Sojusz Lewicy Demokratycznej

Partia bez sensu
SLD, dzisiaj bijący w Platformę za wszystko, a z drugiej strony zawierający z PiS quasi-koalicyjne układy, jak ten w sprawie telewizji, staje się partią bez sensu i pojęcia.

Wcześniej było tak: SLD pryncypialnie krytykował PiS za naruszanie standardów demokratycznego państwa i podgryzał Platformę Obywatelską za nadmierny gospodarczy liberalizm, ciągoty do IV RP i kulturowy konserwatyzm. Taki Sojusz miał jeszcze pewien umiarkowany sens jako ugrupowanie drugiego wyboru dla rozczarowanych wyborców PO.

Sojusz, dzisiaj bijący w Platformę za wszystko, a z drugiej strony zawierający z PiS quasi-koalicyjne układy, jak ten w sprawie telewizji, staje się partią bez sensu i pojęcia. Kto i po co miałby teraz na nią głosować, poza tymi żelaznymi 7-8 proc., których z powodów biograficznych i sentymentalnych nic już nie zniechęci? Sojusz pod kierownictwem Grzegorza Napieralskiego zmierza w nieznanym kierunku. Szef SLD napisał niedawno w „Fakcie": „Z PiS różnią nas nie tylko poglądy, ale i styl. Jeśli jednak chce ono popierać punkty naszego programu, witamy to z zadowoleniem".

Podobnie Jarosław Kaczyński uzasadniał swego czasu alians PiS z Samoobroną i LPR; mówił wtedy: „nieważne, czyje ręce podnoszą się za naszymi projektami". Tak powstają koalicje odbierające polityce wartość i normy. Kuriozalne układy zawierane są z reguły w nieczystych sprawach, co pokazała historia rządów w latach 2005-2007, a także ostatnie cyniczne dzielenie medialnego tortu. W Sojuszu wciąż nie rozumieją najważniejszego powodu sukcesu Platformy, którym jest potężny absmak po rządach PiS. SLD, szukając porozumienia, a więc w jakiejś mierze także wyborców po stronie PiS, postanowił ominąć las i zbierać grzyby na asfalcie. 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj