Udany powrót punkowych komiksów

Pokaż irokeza, to ci uwierzymy
Główny obieg polskiej kultury lat 90. komiksu nie doceniał, ale ówczesna kontrkultura – przeciwnie. Antologie prac punkowych rysowników z tamtego okresu to fascynujący portret naszej rzeczywistości z początków transformacji.
„Prosiacek” w środowisku alternatywnym był pozycją kultową
materiały prasowe

„Prosiacek” w środowisku alternatywnym był pozycją kultową

Dariusz Palinowski to mistrz bezczelnej prowokacji
materiały prasowe

Dariusz Palinowski to mistrz bezczelnej prowokacji

Punkowi rysownicy nie uznawali tabu
materiały prasowe

Punkowi rysownicy nie uznawali tabu

wideo

Kaseta znaleziona w szufladzie... - film o niepokornych komiksach

Hello Krzysztof!!!” – zaczynał się jeden z listów do Krzysztofa Prosiaka Owedyka, grafika związanego ze sceną hardcore-punk. „Proszę cię o jakieś rysunki do mojego zina. Tylko żebyś nie najeżdżał na kościół, bo nie chcę durnych opinii satanisty. (…) No i posmaruj znaczek mydłem (bo podrożały) i odeślij mi ten, który ja wysłałem”.

W latach 90. artysta samodzielnie tworzył, wydawał i dystrybuował art-zin komiksowy „Prosiacek”, który w środowisku alternatywnym był pozycją kultową i rozchwytywaną. Dzięki temu Owedyk szybko stał się znaną postacią na scenie niezależnej. Cytowana korespondencja pokazuje, że ta popularność miała również swoje minusy. Nieznani mu ludzie coraz częściej prosili o rysunki i komiksy do swoich zinów, a on nie miał czasu nawet odpisywać na prośby, a co dopiero je spełniać. Ale w czasach bez e-maila i komórki, gdy w każdym mieście i miasteczku powstawały powielane na ksero undergroundowe periodyki, a punkowe załogi organizowały koncerty, takie prośby wydawały się naturalne. W końcu wszyscy stanowili jedną scenę, walczyli z nazi-skinami, systemem i realizowali hasło D.I.Y. (ang. do it yourself – zrób to sam).

Agrafka w policzku

Co ciekawe, o ile po 1989 r. komiks znalazł się na marginesie zainteresowania masowej publiczności, w środowisku kontrkulturowym rysownicy tacy jak wspomniany już Prosiak, a także Dariusz Pała Palinowski czy Paweł Pablo Prystup, byli wręcz hołubieni. Dziś ich komiksy – zebrane w profesjonalnie wydanych antologiach, na porządnym papierze – trafiają na półki księgarń.

W latach 90. wszyscy ci ludzie w pierwszej kolejności czuli się punkami, a dopiero na drugim miejscu twórcami komiksowymi. Co przyciągnęło ich do sceny niezależnej?

Ani Perfect, ani Lady Pank nie opowiadały tak szczerze o ówczesnej brutalnej rzeczywistości. Zespoły punkowe śpiewały często o rzeczach, które dotykały nas bezpośrednio, a kapele rockowe raczej o pieniącym się w kieliszku szampanie – wspomina Paweł Prystup (rocznik 1972, dziś mieszka i pracuje w Wielkiej Brytanii). Jego komiksy publikowały m.in. „Mać Pariadka”, „Pasażer”, „Garaż”, a dziś znajdziemy je w zbiorczym wydaniu pt. „Chaos w mojej głowie”.

Z kolei Krzysztof Owedyk (rocznik 1971, dziś audytor wewnętrzny w dużej firmie), który właśnie wydrukował wszystkie „Prosiacki” w jednym elegancko wydanym tomie, dodaje, że po upadku komuny najważniejszą rzeczą w środowisku undergroundowym stała się swoboda nieskrępowanego wyrażania siebie. – Zaowocowało to eksplozją wszelkiej maści twórczości: muzyki, komiksu, prozy, poezji. Pojawiło się nowe pokolenie załogantów czy zwykłych dzieciaków, których przyciągnęła twórczo-buntownicza atmosfera sceny. Dla mnie ważni byli ludzie, wzajemne inspiracje – wspomina.

Dla Dariusza Palinowskiego (1969, pracuje w schronisku dla zwierząt w Toruniu), ojca komiksowego art-zina „Zakazany Owoc” (eleganckie wznowienie też już w księgarniach), liczył się przede wszystkim indywidualizm, choć jego pierwsze doświadczenia z undergroundem były dość bolesne. – Miałem 14 lat i zobaczyłem kolesia z agrafką w policzku. Długo się nie zastanawiałem, też walnąłem sobie agrafkę w policzek. Do dziś mam bliznę w tym miejscu. Pod koniec lat 80. i na początku 90. każdy załogant wyglądał inaczej – opowiada. Poza rysowaniem komiksów tworzył także kolaże, koszulki, był wokalistą kapeli Amen i członkiem Lubelskiej Autonomicznej Grupy Anarchistów prowadzącej przez chwilę Ośrodek Wolnej Kultury, mieszczący się nad siedzibą KPN. W 1989 r., gdy zaczął wydawać pierwszy „Zakazany Owoc”, zasłynął także jako lokalny człowiek-demolka.

W tamtych czasach o dostęp do kserokopiarki w Lublinie nie było łatwo – wspomina Palinowski. – Przy powielaniu komiksów od razu zacząłem stosować kredowy papier, który niszczył rolki. Sprzęt psuł się na potęgę, więc często musiałem zmieniać punkty ksero, bo każdy, który raz odwiedziłem, był już dla mnie spalony.

W kościele, na zadymie, przy winie

Owedyk, Palinowski i Prystup to pokolenie wychowane na komiksie peerelowskim, który od spraw społecznych i opisywania rzeczywistości uciekał, jak tylko mógł. W końcu był zależny od władzy. Trójka autorów postanowiła ustawić się w kontrze do tej tradycji niezaangażowania, tworząc trzeci obieg polskich historii obrazkowych. Nowo powstające magazyny komiksowe, takie jak poznański „AQQ” czy łódzki „Komiks Forum”, preferowały opowieści przygodowe, fantastyczne czy sensacyjne. Z całej trójki tylko Owedyk pojawił się więc kilka razy w typowo komiksowej prasie.

Punkowi rysownicy nie uznawali tabu. Szydzili z polskiej mentalności, Kościoła, rosnących nastrojów nacjonalistycznych, polityków, a także ze środowiska alternatywnego, z którym czuli się związani. Twierdzą, że ludzie ze sceny D.I.Y. mieli do siebie dystans i nikt za słowa krytyki się nie obrażał. – Raz tylko dostałem list od jakichś nazistów, którzy nie wyczuli prowokacji w moich komiksach i gratulowali mi, że nabijam się z punków – wspomina Dariusz Palinowski.

Każdy z trójki artystów miał swoją specjalizację. Komiksy Prystupa trochę moralizowały i edukowały, były najbardziej środowiskowe i czasem trochę zbyt serio. Promowały anarcho-punk oparty na działaniu. Bohaterowie jego krótkich opowiadań to załoga punków, która obowiązkowo walczyła ze skinami i piła wino, ale jednocześnie próbowała zakładać squat. Autor szczególnie piętnował szerzący się w środowisku niezależnym szowinizm, stąd najbardziej postępową i kreatywną część załogi z obrazkowych opowiadań Prystupa stanowiły kobiety. Gdy w jednym z komiksów punk Zenek przychodzi do swojej kumpelki Krychy i proponuje wypad do monopolowego, dziewczyna mówi mu, że musi zacząć myśleć bardziej pozytywnie i zacząć działać.

Krzysztof Owedyk był z kolei najbardziej refleksyjny i dużo mniej przyziemny. W „Prosiacku” krytykował Kościół katolicki, księży i polską powierzchowną religijność opartą na rytuałach, a nie życiu zgodnie z zasadami Dekalogu. W komiksie „Dzwony Pawłowa” widzimy Polaków, którzy na dźwięk dzwonu, bezwolnie, niczym zombie zmierzają do świątyni. Historia „10 przykazań bożych” przedstawiała księży popierających karę śmierci, święcących wojsko i głoszących antysemickie kazania.

Innym razem autor porównał św. Dominika do Hitlera i Stalina, a do tego wysłał Jezusa jeszcze raz na ziemię. Przybrał tu postać hipisa, a opasły ksiądz nasłał na niego karetkę z psychiatryka. Ostre były także okładki „Prosiacków”. W drugim numerze artysta przerobił logo z filmu „Łowcy duchów” – ducha przebrał w sutannę. Okładkę trzeciego zeszytu zdobiła natomiast Matka Boska Częstochowska, która zamiast dzieciątka trzymała na rękach Lecha Wałęsę. Autora irytował coraz większy wpływ Kościoła na politykę. Nie znajdziemy w historii rodzimego komiksu nikogo, kto zajmowałby się tematem równie konsekwentnie co Owedyk.

Nadal podpisałbym się pod starymi historiami i narysowałbym jeszcze nowe. Nie lubię żadnej instytucji narzucającej mi swój światopogląd. Tymczasem w Polsce mamy molocha, który uważa, że wszyscy należymy do niego i że wszyscy jesteśmy mu coś dłużni – komentuje.

Dariusz Palinowski to z kolei mistrz bezczelnej prowokacji, specjalista od wymyślnych bluzgów opartych na neologizmach. W jego komiksach wszyscy są głupi (włącznie z punkami) i brutalni, a cały świat tak absurdalny, że nie da się go traktować serio. Cięgi zbierają Wałęsa, Owsiak i ugrzeczniona kultura młodzieżowa promowana przez telewizję.

W „Zakazanym Owocu” autor umieszczał fikcyjne wywiady z Kombi czy Budką Suflera, rysując tych ostatnich jako stado psów na łańcuchu. Ulubionym obiektem kpin Pały byli neonaziści. W jednym z „Zakazanych Owoców” grupa skinheadów wybrała się nad jezioro. Los im jednak nie sprzyjał, bowiem woda podmyła okoliczny cmentarz żydowski. Jezioro nie dość, że zostało zatrute trupim jadem, to jeszcze – w ich mniemaniu – straciło swoją polskość! W innym komiksie do rolnika Zenka przylatują Marsjanie anarchiści, którzy szukają ziemskich pobratymców. A gdy Zenek twierdzi, że dobrze trafili, przybysze rozbrajająco oznajmiają: „Pokaż irokeza, to ci uwierzymy”.

Grzeczny, dobry komiks

Być może dziś dowcip Palinowskiego wydaje się prostacki i politycznie niepoprawny. Ale taki właśnie miał być. Komiksy autorów związanych z ruchem punk przede wszystkim manifestowały ich poglądy. Im głośniej, tym lepiej. Można je obecnie krytykować na wszelkie sposoby, ale nie można odmówić im autentyczności, szczerości i odwagi, a nade wszystko – bezkompromisowości. Podczas gdy po transformacji ustrojowej reprezentanci innych sztuki wizualnych w Polsce wchodzili w dialog z rzeczywistością i nie bali się prowokować, polski komiks przez lata tego unikał. Wyjątkiem był magazyn „Produkt”, serie „Jeż Jerzy” i „Likwidator” Ryszarda Dąbrowskiego, który, choć debiutował w 1995 r., na dobre wrócił do rysowania dopiero po 2000 r. W efekcie polski komiks, wyłączony na własne życzenie z rozmowy o rzeczywistości, nadal tkwił na marginesie rodzimej kultury.

Dziś, gdy w końcu został nobilitowany, znów od kilku lat grzecznie trafia pod skrzydła władzy. Albumy o Popiełuszce, Powstaniu Warszawskim, kolejne żenujące historie obrazkowe o miastach i historycznych rocznicach wydawane za pieniądze samorządów i ministerialne dotacje są jak tanie wino, po którym dostaje się straszliwego kaca. Wznowienia prac Palinowskiego, Prystupa i Owedyka działają w tym kontekście jak doskonały klin.

 

Dariusz Pała Palinowski, Zakazany owoc i Bracia Kowalscy w jednym, Warszawa 2010, Kultura Gniewu, s. 134.

 

Krzysztof Prosiak Owedyk, Prosiacek 1990–2010, Warszawa 2010, Kultura Gniewu, s. 262.

 

Paweł Pablo Prystup, Chaos w mojej głowie, Wydawnictwo Caramba, miejsce wydania nieznane, 2010, s. 104.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną