„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Kraj

Witajcie w PiS-landzie

Partia Kaczyńskich utraciła władzę, ale nie straciła zdolności do wywoływania absurdalnych, bezproduktywnych konfliktów.

W sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego idzie raczej do zgody. Argumenty zostały wyczerpane, a groźby obu stron wydają się mieć słabe pokrycie. Teraz kolej na kompromis, który zarówno Tusk, jak i Kaczyńscy (pewnie bardziej) będą przedstawiać jako swoje zwycięstwo. Ale nie znaczy to, że nic się nie stało. Stało się dużo i źle.

Od wielu dni przeżywamy déjà vu, znaleźliśmy się znów w państwie PiS, z jego retoryką, metodami i obsesjami. Ponownie treścią polityki stał się sam spór, a nie to, o co w nim chodzi. I tego można się spodziewać zawsze, kiedy w grę będzie wchodziło uzyskanie większej niż zwykła większości w Sejmie.

Słynne „orędzie” prezydenta pokazało, że Lech Kaczyński, który mógł być mediatorem i patronem kompromisu, stał się walczącą stroną konfliktu, i to walczącą brzydko. Wydawało się, że Kaczyńskim chodzi o tzw. Joaninę i protokół brytyjski, a okazało się, że cała rzecz jest w gejach i niemieckim zagrożeniu granic. Nikt tak jak PiS nie potrafi uprościć świata.

Pojawiły się też inne znane motywy: prezydent może podpisać traktat, ale nie musi, nawet po pozytywnym dla Lizbony referendum; wszyscy konstytucjonaliści, a nawet sama konstytucja, nie mają racji, gdy chodzi o interes narodowy. A tylko PiS wie, na czym on polega, bo jest reprezentantem większości, która tylko chwilowo znalazła się w mniejszości...

Gdyby ktoś zupełnie niezorientowany słuchał braci Kaczyńskich, nigdy by się nie domyślił, że Polska jest dobrowolnym członkiem Unii, który w dodatku bardzo zabiegał o akces i miliardy euro unijnych dotacji; sądziłby raczej, że to kraj oblężony przez potężną wrogą organizację, która ma w nim swoją „piątą kolumnę”, zagrażającą integralności, suwerenności i „rzymskiej wierze”, przed czym jedyną obroną jest PiS. Partia Kaczyńskich utraciła władzę, ale nie straciła zdolności do wywoływania absurdalnych, bezproduktywnych konfliktów.

  
 

Polityka 13.2008 (2647) z dnia 29.03.2008; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 7
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałem obrońcą życia. Reporter „Polityki” na szkoleniu antyaborcyjnym

Projekt ustawy zakazującej aborcji, homofobusy, banery ze zdjęciami abortowanych płodów. By przebić się ze swoim przekazem, Fundacja Pro – Prawo do życia idzie szeroko. Szeroko też werbuje, bo również wśród dziennikarzy „Polityki”.

Mateusz Witczak
03.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną