Międzynarodowy Festiwal Berlinale 2010

Kino bez popcornu
W Berlinie było jubileuszowo, ale zarazem całkiem zwyczajnie. Złotego Niedźwiedzia jury przyznało, jak najbardziej zasłużenie, tureckiemu filmowi „Miód”. Chłopczyk grający w nim główną rolę dostał pluszowego misia.
Kadr z nagrodzonego filmu 'Miód' Semiha Kaplanoglu
materiały prasowe

Kadr z nagrodzonego filmu "Miód" Semiha Kaplanoglu

Jak należało oczekiwać, głównym bohaterem 60 festiwalu był jednak Roman Polański, który z oczywistych powodów nie mógł do Berlina przyjechać. „Ghost Writera” (polski tytuł „Autor widmo”, ponoć wymyślony przez samego Polańskiego, nie brzmi chyba najlepiej) pokazano już drugiego dnia Berlinale i od razu tytuł znalazł się w czołówce rankingów drukowanych nie tylko w branżowych gazetach. Wprawdzie nie wszyscy się zachwycali, np. w międzynarodowym „Screenie” można było przeczytać pełną złośliwości recenzję, zatytułowaną dwuznacznie „Blady »Duch« Polańskiego”, z jedyną tylko wątpliwą pochwałą, mianowicie taką, że po obejrzeniu filmu nie trzeba już czytać książki Roberta Harrisa, nie było jednak najmniejszych wątpliwości, że Polański nagrodę dostanie, zastanawiano się jedynie, jaki to będzie kruszec.

Pojawiały się obawy, że jeśli byłby to Złoty Niedźwiedź, decyzja mogłaby być odebrana – nawet wbrew intencjom nagradzających – jako gest polityczny i manifestacja poparcia dla przebywającego w areszcie domowym zasłużonego twórcy. Na szczęście jury, obradujące pod kierownictwem Wernera Herzoga, oceniło film, a nie przypadki Polańskiego, i słusznie przyznało nagrodę za reżyserię. (O samym filmie, który można już oglądać w polskich kinach, pisaliśmy obszernie w poprzednim numerze „Polityki”).

Kto konkurował z Polańskim? Zacznijmy od biogramów reżyserów zamieszczonych w festiwalowym katalogu, gdyż to ciekawa lektura. Wynika z niej, iż twórca „Ghost Writera”, urodzony w 1933 r., był obok Japończyka Koi Wakamatsu (1936 r.) najstarszym twórcą uczestniczącym w konkursie. Cała reszta to nowe roczniki, przeważnie sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, a najmłodszy w całej stawce Burhan Qurbani, niemiecki reżyser z afgańskimi korzeniami, urodził się w 1980 r. Są zatem młodsi o pokolenie, czy już niemal dwa pokolenia, od Polańskiego i innych starych mistrzów, decydujących o obrazie światowego kina przez ostatnie dziesięciolecia. Jakie kino chcą robić?

W bliskim planie

Najogólniej można powiedzieć, że pragną przywrócić kinu ludzką twarz. Nie mają najmniejszego zamiaru ścigać się z hitami multipleksów, nie epatują rozmachem inscenizacyjnym, nie nadużywają efektów specjalnych. Ktoś, kto przyszedłby na konkursowy pokaz prosto z „Avatara”, mógłby pomyśleć, że to zupełnie inna sztuka. To zapewne dlatego w bufecie wielosalowego Cinemaxxu, w którym odbywały się niektóre pokazy, wywieszono stosowne ogłoszenie: „W czasie festiwalu popcornu nie sprzedaje się”.

I rzeczywiście, wprost trudno sobie wyobrazić konsumpcję prażonej kukurydzy podczas wyświetlania niektórych filmów, np. duńskiej „Rodziny”, gdzie oglądamy z bliska, jak umiera senior rodu, wokół łoża którego zgromadzili się najbliżsi. Kamera skupia się na twarzy, zaś operator dźwięku zapisuje każdy najcichszy jęk konającego. Trwa to parę długich minut – aż do ostatniego tchnienia. Jakby wrażeń było jeszcze za mało, następnie pokazuje się nam żmudny ceremoniał ubierania zmarłego.

Podobnych scen, kiedyś nie do pomyślenia, mieliśmy więcej. Współczesne kino nie uznaje bowiem żadnego tabu, podchodzi z kamerą do człowieka na najbliższą odległość, pokazując go również w sytuacjach ekstremalnie intymnych, które kiedyś obraz jedynie sugerował. Dzisiaj nic nie zostanie widzowi oszczędzone – ani ostateczne sytuacje egzystencjalne, ani banalna fizjologia. Jednym z najżywiej przyjmowanych filmów festiwalu był japoński obraz „Gąsienica”, wspomnianego już Koi Wakamatsu. Jest 1940 r., z wojny wraca do rodzinnej wsi i do żony bohater niezwykle zasłużony dla ojczyzny i cesarza, obwieszony medalami, lecz pozbawiony nóg i rąk. Reszta ciała funkcjonuje jednak normalnie, a jego obsługą, i to w każdym sensie, ma teraz zająć się pozostawiona swemu losowi żona (w tej roli nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem Shinobu Terajima). Reżyser tłumaczył, że zrobił zaangażowany film antywojenny, z czym trudno się nie zgodzić, lecz najbardziej bulwersujące i komentowane okazały się sceny erotyczne. Także w tej kategorii kino potrafi jeszcze zaskakiwać.

Premierę najnowszego filmu Michaela Winterbottoma „Morderca we mnie” poprzedziła fama, że znajdą się w nim sceny nadzwyczaj brutalne, jakich jeszcze w kinie nie widzieliśmy. Zapowiedzi sprawdziły się – na szczęście – tylko częściowo, choć szeryf sadysta, maltretujący okrutnie swe kochanki, z pewnością trafi na krótką listę najbardziej bestialskich bohaterów współczesnego kina.

Na tym tle pozycją ze wszech miar wyjątkową okazał się nagrodzony Złotym Niedźwiedziem turecki „Miód” 46-letniego reżysera Semiha Kaplanoglu. Akcja toczy się prawdopodobnie współcześnie, w odległej wsi ukrytej wśród gór Anatolii, lecz jednocześnie jest to historia dziejąca się poza konkretnym miejscem i czasem, pełna uniwersalnych symboli i znaczeń. Ojciec, matka i synek w kadrze przypominają fotografie z głośnej swego czasu międzynarodowej wystawy fotograficznej „Rodzina człowiecza”. Matka pozostaje trochę na drugim planie, jakby nie została dopuszczona do tajemnicy, którą dzielą ojciec z synkiem, porozumiewający się ze sobą szeptem.

Ściszonym głosem opowie chłopiec ojcu sen, który mu się przyśnił. To zapowiedź następujących potem zdarzeń. Ojciec trudniący się pszczelarstwem, jeśli można tak fachowo nazwać podbieranie miodu z prymitywnych uli wieszanych na drzewach, wyrusza pewnego dnia daleko w góry, ponieważ w pobliżu domu zbiory są coraz bardziej marne. Nie wróci z tej wyprawy. Nadwrażliwy, żyjący w świecie swej wyobraźni chłopiec nie traci wiary, że ojca odnajdzie, tym bardziej kiedy nadchodzi ważne dla wyznawców Mahometa święto, w czasie którego oczekują nadejścia proroka.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną