Kultura

Pierwszy beat Beatlesów

50 lat The Beatles

UNIMEDIA / BEW
W tym roku mija 50 lat od założenia The Beatles. To rocznica oficjalna, ale przy tym umowna, bo można podać kilka dat wyznaczających początek kariery zespołu wszech czasów.

W sierpniu 1960 r. John Lennon ostatecznie przyjął dla swojego zespołu nazwę The Beatles, jednak już w styczniu on i jego koledzy nazwali się The Beatals, a w kwietniu The Silver Beatles. Wybór nazwy miał swoje niebagatelne znaczenie (o czym później). Dlaczego jednak w pierwszym tomie znakomitej „Wielkiej Rock Encyklopedii” Wiesława Weissa opis hasła „The BEATLES” rozpoczyna się słowami: „grupa brytyjska. Powstała w marcu 1957 w Liverpoolu”? Otóż w tymże marcu 1957 r. 16-letni John Winston Lennon, uczeń szkoły licealnej Quarry Bank High School, zakłada zespół, który będzie protoplastą przyszłych Beatlesów. Ów zespół przyjmuje nazwę The Quarry Men Skiffle Group, a oprócz Lennona gra w nim m.in. 14-letni uzdolniony gitarzysta Paul McCartney.

Były to czasy wielkiego tryumfu amerykańskiej muzyki rozrywkowej. Przede wszystkim rock’n’rolla, ale nie tylko. Wielka Brytania, po trudnym okresie powojennym, gospodarczo wychodziła na prostą. Konsekwencją wojny był jednak nie tylko zmierzch imperialnej wielkości politycznej i ekonomicznej, ale także rosnący wpływ amerykańskiej kultury masowej – zwłaszcza na młodych Brytyjczyków z niższych klas społecznych.

W klasycznej już dziś książce „Spojrzenie na kulturę robotniczą w Anglii” socjolog Richard Hoggart pokazuje, jak w sytuacji rozpadu tradycyjnych struktur społecznych, który wydatnie przyspieszyła wojna, młodzi z robotniczych rodzin sami zaczęli poszukiwać atrakcyjnych wzorców i znajdowali je w importowanej rozrywce amerykańskiej. Film hollywoodzki i muzyka popularna zza Oceanu okazały się ciekawsze niż produkty rodzimej rozrywki, a ich wybór był jednocześnie manifestacją międzypokoleniowego dystansu: w ten sposób rodziły się na Wyspach pierwsze subkultury młodzieżowe, które niedługo potem staną się wzorem dla podobnych zjawisk w całej Europie, Polski nie wyłączając.

Generacja rock’n’rolla

Urodzony w 1940 r. Lennon należał do pokolenia młodszych braci tych pierwszych fanów tużpowojennej amerykańskiej kultury masowej. O ile ci, którzy dorastali w latach 1945–50, kochali wszystko co amerykańskie, o tyle ci młodsi byli już bardziej wybredni i świadomi, że nową muzykę zwaną rock’n’rollem od piosenek Deana Martina dzieli estetyczna przepaść. Generacja Lennona jako pierwsza w Anglii odkryła rock’n’rolla i starannie selekcjonowała rodzimą ofertę stylizowaną na tę amerykańską. Jednym z brytyjskich muzyków, którzy robili na Lennonie dobre wrażenie, był Lonnie Donegan, Szkot zwany Królem Skiffle’a. Wszak nie bez powodu założony przez Lennona zespół był grupą skiffle’ową.

Donegan, starszy od Lennona o dekadę, w 1949 r. w czasie służby wojskowej trafił do Wiednia, gdzie stacjonowały również oddziały amerykańskie i można było słuchać radia nadającego muzykę dla amerykańskich żołnierzy. To doświadczenie jeszcze bardziej pogłębiło gorące uczucia Donegana do tradu – jak nazywano w Anglii jazz tradycyjny – ale jednocześnie młody Szkot przekonał się, że muzyczna Ameryka nie zaczyna się i nie kończy na Nowym Orleanie. Odkrył nurt pośredni między jazzem, bluesem i folkiem, czyli skiffle. Skiffle był muzyką prostą, niewymagającą ani specjalnej wirtuozerii, ani nawet profesjonalnych instrumentów: obok gitary czy bandżo używano tarki do prania, jednostrunowego basu zamiast kontrabasu, ponadto membranowego mirlitonu, czyli kazzoo, zastępowanego niekiedy grzebieniem owiniętym w pergamin. Ta sprzętowa zgrzebność miała swoją siłę przyciągania: podkreślała, że skiffle znajduje się w skrajnej opozycji do muzyki oficjalnej, czy to komercyjnej muzycznej rozrywki, czy klasyki dla melomanów.

Tak czy inaczej skiffle w Stanach marginalny, w Wielkiej Brytanii lat 50. zrobił furorę.

The Quarry Men Skiffle Group to nie tylko przejaw zamiłowania młodzieży angielskiej do twórczości Lonniego Donegana, ale także efekt medialnej kampanii, jaką Donegan prowadził w radiu i prasie od połowy lat 50. Otóż Król Skiffle’a chciał być nie tylko wykonawcą, ale też popularyzatorem muzyki, kimś takim jak w Ameryce Pete Seeger – orędownik folku. W swoich audycjach w BBC, prezentujących skiffle’a, bluesa i folk, Donegan apelował do młodych Brytyjczyków, by nie tylko słuchali muzyki, ale także sami próbowali grać i śpiewać. Była to działalność pedagogiczna, wspierana przez państwowe radio, które najwyraźniej wolało nadawać „ludowe” kawałki, prezentowane i grane przez Donegana, niż ryzykować z mało jeszcze rozpoznanym, za to przerażająco hałaśliwym rock’n’rollem.

 

 

Warto wszak zastanowić się nad samym faktem założenia przez Lennona zespołu i nad tegoż faktu okolicznościami. Otóż kampania Donegana spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem przede wszystkim dlatego, że trafiła na podatny grunt. Młodzi Brytyjczycy dobrze wiedzieli, że ich rówieśnicy ze Stanów grają swoją muzykę i że ta muzyka ma pokoleniowy charakter. To były początki kultury młodzieżowej, która wymykała się spod kurateli starszego pokolenia, zaszokowanego całym tym muzycznym zgiełkiem i bezczelnością dzieciaków, ignorujących opinie swoich konserwatywnych rodziców. Może z tego powodu wiele młodzieżowych grup angielskich, stanowiących pokłosie akcji Donegana, szybko porzucało skiffle’a na rzecz rocka, czego najlepszym przykładem jest zespół Lennona i McCartneya.

Bunt na płycie

Powstanie The Quarry Men Skiffle Group trzeba więc widzieć jako akt symboliczny: młodzi zakładają kapelę, bo chcą grać to, co lubią, nie chcą zaś, by ktokolwiek wmawiał im, jaką muzykę należy cenić. W niemal każdej książce poświęconej historii The Beatles przywiązuje się do tego dużą wagę. I słusznie – motyw zakładania zespołu przez licealistów jest przecież związany nie tylko z czwórką z Liverpoolu, stanowi figurę uniwersalną dla całej historii i mitologii rocka.

Mamy w tej materii także polskie przykłady. Naszym rodzimym Doneganem jest oczywiście Franciszek Walicki i jego hasło „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”. Czerwono-Czarni czy Niebiesko-Czarni rzeczywiście śpiewali polskie piosenki, ale w połowie lat 60. każdy polski nastolatek chciał być Beatlesem. W komediowym serialu Jerzego Gruzy „Wojna domowa” główny bohater, licealista Paweł, ogląda w kinie Moskwa film „The Beatles”, w domu ćwiczy z kolegami piosenki, zaś ich świeżo utworzony zespół bigbitowy bierze udział w konkursie muzyki młodzieżowej. Najświeższy przykład to film Jacka Borcucha „Wszystko, co kocham”, gdzie w centrum opowieści z czasów stanu wojennego znajdujemy licealistów, którzy właśnie założyli punkową kapelę. Polski boom rockowy lat 80. z jego jarocińską epopeją miał, oczywiście, swoją specyfikę, ale zawierał też elementy uniwersalne: młodość, bunt, nieufność do starych, spontaniczność zachowań.

W lutym 1958 r. do zespołu The Quarry Men (słowa „Skiffle Group” znikły, bo zespół skiffle’a już nie grał) dołączył kumpel McCartneya, 15-letni George Harrison. Chłopcy, którzy do tamtej pory udzielali się wyłącznie na koncertach, dokonali wtedy pierwszego nagrania studyjnego. Były to dwie piosenki „That’ll Be The Day” oraz „In Spite Of All The Danger”. Obie wytłoczono na szelakowej płycie w jednym tylko egzemplarzu, który przetrwał dziesięciolecia, dzięki czemu piosenki znalazły się na wydanym w 1995 r. wspomnieniowym albumie Beatlesów „Anthology 1”.

Trzeba wreszcie zadać pytanie fundamentalne: skąd się wzięła nazwa The Beatles, którą poznał cały świat? Beatlesolodzy (między innymi Jeremy Roberts i Pierre Merle) podają zgodnie dwa powody. Pierwszy: Lennon i koledzy byli – jak wszyscy angielscy rock’n’rollowcy – fanami Buddy’ego Holly. Zespół Holly’ego nazywał się The Crickets, czyli Świerszcze, chłopakom z Liverpoolu chodziło o to, by ich zespół do takiej nazwy nawiązywał, stąd The Beetles (Żuki), przemianowane przez Lennona najpierw na The Beatals, potem na The Silver Beetles, a wreszcie The Beatles. Drugi powód to wielce prawdopodobna inspiracja filmem „Dziki” (jedna z pierwszych ról Marlona Brando), opowiadającym o gangu motocyklowym, który nazywał się The Beetles właśnie. Okazjonalnie zespół używał też nazwy The Silver Beats, gdzie beat znaczy tyle co uderzenie, chociaż w niektórych źródłach podaje się, że człon „beat” w The Beatles odnosi się do amerykańskiej subkultury bitników i związanej z nią poezji Beat Generation.

Warto odnotować, że w marcu 1960 r. zespół wystąpił na wieczorze autorskim Roystona Ellisa, angielskiego poety pozostającego pod wielkim wpływem Beat Generation. Ellis, nazywany brytyjskim Ginsbergiem, znał już wcześniej Lennona i basistę Stu Sutcliffa i po rzeczonym wieczorze miał ich namówić na wymianę Beetles na Beatles. Z tej przyczyny pojawiają się opinie, wedle których rocznicę powstania Beatlesów winniśmy obchodzić w marcu.

Ostre brzmienie

W sierpniu 1960 r. zespół o nazwie The Beatles wyrusza na klubowe koncerty do Hamburga. I tam, co pokazuje film „Backbeat”, staje się pełnokrwistym zespołem rockowym. W Hamburgu dziewczyna Sutcliffa, studentka miejscowej szkoły artystycznej Astrid Kirchner, wymyśla chłopakom fryzury, które wkrótce staną się emblematem mody młodzieżowej. W Hamburgu zespół opuści perkusista Pete Best, a zastąpi go Ringo Starr.

W ubiegłym roku wydano zremasterowaną kolekcję płyt Beatlesów. Techniczny zabieg realizatorów miał wierniej oddać oryginalne brzmienie zespołu, który – zanim nagrał w lutym 1963 r. pierwszy album – przez klika lat był żywiołową kapelą koncertową. Niektórzy krytycy pisali, że po tym fakcie należy wyrzucić całą wcześniejszą dyskografię liverpoolskiego bandu. Opinia przesadna, ale prawdą jest, że nowe wersje – co potwierdza sam Paul McCartney – oddają niezauważalne wcześniej szczegóły (m.in. można się przekonać, że gra Ringo Starra na perkusji nie jest bynajmniej najsłabszym ogniwem zespołu), a przede wszystkim nawet średnio wprawne ucho wychwyci, że Beatlesi grali ostrzej i agresywniej, niż można by wnosić na podstawie wcześniejszych edycji płyt. Odnosi się to zwłaszcza do pierwszych albumów.

Co tu dużo mówić, Beatlesi – wbrew upupianiu ich jako rzekomo grzecznych chłopców – byli po prostu rockmanami, na co zwracał już uwagę wspomniany film „Backbeat”. Ich prehistoria, którą warto przypomnieć przy okazji trudnej do dokładnego ustalenia rocznicy, również o tym świadczy.

Polityka 6.2010 (2742) z dnia 06.02.2010; Kultura; s. 54
Oryginalny tytuł tekstu: "Pierwszy beat Beatlesów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną