Kultura

Stół grający

Gra na zadziwiających instrumentach

Reactable pozwala manipulować dźwiękiem poprzez dotyk. Reactable pozwala manipulować dźwiękiem poprzez dotyk. materiały prasowe
Nowa muzyka potrzebuje nowych instrumentów. Przypominają konsole do gier albo gadżety z filmów SF, ale zmiany, które niosą, wyglądają na poważne i nie tak znowu odległe.
Obsługę tego instrumentu można opanować w pięć minut.materiały prasowe Obsługę tego instrumentu można opanować w pięć minut.
Eigenharp. Futurystyczny fagot.materiały prasowe Eigenharp. Futurystyczny fagot.

Co naprawdę robi ten facet za laptopem? Może surfuje w Internecie? Czy on w ogóle gra, czy może bawi się w „Tetris”? Takie pytania można usłyszeć na widowni, odkąd muzyka skomputeryzowała się do tego stopnia, że na scenie wystarczy laptop z odpowiednim oprogramowaniem do syntezy i obróbki dźwięku. Muzycy odpowiedzieli na nie dotąd tylko serią koszulek z napisem: „Nie, nie odbieram maili, głupku!”.

Reactable jest propozycją dla nich. Dla osoby niewtajemniczonej korzystanie z tego urządzenia może wyglądać jak partia futurystycznych szachów – w końcu muzycy przestawiają na podświetlonym dotykowym stole jakieś figury z dziwnymi symbolami. Albo jak planowanie kosmicznej ofensywy w filmie SF na czymś w rodzaju gigantycznego iPada. Filmowane od góry i pokazywane publiczności w czasie trasy koncertowej islandzkiej gwiazdy Björk wyglądało po prostu nieziemsko.

Wbrew pozorom, rzecz jest jednak dość prosta – obsługę można opanować w pięć minut, choć zasadami działania i możliwościami nawiązuje do najbardziej rozbudowanych instrumentów w historii – modularnych syntezatorów tworzonych od lat 60. – Wykonawca widzi cały czas w graficznej postaci to, co się dzieje. Reactable pozwala manipulować dźwiękiem poprzez dotyk, nie zalewa grającego masą niepotrzebnych danych jak tradycyjne oprogramowanie muzyczne i interfejsy z mnóstwem gałek i suwaków – tłumaczy Pep Viladomat z firmy Reactable Systems, jeden z twórców urządzenia. – W istocie nasz instrument jest na tyle przejrzysty, że muzea techniki uczą na nim dzieci podstaw fizyki dźwięku.

W Polsce był prezentowany w 2009 r. na Warszawskiej Jesieni, a teraz wróci jako jeden z eksponatów właśnie do placówki edukacyjnej – stołecznego Centrum Nauki Kopernik, gdzie będzie jedną z największych atrakcji galerii Re: generacja, która zostanie otwarta 3 marca.

Instrument, czyli interfejs

Zestaw klocków i ekran dotykowy to tylko interfejs użytkownika. Tak samo jak skonstruowany trzy wieki temu fortepian albo zbudowana siedem dekad temu gitara elektryczna. Współcześnie interfejs zmienia muzykę cały czas, choćbyśmy tego nie chcieli zauważać. Dwa gramofony i mikser, służące do płynnego odgrywania utworów tanecznych, wyniosły didżeja na bohatera kultury popularnej. Automat perkusyjny otworzył drogę dla muzyki techno. Sampler serii Akai MPC z wielkimi, wygodnymi przyciskami do sterowania – w kształcie zaprojektowanym przez Rogera Linna – ożywczo wpłynął na hip-hop i jest dla muzyków z tego gatunku ulubionym instrumentem od ponad 20 lat. Gdy w niedawnym dokumencie filmowym „Będzie głośno” The Edge, gitarzysta U2, wyznawał, jak stopniowo czuł się coraz mniej potrzebny w świecie didżejów i muzyki elektronicznej, miał na myśli zapewne te urządzenia. Nawet jeden z producentów batoników usunął ze swoich reklam gitarzystę, zamieniając go w gwiazdę sceny tanecznej za gramofonami.

Według Linna, najsłynniejszego dziś projektanta nowych instrumentów, te stare mają – jeśli im się bliżej przyjrzeć – wiele mankamentów. Gitary szybko się rozstrajają i nie pozwalają grać jednocześnie akordów i melodii. Instrumenty klawiszowe mają wielkie możliwości, ale sama klawiatura nie jest dość intuicyjna. Od gry na skrzypcach okropnie boli kark. Tradycyjne instrumenty dęte pozwalają grać tylko jedną nutę w danym momencie. A i to pod warunkiem, że mamy mocne płuca. Same ograniczenia.

John Lambert, brytyjski muzyk, też czuł się tym zmęczony. Nie bawiły go ani klasyczne instrumenty, ani laptopy. Przez osiem lat budował więc – a ostatnio pokazał światu – Eigenharp. Coś, co łączy te dwa światy. 132 klawisze w pełni wrażliwe na siłę nacisku i jeszcze ustnik, pozwalający sterować całą zamkniętą w środku elektroniką niczym w instrumencie dętym. Oto urządzenie, które media brytyjskie z miejsca nazwały futurystycznym fagotem, nawiązując do słynnej sceny w kantynie z pierwszej części „Gwiezdnych wojen”, gdzie obcy przygrywają gościom na równie niecodziennych instrumentach.

Nie bez znaczenia jest to, że pomysł Lamberta jest dość uniwersalny – interesuje gitarzystów w równej mierze co klawiszowców czy nawet perkusistów, bo możliwości artykulacyjne Eigenharp są co najmniej tak wielkie jak cena (w pełnej wersji: 4 tys. funtów). Konstruktor twierdzi, że urządzenie się sprzedaje, ale opanowanie techniki gry wymaga czasu, więc nie od razu będzie je widać na scenach. On sam już dziś zastanawia się nad tym, jak by tu połączyć nowatorstwo Eigenharp z oprogramowaniem na platformę o odpowiednio dużej mocy obliczeniowej – najlepiej którąś z konsol do gier.

Dominik Kowalczyk, twórca muzyki elektronicznej – znany szerzej jako Wolfram – też prognozuje, że pomysły znane ze świata gier przyniosą zmiany na poziomie scenicznego show. – Coraz rzadziej będziemy na koncertach spotykać statycznego muzyka wpatrzonego w ekran, za to częściej dotykającego ekranu, grającego na dziwnych instrumentach i machającego rękami – tu w grę wchodzą czujniki ruchu i adaptacja gotowych rozwiązań z konsol do gier typu Wii czy Kinect – uważa.

Najdalej w tym kierunku poszła jak dotąd firma Sonalog, która sprzedaje GypsyMIDI – rodzaj egzoszkieletu, nakładanego na górną część ciała i ręce, dzięki któremu można sterować muzyką własnymi ruchami. Podobne próby podejmowano w przeszłości – w latach 90. Yamaha zaprezentowała Miburi, futurystyczny system składający się ze specjalnego ubrania, które musiał na siebie włożyć muzyk, i dwóch trzymanych w dłoniach kontrolerów z przyciskami. Wszystko umożliwiałoby sterowanie dowolnym urządzeniem MIDI (np. syntezatorem), a efekt końcowy wyglądał trochę jak Michael Jackson w tańcu, a trochę jak dyrygent w akcji.

Wtedy takie urządzenia nie miały racji bytu, więc Miburi pozostało na etapie koncepcji. Dziś granica dostępności cenowej się przesuwa i fantazyjne instrumenty wychodzą poza stadium projektów. Tak właśnie jest z ekranami typu Multi-touch, na których oparty jest Reactable. – Dotykowe czy interaktywne interfejsy to naturalny kierunek rozwoju elektronicznego instrumentarium – komentuje Wolfram. Znane są już od dawna, upowszechniły się dopiero po rewolucji w konsumenckiej elektronice – dzięki telefonom komórkowym i konsolom do gier.

Idą nowi wirtuozi?

Kiedy laptop na scenie przestał być nowością, czyli gdzieś koło 2003 r., szybko zaczęła rosnąć grupa odbiorców, których od słuchania takiej muzyki odpychał jej prawie całkowity brak sceniczności – mówi Dominik Kowalczyk. Tych właśnie ludzi próbują dziś przyciągnąć artyści, sięgający na scenie po Reactable albo inne – już znacznie tańsze – urządzenia, które weszły do masowej produkcji.

Za kilkaset dolarów można sprowadzić do Polski urządzenie Tenori-On, wymyślone przez japońskiego artystę wizualnego i projektanta gier wideo Toshio Iwai. To matryca 16x16 świecących przycisków, które służą do budowania całych skomplikowanych nagrań muzycznych. Sterowanie tą zabawką jest dość ekspresyjne i widowiskowe, biorąc pod uwagę to, że cały efekt – wciskanie przycisków, ślizganie się po nich palcem i inne gesty, z których każdy wpływa na dźwięk – widać też po drugiej stronie. „Rzecz wygląda bardziej jak zwykły instrument niż sekwencer czy laptop – uważa Damian Taylor, muzyk i doradca technologiczny Björk. – Przynosi natychmiastowy efekt, jak siadasz przy fortepianie albo bierzesz do ręki gitarę akustyczną. Włączasz i grasz, nie musisz czekać, aż komputer ruszy, kręcić gałkami, nic z tych rzeczy”. Tenori-On wygląda jak modny gadżet, ale jako pierwsi zaczęli na tym grać muzycy z grona eksperymentatorów – Kieran Hebden, Jim O’Rourke czy Atom Heart – i to z dość ciekawymi rezultatami.

Ważny jest też efekt zaskoczenia. Taylor potwierdza, że publiczność jest już zmęczona szarymi elektronicznymi pudełkami. Na Tenori-On ludzie reagują ze zdziwieniem, po koncertach widzowie zasypują artystę mailami pytając, co to było. Bo rzecz – choć korzysta z niej już wielu uznanych muzyków – ciągle jest świeża. Jednocześnie maszyna jest już w normalnej sprzedaży i coraz częściej pokazuje się na scenie przed masową publicznością. Na przykład grupa Gotan Project, która pod koniec lutego wystąpi na trzech koncertach w Polsce, na tę trasę po raz pierwszy zabrała Tenori-On.

Urządzeniem wchodzącym do masowego użycia jest też nieco podobny, choć mniej widowiskowy, sterownik Monome, a konkurencja z koncernu Korg (Tenori-On produkuje Yamaha) od dekady zarabia pieniądze na przenośnym instrumencie Kaoss Pad z podświetlanym ekranem dotykowym. Wyjściowo był to zestaw efektów, dziś można za jego pomocą skomponować utwór. Korzysta z niego choćby Brian Eno, uznając świecące pudełko za zupełnie nową jakość, a najbardziej docenia w nim to, że – inaczej niż przy laptopie – musi przynajmniej używać siły mięśni.

„Od zarania dziejów ludzie próbują unowocześnić instrumenty muzyczne, ale tym, co mnie interesuje w tej dziedzinie najbardziej, są próby stworzenia czegoś zupełnie nowego, co zrywa ze sferą mechaniczną na rzecz interfejsu opartego na czujnikach ruchu i to takiego, dzięki któremu można oddać odpowiedni poziom niuansów” – pisze Roger Linn. Po co to robić poza sferą wizualną? Być może przyniesie to powrót zainteresowania wirtuozerią, która w ostatnich latach zeszła na dalszy plan.

Chodzi o talent artystyczny, a nie o instrumenty – ocenia rynek nowych urządzeń Dave Kusek z Berklee College of Music, współautor książki „The Future of Music”. – Ostatnio ludzie fascynują się na przykład muzyką graną na ukulele, ale to nie ten, tani zazwyczaj, instrument jest najważniejszy. Tymczasem na koncertach chodzi o dostarczanie ludziom rozrywki, bez względu na środki.

Laptop pod stołem

Wraz z egzemplarzem Reactable do Warszawy przyjadą jego twórcy – na koncert i warsztaty, na które można się zapisywać przez Centrum Nauki Kopernik. To ewenement w skali światowej – grupa naukowców z Uniwersytetu Pompeu Fabry w Barcelonie, których zespół badawczy po kilku latach przeobraził się w prężną firmę produkującą instrumenty.

Pomogło na pewno to, że Barcelona – z jej festiwalem muzyki elektronicznej Sónar, licznymi klubami i mnóstwem artystów – jest dziś mekką w tej dziedzinie. Po raz pierwszy zaprezentowali swoje urządzenie właśnie w tym mieście na Światowej Konferencji Muzyki Komputerowej 2005. Przełom nastąpił jednak rok później, gdy prezentację urządzenia umieścili na YouTube. – Obejrzało ją do tej pory ponad 4 mln ludzi – wspomina Pep Viladomat.

Zainteresowanie okazało się tak wielkie, że w ciągu ostatnich dwóch lat twórcy Reactable uczestniczyli w ponad 200 prezentacjach i koncertach w ponad 40 krajach. Zdobyli wszelkie możliwe nagrody – włącznie z tą za najlepsze aplikacje na iPada i iPhone’a, bo pod koniec ubiegłego roku ukazały się uproszczone wersje Reactable na te urządzenia.

Hiszpańscy projektanci zwracają uwagę, że możliwości Reactable’a wykraczają znacznie poza to, co możemy zauważyć w ciągu pierwszych godzin korzystania z urządzenia. Ekran dotykowy odgrywa tu tylko rolę wspomagającą. – Najważniejsze są obiekty, które trzyma się w rękach i którymi można poruszać kontrolując dźwięk – mówi Viladomat. Poza tym, jeśli komuś zabraknie wprawy i precyzji w poruszaniu klockami, może zawsze podłączyć do instrumentu zwykłą klawiaturę. Ten podświetlany stół tylko wygląda jak zabawka – w oprogramowaniu kryją się wielkie możliwości, bo owszem, i laptop też jest w zestawie, tyle że... pod stołem.

W większości rozwiązań dotyczących nowych interfejsów muzycznych dotykowy ekran i połączone z nim odpowiednie oprogramowanie są efektownym dodatkiem do jądra całego systemu, czyli do komputera – zwraca uwagę Wolfram, który na rozwój tej dziedziny patrzy spokojnie, na razie uznając ceny za niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. Poza tym – jak mówi – technologia może przynieść nowe zaskakujące rozwiązania. – Może za chwilę ekran nie będzie potrzebny, bo interfejs będzie na przykład wyświetlony na zwykłym stole o odpowiednich rozmiarach?

Jedno jest pewne. Efekty tych zmian nie tylko usłyszymy, ale również zobaczymy.

Polityka 07.2011 (2794) z dnia 12.02.2011; Kultura; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Stół grający"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną