Kraj

Ucieczka od Stołu

Dialog, negocjacje nigdy nie miały w Polsce dobrych notowań, zawsze lokowały się blisko zdrady
Przy okazji obchodów 20 rocznicy Okrągłego Stołu pojawiło się wiele kuriozalnych opinii, w których brak konsekwencji można tłumaczyć tylko dzisiejszymi politycznymi uwikłaniami. Znowu odezwał się żal, że niepodległość przyszła byle jak, bez spektakularnych czynów, powstańczego zrywu, surowej odpłaty za krzywdy. Po prostu nie było w tym romantyzmu i ofiary. Ale przede wszystkim pojawiła się tendencja do uciekania od Okrągłego Stołu w inne daty. Jedni wywyższali Sierpień ’80, chociaż po Sierpniu był stan wojenny, a po Stole demokracja. Ale może o niezaspokojoną potrzebę martyrologii właśnie tu chodzi. Inni zaś mówią, że poczekają z obchodami na rocznicę 4 czerwca, bo to wybory dopiero były prawdziwym społecznym buntem. Dodajmy, buntem w granicach prawa ustalonego podczas „magdalenkowej targowicy”.

Dialog, negocjacje nigdy nie miały w Polsce dobrych notowań, zawsze lokowały się blisko zdrady. Liczyła się walka, nawet przegrana, a zwłaszcza przegrana. Czyli nieczyste negocjacje z komunistami – nie, ale ich efekt – tak. Z takiego punktu widzenia, tylko nieco przerysowując, można powiedzieć, że bohaterstwo narodu w kontraktowych wyborach polegało na tym, że w ramach wolnej puli do Sejmu i Senatu nie wybrał on kandydatów PZPR. Chyba najdalej w takim osobliwym rozumowaniu posunął się publicysta „Rzeczpospolitej” Dominik Zdort, który szczególnie chce świętować obalenie 4 czerwca tzw. listy krajowej, pisząc, że tym samym „odrzuciliśmy kompromis, który negocjowano przy Okrągłym Stole”. Przeciwstawia elity, które negocjowały, i społeczeństwo, które wybrało. A przecież obalenie listy krajowej było możliwe tylko dzięki ordynacji przyjętej w wyniku okrągłostołowego porozumienia. Komuniści niejako zgodzili się, aby ich obalić, choć się tego na pewno nie spodziewali. Nie było to bynajmniej, jak pisze Zdort, odrzucenie przez społeczeństwo kompromisu, lecz przeciwnie – skorzystanie z niego w całej rozciągłości. Do zrozumienia tej prostej prawdy nie trzeba już nawet dobrej woli. Wystarczą podstawy logiki.

Polityka 7.2009 (2692) z dnia 14.02.2009; Flesz. Ludzie i wydarzenia; s. 6
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną