Kultura

Romantyzm trzydziestolatków

Sztu(cz)ki Michała Walczaka

Dramaty Walczaka to gry z konwencją komedii romantycznej. Dramaty Walczaka to gry z konwencją komedii romantycznej. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Z boomu na młodą polską dramaturgię z początku XXI w. zostało kilka nazwisk. Wśród nich Michał Walczak – jeden z najczęściej dziś wystawianych rodzimych autorów teatralnych.
Ostatnia sztuka Walczaka – „Amazonia”.Mateusz Szelc/materiały prasowe Ostatnia sztuka Walczaka – „Amazonia”.

Najpopularniejsza ze sztuk Walczaka – „Piaskownica” – prapremierę miała w Teatrze w Wałbrzychu, potem grana była w Teatrze Narodowym i offowej wrocławskiej Scenie Witkacego, w Teatrze Telewizji i w teatrach Częstochowy, Opola, Rzeszowa i Bielska-Białej (a także w Mannheim, Kassel i Berlinie, w Pradze, Bratysławie, w Mińsku i Nowym Jorku). Podobną drogę przebyły „Pierwszy raz” i „Podróż do wnętrza pokoju”. Inne sztuki cieszyły się nieco mniejszym wzięciem, ale i tak miały po kilka inscenizacji, co na tle młodej polskiej dramaturgii, gdzie o sukcesie można mówić, gdy autorowi uda się doprowadzić do prapremiery, jest prawdziwym ewenementem. A to nie wszystko.

Po kraju krążą dwa one man shows, napisane i wyreżyserowane przez Walczaka, a grane przez Rafała Rutkowskiego: „To nie jest kraj dla wielkich ludzi” i „Ojciec polski”. Nowy gatunek teatralny, stworzony przez Walczaka, łączy cechy aktorskiego monodramu, występu estradowego i anglosaskiej stand-up comedy. I już znajduje naśladowców.

Sytuacja jest ciekawa. Sztuki 32-letniego absolwenta reżyserii warszawskiej Akademii Teatralnej (w 2009 r. wyszedł ich dwutomowy wybór) jednocześnie cieszą się uznaniem krytyki (po publikacji „Podróży do wnętrza pokoju” Walczak został okrzyknięty następcą Tadeusza Różewicza), wzięciem u reżyserów i aktorów oraz podobają się widzom, długo pozostając na teatralnych afiszach. Jak się robi taką sztu(cz)kę?

Wszędzie i zawsze

Michał Walczak jest człowiekiem teatru. Twierdzi, że jego największą inspiracją są aktorzy – noszą w sobie role i historie, wystarczy tylko uważnie słuchać i notować. Faktycznie, scenerią kilku scen jest Marcinek – legendarny bar, w którym przesiadują studenci Akademii Teatralnej, snując plany wielkich karier.

Ostatnia sztuka Walczaka – „Amazonia”, wystawiona właśnie z powodzeniem przez Agnieszkę Glińską w warszawskim Teatrze Na Woli – pokazuje zderzenie tych marzeń z rzeczywistością, która ma młodemu aktorowi do zaoferowania w najlepszym razie alternatywę: seriale albo teatr offowy (co gorsza, ten drugi niekoniecznie musi się łączyć z wysoką jakością artystyczną przedsięwzięcia). Bohaterami większości sztuk Walczaka są aktorzy in spe – ludzie, którzy odgrywają kolejne role życiowe, próbują rozmaitych wcieleń z przekonaniem, że gdzieś tam w ciemności czai się publiczność, oceniająca i oklaskująca ich wysiłki. Teatr stosunków międzyludzkich rozgrywa się wszędzie i zawsze.

W sztukach Walczaka powracają echa teatralnej klasyki. „Kac”, z bohaterami zapętlonymi w chocholim tańcu, z przywoływanymi zmorami z przeszłości (mówiącymi wierszem), odnosi do „Wesela” i „Dziadów”, „Podróż do wnętrza pokoju” z antybohaterem, któremu własny pokój rozrasta się do rozmiarów całego świata, jest współczesną wariacją na temat „Kartoteki”. Pojawiają się odwołania do Szekspira i Calderona. Świat rzeczywisty przenika się z wyobrażonym i wyśnionym.

Obok ludzi z krwi i kości egzystują duchy: jacyś koledzy ze studiów namawiający do powrotu do beztroskiego studenckiego życia, byłe dziewczyny i narzeczeni, do których porównuje się obecnych ukochanych, niespełnione miłości. Nie brakuje też postaci metaforycznych, jak Kurtyna i Judasz z „Podróży”, marzący o prawdziwym dramacie, krwawej antycznej tragedii, i zdegustowani upadkiem gatunku ludzkiego, którego przedstawiciele nadają się obecnie co najwyżej do występu w tragifarsie.

Gry z tradycją teatru, stosowanie metafor, niesygnalizowane ucieczki w surrealizm i absurd oraz poczucie humoru zdecydowanie wyróżniały sztuki Walczaka od większości przedstawicieli tzw. polskiej dramaturgii współczesnej w jej fazie prenatalnej. Wyróżniały, nadawały lekkość oraz czyniły ponadczasową i pociągającą dla ludzi teatru.

Rytuał przejścia

Bohaterami tych sztuk są rówieśnicy autora – 30-latkowie. Sam Walczak zamiast „dramaturgia pokolenia” woli określenie „dramat inicjacyjny”: – Inicjacja w dorosłość jest bardzo ważna i dotyczy nie tylko pokolenia 30-latków. Ta trzydziestka jest raczej symboliczna – to próg.

„Szczepan, ty musisz się pozbierać, bo ty trzydziestkę przekroczyłeś, a niepotwierdzony jesteś, nie wiadomo, czy głupek, czy geniusz” – radzi głównemu bohaterowi „Kaca” Dziewczyna z Palcem. Ale sam Szczepan też czuje presję czasu: „Może panikuję, na kaca tracę tu czas, a wy tam posuwacie się do przodu, kariery robicie, rodziny zakładacie, na bieżąco jesteście, zdrowi, napchani”. 30-latkowie od Walczaka mają poczucie, że życie ucieka, że trzeba działać, społeczeństwo wymaga wybrania jakiejś ścieżki: kariery, życia, że trzeba posadzić drzewo, zbudować dom i spłodzić dziecko. Ale wybierać nie chcą, bo wybranie jednej ścieżki – jednej historii – to zarazem niewybranie setek innych.

Bardziej stanowczy w niewybieraniu są chłopcy, jak Biedny Ja w „Biednym Ja, Suce i Jej Nowym Kolesiu”, kiedy tłumaczy Suce konsekwencje podjęcia decyzji: „Wyobrażasz sobie, jakie to by było straszne, nie móc już wybierać. Nie ekscytować się nowym początkiem historii?”. Ale i dziewczyny, mimo że pozornie mocniej stąpające po ziemi i bardziej pragmatyczne, także mają świadomość nieodwracalności podjętej decyzji: „Kiedy byłam mała, zawsze o tym marzyłam, przyjść tutaj, gdzie są światła i mnóstwo przestrzeni, będziemy mieć prawdziwe życie i nie ma zmiłuj” – zwierza się Suka.

 

Krytyk Łukasz Drewniak trafnie określił pisarstwo Walczaka mianem „dramaturgii pierwszego razu”. A pierwszy raz może być tylko jeden, więc trzeba być uważnym, nie podejmować decyzji pochopnie, żeby potem nie żałować. Dlatego większość bohaterów, zanim zdecyduje się na jakąś historię, nieustannie próbuje – a Walczak dba o to, by dokładnie zamazać granice między realnością a wizją czy koszmarem sennym na jawie.

W „Nocnym autobusie” na przykład możemy być pewni tylko tego, że na ławeczce na przystanku nocnego autobusu siedzą chłopak i dziewczyna. Toczący się między nimi dialog, pełen niedopowiedzianych propozycji, odsłonięć i uników, odbywać się może równie dobrze w rzeczywistości, jak i w głowie chłopaka. A morderstwo byłego narzeczonego Elizki w „Polowaniu na łosia”? Rzeczywiste czy to tylko metafora odcinania przeszłości, eksterminacji wszystkich byłych historii, związków, porównań – czyszczenie pola dla historii obecnej? Rytuał przejścia?

Ale bohaterowie Walczaka zdają sobie sprawę również z faktu, że historie toczą się według pewnych schematów: pierwsza miłość, pierwszy seks, pierwsze wspólne mieszkanie, pierwsza praca, pierwsze spotkanie z rodzicami ukochanej, pierwsze oświadczyny, pierwsze dziecko, pierwsze zerwanie, pierwsza zdrada, pierwszy rozwód… Znają konwencję, potrafią przewidzieć rozwój wypadków i zadają sobie pytanie, czy naprawdę jest sens w to wchodzić?

Młode pokolenie widzów w inicjacyjnej dramaturgii Walczaka przegląda się jak w lustrze, starsi z nostalgią odnajdują swoje dawne dylematy, wracają do czasów, gdy wszystko jeszcze było możliwe, każda droga stała otworem, ta jedna, własna historia nie została wybrana. Pierwsze razy są doświadczeniem uniwersalnym.

Ucieczka w świat zabawek

Dramaty Walczaka to gry z konwencją komedii romantycznej. Z jej partyturą zauroczeń i zachwytów, chwilowych nieporozumień i rozstań oraz ostatecznego pogodzenia się i triumfu miłości. Większość sztuk Walczaka rozgrywa się w damsko-męskich parach lub trójkątach, miłość wisi w powietrzu, jest siłą napędzającą rozwój akcji, a jednak nacisk położony jest raczej na zgrzyty i usterki w mechanizmie niż sprawnie rozpędzającą się machinę. Tak jakby Walczak opowiadał miłosne historie z perspektywy ich końca.

Pierwszy problem: niedojrzałość bohaterów. Ich niepewność siebie, własnych pragnień, podatność na zranienie i łatwość, z jaką ranią innych. Mężczyźni Walczaka są dużymi chłopcami, którzy życiowe nieudacznictwo tłumaczą idealizmem i niedostosowaniem do systemu. Wychowani na popkulturowych wzorcach męskości typu Batman (Protazek z „Piaskownicy”) i Wiedźmin (Mundek z „Amazonii”), bycie mężczyzną postrzegają jako nieustanną walkę o: kobietę, pracę, pozycję społeczną, i z: kobietami i ich oczekiwaniami, z ich „byłymi” i ewentualnymi przyszłymi, z ich przyjaciółkami feministkami. Ale przede wszystkim walczą z chłopcem w sobie, z wewnętrznym rozmemłaniem i chęcią ucieczki w świat zabawek. Kobiety z kolei próbują łączyć wzorce kobiecości, wpojone im przez babcie i mamy, z nowoczesnym wizerunkiem bizneswoman.

Choć dla bohaterów Walczaka miłość jest najważniejszą siłą w życiu, być może jedyną szansą na ocalenie z chaosu i magmy codzienności – to w rzeczywistości na drodze do jej spełnienia stają zwykle rozmijające się oczekiwania dwojga ludzi, wpajane od dzieciństwa wzorce uczuciowe, odmienne życiowe doświadczenia… No i ta pokoleniowa niechęć do dokonania wyboru tej jednej, jedynej historii.

Stosunek Walczakowych bohaterów do miłości świetnie oddaje dialog Sylwka i Haneczki z „Kaca”. Jest w nim euforia: „Budziłbym się z obolałą głową i chlał z kumplami, którzy boją się dorosnąć. Gdyby nie ty” (Sylwek); „Spałabym z przypadkowymi facetami, tłumiąc strach, że nie zdarzy mi się żadna nowa historia, gdyby nie ty” (Haneczka). Jest prognozowane rozczarowanie prozą życia: „Czasem się boję, że to wszystko okaże się snem. Że pojawią się rysy” (Sylwek); „À propos rys, spałabym dużo spokojniej, gdyby nie ty. Dziś w nocy znowu wierzgałeś” (Haneczka). I jest strach: „Że nie będę umiał udźwignąć tego szczęścia. Tego się boję” (Sylwek); „Że za każdą euforię trzeba ponieść karę” (Haneczka).

Bo najpiękniejsze miłości to miłości nierozpoczęte, potencjalne, idealne.

Polityka 11.2011 (2798) z dnia 11.03.2011; Kultura; s. 78
Oryginalny tytuł tekstu: "Romantyzm trzydziestolatków"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną