Papież-kobieta straszy?

Papieżyca i zakonnica
Na niemieckich ekranach każdego porządnego katolika straszy „Papieżyca” – film o tym, jak w IX w. na tronie piotrowym zasiadła przebrana za mężczyznę kobieta.
Johanna Wokalek jako papieżyca w filmie Sönke Wortmanna
Interfoto/Forum

Johanna Wokalek jako papieżyca w filmie Sönke Wortmanna

Barbara Sukowa jako Hildegarda z Bingen w filmie Margarethy von Trotta
Interfoto/Forum

Barbara Sukowa jako Hildegarda z Bingen w filmie Margarethy von Trotta

Za naszą zachodnią miedzą chrześcijaństwo wygląda inaczej niż u nas. Od października głową niemieckiego protestantyzmu jest rzeczywista kobieta Margot Kässmann (patrz POLITYKA 1) – dożywotnia biskup Hanoweru (choć czas szukać żeńskiej formy nie tylko tego słowa). Niemiecką opinię publiczną pociąga lewicowy protestantyzm i feministyczna teologia tej 51-letniej rozwódki i matki czterech dorosłych córek.

Margot Kässmann zebrała na powitanie dobre recenzje także od katolickich publicystów, którzy narzekają jedynie, że pani biskup trafia w niekorzystną dla ruchu ekumenicznego fazę w Kościele katolickim, bo Benedykt XVI jest zapatrzony w średniowiecze i dogaduje się z Bractwem Piusowym. A więc protestantyzm tylko zyska, jeśli otworzy się na poszukujących i stęsknionych, połamanych i wątpiących. I jeśli kobietom i mężczyznom rzeczywiście przyzna te same prawa.

Niby o to samo chodzi w „Papieżycy” Sönke Wortmanna – filmowej wersji amerykańskiego bestsellera Donny Woolfolk Cross o tym, jak w 855 r. papieżem została córka saskiego księdza (celibat jeszcze nie obowiązywał) – tępaka i brutala, oraz na poły pogańskiej matki, która nauczyła córkę nie tylko germańskich legend o Wotanie, ale i pożytecznego zielarstwa. Czytania i podstaw teologii Joanna nauczyła się sama, od brata. Wprawdzie ojciec ją z tego powodu terroryzował, uważając, że wykształcona dziewczyna to naczynie szatana, ale nieprzeciętnie zdolna znalazła wsparcie biskupa sybaryty, który dla kaprysu zezwolił jej na nauki w szkole klasztornej.

Gdy brat – nadający się bardziej do wojaczki niż do brewiarza – ginie, broniąc siostry przed atakiem Normanów, Joanna przebiera się za mężczyznę i już jako Johann Angelicus wstępuje do klasztoru. Szybko zdobywa sławę jako lekarz. Z obawy przed demaskacją ucieka do Rzymu. Skutecznie leczy papieża Sergiusza II chorego na obżarstwo. Ale nie jest w stanie ochronić swego pacjenta przed – jakżeby w Rzymie inaczej – spiskowcami. Jednak truciciele się przeliczyli. Następcą Pontifexa nie został ich przywódca, lecz właśnie Johann Angelicus. Papieżyca spieszy się z wielką reformą Kościoła wiedząc, że szydło może wyjść z worka. I wychodzi. Joanna nie potrafi utrzymać na wodzy swych popędów. Zapomina się z rycerzem Geroldem, który ją kocha i chroni. Koniec jest oczywisty od początku. W czasie procesji spiskowcy wciągają Gerolda w zasadzkę, a Joanna roni dziecko i umiera na schodach Lateranu – spod papieskiej sutanny wycieka krew i wody płodowe…

Femino-legenda

Papieżyca Joanna to jedna z pierwszych średniowiecznych legend feministycznych, podobnie jak nasza o Nawojce, choć trzeba przyznać, że bardziej ambitna. W końcu Joanna – jak Ewa – sięga po wszystko i wszystko traci. A jednak film zbiera cięgi od recenzentów, którzy – jak Katja Nicodemus w „Die Zeit” – nie bardzo mogli się połapać, o co reżyserowi chodzi. O wykształcenie dziewcząt jako drogę do wczesnofeministycznego wyzwolenia? O dyskryminację kobiet w Kościele wtedy i zawsze? O konflikt płci pod sutanną? Czy po prostu zżerała go trywialna zazdrość o finansowy sukces „Kodu da Vinci”? W konsekwencji powstał film o tym, jak mały Jaś wyobraża sobie człowieka średniowiecza – nieokrzesanego brutala. Nic dziwnego, że nawet Johanna Wokalek (znakomita w roli terrorystki Gudrun Ensslin w „Kompleksie Baader-Meinhof”) jako papieżyca przypomina jedynie „wieszak na mnisie habity”…

A jednak nawet i tak nieudany film dotyka jednego z najistotniejszych problemów nie tylko Kościoła katolickiego, ale i prawosławnego: miejsca kobiet w Kościele – mówi w związku z „Papieżycą” Hans Küng, dysydencki teolog z Tybingi, w latach 60. razem z Josephem Ratzingerem gwiazda soborowej odnowy. Przy czym nie ma znaczenia, czy historia Joanny jest prawdziwa. Bo jest tak samo zmyślona jak thrillery Dana Browna. Do XV w. legendę o papieżycy Joannie przyjmowano za fakt historyczny. Jednak znawczyni materii, teolożka i historyczka (strasznie to brzmi – ale trzeba się przyzwyczajać) Elisabeth Gössmann, która przebadała wszystkie dostępne dokumenty, doszła do jednoznacznego wniosku: źródłem tej legendy jest starożytna rzymska rzeźba kapłana z dzieckiem. To na podstawie odnalezionego w jej pobliżu napisu uznano ją za podobiznę papieżycy z dzieckiem.

Autorami legendy, rozpowszechnianej od XII w., byli głównie zakonnicy, ale podchwycili ją także Boccaccio i Petrarka. Jednak dla jednych i drugich papieżyca była aktem skrajnego świętokradztwa. Patrzcie: oto istota nieczysta (menstruacja), gorsza od mężczyzny (została stworzona jako druga, z jego żebra) i chwiejna (bo pierwsza sięgnęła po zakazany owoc) jest gotowa – dla swej zachcianki lub za podszeptem szatana – zbezcześcić swoją osobą nawet najwyższy urząd.

Przy czym skandal tkwił w jej kobiecości – ciągnie Küng. W końcu prawo kościelne przez wieki zabraniało nie tylko wyświęcania kobiet, lecz także nakazywało obłożyć klątwą przeorysze, które błogosławiły swe zakonnice, odbierały od nich spowiedź, czy choćby tylko czytały z nimi ewangelię i publicznie wygłaszały kazania.

Kobietom nie wolno było dotykać naczyń liturgicznych i okadzać ołtarza. Jeszcze pod koniec XX w. Watykan nie godził się, by kobiety i dziewczynki służyły do mszy jako ministrantki. Jednak musiał ustąpić pod naciskiem wiernych i ich duszpasterzy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną