Kultura

Salon zaginionych

Na tropie skradzionych arcydzieł

Claude Monet, Claude Monet, "Plaża w Pourville". Obraz skradziony i odzyskany. Fot. www.wielkopolska.policja.gov.pl www.wielkopolska.policja.gov.pl / materiały prasowe
Gdy z Muzeum Narodowego w Poznaniu skradziono – wyceniony na 7 mln dolarów – obraz Claude’a Moneta „Plaża w Pourville”, strata była tym bardziej bolesna, że to jedyne dzieło tego artysty i jedna z nielicznych prac impresjonistycznych w zbiorach polskich.

Tekst archiwalny. Polityka nr 41 (2266) z dnia 2000-10-07; s. 54-57

***

Nota o „Plaży...” trafiła do prowadzonego w Londynie Rejestru Dzieł Zaginionych, w którym znajduje się już ponad 70 tys. podobnych przypadków. Podobne nieszczęścia zdarzają się bowiem na świecie dość często.

W miarę regularne wyprawy złodziei po dzieła sztuki zaczęły się pod koniec XIX wieku. Na pierwszy ogień poszły kościoły. W 1867 r. z katedry w Sewilli skradziono obraz Bartolomea Murillo, zaś w 1907 r. z kościoła w Kortrijk (Holandia) – dzieło Antona van Dycka „Podniesienie krzyża”. Trzeba zresztą przyznać, że świątynie po dziś dzień najczęściej padają ofiarą rabusiów. W Polsce rabunkiem stulecia była kradzież w 1986 r. srebrnej rzeźby z wieka trumny św. Wojciecha z katedry w Gnieźnie. Głośno było o grabieży namalowanego przez ucznia Michała Anioła „Opłakiwania Chrystusa” (kościół w Bieczu, 1987), „Biczowania” Hermana Hana (Gdańsk Oliwa 1989) czy „Matki Boskiej z Dzieciątkiem” Lucasa Cranacha St. (Sulmierzyce 1995). W Europie złodzieje upodobali sobie szczególnie świątynie włoskie (bo też jest co z nich wynosić). W 1969 r. z kościoła św. Rozalii w Palermo zniknęło arcydzieło Caravaggia „Narodzenie”, zaś pewnej grudniowej nocy 1993 r. jeden z kościołów weneckich zubożał o warte 1,2 mln dolarów dzieło Gianbattisty Tiepolo, zaś jedna ze świątyń rzymskich – o obraz Pietra Perugino.

Jak oni zwijają

Jednak najbardziej spektakularne pozostawały i nadal pozostają kradzieże z muzeów. Przestępcza historia zaczyna się jak w klasycznym filmie katastroficznym – od prawdziwego trzęsienia ziemi: 22 sierpnia 1911 z Luwru znika najsłynniejszy obraz świata – „Mona Lisa” Leonarda da Vinci. Wielomiesięczne śledztwo, w które zaangażowano połowę francuskiej policji, nie przyniosło żadnych rezultatów. Obraz odzyskano właściwie przypadkowo, zaś sprawcą całego tego wielkiego zamieszania okazał się włoski malarz pokojowy pracujący w Luwrze – Vincenzo Leonardi. Kolejne dziesięciolecia przynoszą jeszcze kilka głośnych kradzieży, ale prawdziwa epidemia włamań do muzeów zaczęła się dopiero w drugiej połowie stulecia. Rzecz ciekawa, im bardziej doskonalono systemy ochrony dzieł sztuki, tym więcej i skuteczniej udawało się wykraść. Determinacja i przebiegłość przestępców nie powinny dziwić, albowiem obrazy to ciągle jeszcze stosunkowo łatwy, a przecież niezwykle drogocenny łup.

Także obraz Moneta skradziono w Poznaniu w sposób dość oryginalny. Otóż złodzieje w miejscu zabranego oryginału umieścili jego kopię. Zbigniew Matwiej z zespołu prasowego komendanta głównego policji określił pomysł nawet jako zaskakujący. Warto więc przypomnieć, iż podobną podmianę zastosowali złodzieje już w 1974 r. w Muzeum Narodowym w Gdańsku. Skradziono wówczas dwa wielkiej wartości obrazy: Antona van Dycka „Ukrzyżowanie” oraz Pietera Breughla „Kobieta przenosząca żar”. W tym drugim przypadku na miejscu oryginału umieszczono reprodukcję wyciętą z tygodnika „Przyjaciółka”.

Ale takie metody rzeczywiście należą do rzadkości. Scenariusz jest zazwyczaj następujący: klasyczne włamanie, unieszkodliwienie systemu alarmowego, wycięcie obrazów z ram i ucieczka. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach opuściło gmach muzeum płótno Moneta. Natomiast przy kradzieżach dzieł sztuki popełnianych na świecie częstym szlakiem pozostaje tradycyjna droga przez okno. W ten sposób wyniesiono „Głowę” Pabla Picasso (Galerie Richard w Chicago – 1994), wart 8 mln dolarów „Odpoczynek w drodze do Egiptu” Tycjana (Anglia – 1995), a także słynny „Krzyk” Edwarda Muncha (Oslo – 1994). Oknem dostali się także złodzieje do Galerii Narodowej w Pradze (1972) oraz do Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie (1983). Rybackimi umiejętnościami wykazał się natomiast złodziej, który za cel obrał sobie galerię Ricci Oddi w Piacenzie. Przez wybite okno zapuścił wędkę, na którą zręcznie złowił obraz Gustawa Klimta.



Niestety, coraz częściej dochodzi też do zwykłych bandyckich napadów. Muzealni strażnicy ginęli w Izmirze (1969) i w Worchester (1972), zaś w 1992 r. w Lwowskiej Galerii Obrazów uciekający przestępcy nie zawahali się zamordować kustosza i wicedyrektora galerii. Ich łupem padło wówczas kilka obrazów Artura Grottgera i Jana Matejki. W 1976 r., gdy z Pałacu Papieży w Awinionie rabowano 119 obrazów Picassa, ciężko rannych zostało dwóch strażników. Ochroniarzy sterroryzowano także podczas napadu na muzeum w Montrealu w 1974. Na szczęście w Polsce bandyci stosowali jedynie łagodniejsze formy przemocy. W Muzeum Narodowym w Szczecinie (1993) dwaj mężczyźni zaatakowali pracownika muzeum gazem łzawiącym i skradli „Portret radcy Filipa II”, zaś dwadzieścia lat wcześniej w Muzeum Diecezjalnym w Przemyślu przestępcy uśpili kustosza środkiem do narkozy i zniknęli z drogocennym płótnem Murilla.

Nieszczelne magazyny

Często jednak do kradzieży niepotrzebna jest ani kocia zwinność, ani przemoc. Okazuje się bowiem, że wiele cennych dzieł sztuki ginie nie z wystawowych sal, ale ze słabo strzeżonych magazynów. Bodaj najbardziej bulwersująca tego typu afera miała miejsce w Krakowie. W 1984 r. stwierdzono w tamtejszym Muzeum Narodowym brak kilkudziesięciu płócien wybitnych polskich malarzy, m.in. Michałowskiego, Stanisławskiego, Makowskiego. „Wyciekały” powoli i systematycznie przez parę lat dzięki dobrze zorganizowanej szajce i braku kontroli w magazynach. Podobny scenariusz miał miejsce w Sztumie. W związku z rozpoczęciem remontu zamku krzyżackiego eksponaty przeniesione zostały do piwnic ówczesnego KM PZPR. Gdy po 9 latach dokonano ich inwentaryzacji, okazało się, że brakuje 140 obiektów. Ostatnia tego typu wpadka to kradzież wiosną 1994 r. ze składnicy wrocławskiego Muzeum Narodowego szesnastu obrazów. Fachowcy szacują, że w niektórych muzeach „ciche ubytki” sięgać mogą nawet 2 proc. stanu posiadania. I przez wiele jeszcze lat cichymi pozostaną, bowiem kontrole są rzadkie i wyrywkowe, a ewidencje – niedokładne.

W latach 70. i 80. nagminne były w Polsce kradzieże dzieł sztuki z instytucji państwowych. Muzea wypożyczały je „w celach reprezentacyjnych” do dyrektorskich gabinetów, skąd po jakimś czasie znikały. Obrazy wybitnych malarzy ginęły najczęściej z Ministerstwa Kultury i Sztuki, Ministerstwa Obrony Narodowej i Urzędu Rady Ministrów. Kradziono je nawet z polskich placówek dyplomatycznych za granicą. Z KC PZPR zginęły m.in. obrazy Makowskiego i Cybisa, a z MKiS – dalsze 45 dzieł.

Znikające Rembrandty

Oczywiście dzieła sztuki kradnie się nie tylko z muzeów, ale ze wszystkich możliwych miejsc. Przestępcy włamują się do galerii i siedzib domów aukcyjnych. W Los Angeles włamano się nawet do federalnych magazynów depozytów, a łup składał się z dziewięciu obrazów, których wartość przekraczała 9 mln dolarów. W Nowym Jorku dokonano klasycznego napadu na bankowy furgon wiozący 900 litografii Picassa, w 1993 r. skradziono 300 grafik Dalego, Picassa i Chagalla z samochodu zaparkowanego w hotelowym garażu. W ostatnich latach Polskę dotknęła prawdziwa plaga grabieży prywatnych kolekcji. Zaczęło się w 1996 r. od Krakowa, w którym zorganizowane szajki przez dwa lata przejęły wbrew woli właścicieli kilkanaście cennych kolekcji malarstwa. Ostatnio zaś znikają głównie zbiory z warszawskich willi (kilka włamań od 1999 r.).

Pojawiające się co jakiś czas informacje o kradzieżach dzieł sztuki z kościołów nikogo specjalnie nie dziwią; przyzwyczailiśmy się, że świątynie nie są w naszym kraju chronione w jakiś szczególny sposób. Jednak przypadki ograbiania muzeów zawsze poruszają opinię publiczną. Jak to? Z muzeum? Otóż zupełnie niesłusznie. Wpadki zdarzają się bowiem najlepiej strzeżonym i najbardziej prestiżowym zbiorom na świecie. W 1998 r. z wyposażonego we wszelkie możliwe zabezpieczenia Luwru i w godzinach największej frekwencji ktoś ukradł obraz Camille’a Corota „Droga do Sevres”. W ostatnim dziesięcioleciu złodziejom udawało się skutecznie dobrać do pilnie strzeżonych zbiorów muzealnych w Belgradzie, Oslo, Rzymie, Bostonie, Sztokholmie. Także w Polsce czystego konta nie zachowało w ostatnim dwudziestoleciu żadne z sześciu Muzeów Narodowych, nie mówiąc już o mniejszych i słabiej zabezpieczonych placówkach. Szczególnego pecha ma Muzeum Narodowe w Poznaniu: w 1976 r. skradziono zeń „Autoportret” Jacka Malczewskiego, zaś w 1989 – z oddziału w Śmiełowie – osiem płócien malarzy flamandzkich i holenderskich.

Kradnie się zewsząd, kradnie się też wszystko, na co tylko może być zbyt. Złodziej wartego wiele milionów dolarów dzieła Tycjana nie pogardził także wycenianym na 15 tys. dolarów obrazkiem. Jednak są malarze, którzy kuszą bardziej od innych. Należy do nich z pewnością Picasso, van Gogh oraz Rembrandt. Olej „Jacob de Gheyn” tego ostatniego kradziono z Dulwich College w Londynie czterokrotnie. Trzy razy dzieło odzyskano, po ostatnim włamaniu przepadło bezpowrotnie. Obrazy Rembrandta znikały też z muzeów w Genewie, Montrealu, Palm Springs, Bayonne.

Monet jak barszcz


Jakie są szanse na odzyskanie obrazu Moneta? Teoretycznie niewielkie. Niemal wszystkie naprawdę wartościowe dzieła sztuki, które skradziono w ostatnich dziesięcioleciach z polskich muzeów, nigdy się nie odnalazły. Pierwsze poszlaki wskazują, że była to kradzież na zamówienie. To tylko pogarsza sytuację. Wielu jest bowiem na świecie bogatych maniaków, gotowych wyłożyć wielkie sumy za kradziony obraz tylko po to, by w samotności kontemplować jego piękno. Nie należy jednak tracić nadziei. Skradziona z Luwru „Mona Lisa” odnalazła się po dwóch latach we Włoszech, zaś płótno słynnego portrecisty brytyjskiego Thomasa Gainsborough – dopiero po 25 latach. Na trop skradzionych na Ukrainie obrazów (m.in. wartego milion dolarów Delacroix) trafiono w Anglii, zaś łup z muzeum w Budapeszcie odnalazł się po dwu latach w Grecji. Dzieła sztuki zrabowane z Muzeów Narodowych we Wrocławiu i Szczecinie oraz z Muzeum Sztuki w Łodzi odnalazła policja niemiecka.

Znacznie łatwiej odzyskać obraz, gdy nie został skradziony na zamówienie. Złodzieje najczęściej wpadają wówczas przy próbie jego sprzedaży. Wielokrotnie dzięki uczciwości antykwariuszy i właścicieli galerii. To dzięki ich czujności z Hagi i Berlina wróciły do Polski cenne obrazy skradzione w Śmiełowie. Pewien amerykański kolekcjoner natychmiast powiadomił policję, gdy zaproponowano mu kupno „Gandawy” Moneta za 10 tys. dolarów, czyli mniej niż 1 proc. wartości dzieła. Kilkakrotnie udało się zwabić złodziei podstawiając im agentów policji grających rolę bogatych kupców. W ten sposób odzyskano m.in. 119 płócien Picassa skradzionych w Awinionie oraz słynny „Krzyk” Muncha. Są i przypadki przedziwne. Na jeden z cennych obrazów zrabowanych w Poznaniu natrafiono podczas przeglądu nieodebranych z dworcowej przechowalni bagaży. W Białymstoku z kolei pecha mieli złodzieje, którzy z łupem udali się do jednej z galerii. Nie wiedzieli bowiem, że dom, który obrobili, należał do... właścicielki antykwariatu.

Na takie niezwykłe zbiegi okoliczności w przypadku Moneta raczej bym nie liczył. Pozostaje żmudne śledztwo.

***

Największe kradzieże obrazów w Polsce:

1965 – „Portret kobiety” przypisywany Albrechtowi Dürerowi – z prywatnego mieszkania (właściciel został zamordowany).

1974 – obrazy Antona van Dycka „Ukrzyżowanie” oraz Pietera Brueghla „Kobieta przenosząca żar” z Muzeum Narodowego w Gdańsku.

1981 – czternaście cennych dzieł (m.in. Emila Nolde, Paula Signaca, Augusta Renoire’a) z Muzeum Sztuki w Łodzi. Odzyskano 13 prac.

1981 – obraz Antona van Dycka z Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu (odzyskany).

1994 – „Otrucie królowej Bony” Jana Matejki – z prywatnego mieszkania (odzyskany).


Najsłynniejsze kradzieże obrazów na świecie:

1911 – „Mona Lisa” Leonarda da Vinci wykradziona z Luwru (odzyskana przypadkowo dwa lata później).

1961 – „Portret księcia Wellingtona” Francisca Goi z National Gallery w Londynie.

1969 – „Narodzenie” Caravaggia z kościoła św. Rozalii w Palermo na Sycylii.

1970 – „Święty Łukasz Ewangelista” Fransa Halsa z Muzeum Puszkina w Moskwie (odzyskany).

1972 – „Chrystus” El Greca, „Portret Jaspera van Vestruma” Fransa Halsa, „Św. Hieronim” Tintoretta – z Galerii Narodowej w Pradze (odzyskane).

1974 – osiemnaście płócien (m.in. Rubens, Breughel, Corot, Millet, Delacroix, Rembrandt) z Museum of Fine Arts w Montrealu.

1976 – sto dziewiętnaście (!) płócien Pabla Picasso z Pałacu Papieży w Awinionie (odzyskane).

1983 – siedem wycenionych na 40 mln dolarów obrazów (m.in. dwa Rafaela i dwa Tintoretta) z Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie (odnalezione).

1990 – dzieła Rembrandta, Vermeera, Maneta, Degasa z Muzeum Gardnera w Bostonie. Obrazy wyceniono na 150 mln dolarów!

1993 – pięć obrazów i rzeźba Picassa oraz dwa obrazy Braque’a o łącznej wartości ponad 60 mln dolarów z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie (odzyskane).

1994 – „Krzyk” Edwarda Muncha z Galerii Narodowej w Oslo (odzyskany).

1995 – „Odpoczynek w drodze do Egiptu” Tycjana z salonu XVI-wiecznej posiadłości markiza Bath w Anglii.

1998 – „Ogrodnik” i „Arlezjanka” van Gogha oraz „Chatka Jourdana” Paula Cezanne’a z Narodowej Galerii Sztuki Nowoczesnej w Rzymie.

 

Polityka 41.2000 (2266) z dnia 07.10.2000; Kultura; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Salon zaginionych"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Niemiłosierni Polacy

Dlaczego Polakom tak trudno przychodzi współczuć i pomagać słabszym, zwłaszcza bezdomnym i uchodźcom wojennym.

Ryszarda Socha
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną