Unii Europejskiej. Po niekoniecznie spójnych dygresjach o geopolitycznych uwarunkowaniach, sile poszczególnych państw, potrzebie zlikwidowania Komisji Europejskiej oraz rewolucyjnych zmianach w TSUE i Parlamencie Europejskim prezes odpalił prawdziwą bombę: jeśli nie da się inaczej, Unię Europejską trzeba zmienić przez polexit.
Polexit jako wihajster
Trzeba oddać Kaczyńskiemu, że ma rację: jak najbardziej wyjście Polski z Unii Europejskiej zmieniłoby Wspólnotę. Niestety prezes nie wspomina przy tym, jak polexit wpłynąłby na nasz kraj, ale być może dowiemy się tego z jego przyszłych wykładów, które bez wątpienia nastąpią.
Ale odkładając złośliwości na bok, przyznajmy Kaczyńskiemu, że jego opowieść o możliwym uruchomieniu procedury polexitu była osadzona w szerszym kontekście fundamentalnej reformy UE, a nie rychłej konieczności opuszczenia Wspólnoty przez Polskę. A Unię trzeba zmienić, ponieważ dziś wszystkim trzęsie Komisja Europejska, a „wszyscy wiecie, komu najbardziej służy” – jak raczył był wyrazić się lider PiS. Zdaje się, że miał na myśli Niemcy. Tak czy inaczej, podążajmy dalej za myślą byłego premiera. Otóż możliwe, że – na szczęście – w najbliższym czasie otworzy się polityczne „okno możliwości”, ponieważ wybory we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Niemczech wygrają siły, które na potrzebę zmian patrzą podobnie jak PiS.