Rozmowa z Lechem Majewskim

Elektroniczny gobelin
Reżyser wchodzącego do kin filmu „Młyn i krzyż”, inspirowanego obrazem Bruegla, opowiada o tym, dlaczego dawna sztuka przyciąga go bardziej niż współczesność.
Gwiazdy „Młyna i krzyża” - (od lewej) Charlotte Rampling, Rutger Hauer i Michael York
materiały prasowe

Gwiazdy „Młyna i krzyża” - (od lewej) Charlotte Rampling, Rutger Hauer i Michael York

Lech Majewski to jeden z najbardziej oryginalnych polskich reżyserów filmowych, autor m.in. „Wojaczka” i „Angelusa”. Także pisarz, malarz, twórca wideo-artu
Materiały prywatne

Lech Majewski to jeden z najbardziej oryginalnych polskich reżyserów filmowych, autor m.in. „Wojaczka” i „Angelusa”. Także pisarz, malarz, twórca wideo-artu

Najtrudniejsze dla Majewskiego było zbudowanie harmonijnej, trójwymiarowej przestrzeni wykreowanej przez Bruegla - XVII-wiecznego geniusza
materiały prasowe

Najtrudniejsze dla Majewskiego było zbudowanie harmonijnej, trójwymiarowej przestrzeni wykreowanej przez Bruegla - XVII-wiecznego geniusza

Janusz Wróblewski: – Premiera „Młyna i krzyża” odbyła się na festiwalu w Sundance. Potem pokazano go w Luwrze i na targach w Berlinie. Jakie były reakcje?

Lech Majewski: – Bardzo pochlebna recenzja ukazała się w „Variety”. Efekt jest taki, że mamy dystrybucję kinową w Stanach i Kanadzie. Film kupili Japończycy, Francuzi, Niemcy, Hiszpanie i kilkanaście innych krajów. Zaproszono mnie na Biennale do Wenecji. A 31 marca w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie otwarta będzie retrospektywa moich prac z ostatnich 11 lat, zawierająca również, teraz pokazywane w Luwrze, wideo-arty z cyklu „Ćwiczenia z Bruegla”.

O czym jest ten film, w którym widz wkracza niejako do wnętrza obrazu „Droga krzyżowa” namalowanego pięć wieków temu?

Mój film kontempluje obraz i filozofię Bruegla. Co mówi Bruegel? Że wielkie historyczne wydarzenia, kiedy się działy, były peryferyjne i przechodziły bez echa. Dopiero później zaczynają promieniować, przenikać powszedniość. Powiada, że kiedy to się dzieje, my tego nie widzimy. Na obrazie „Droga krzyżowa” Flamandczycy gapią się w lewo, na incydent z żołnierzami, a Chrystus jest przysłonięty, zakryty i trzeba się wysilić, żeby go dostrzec.

Dlaczego Bruegel i dawna sztuka przyciąga pana bardziej niż współczesność?

XX wiek zbombardował dywanowym nalotem wszystko, nad czym z cierpliwością pracowali artyści i rzemieślnicy w poprzednich stuleciach, czyli zbliżenie nas do piękna utożsamianego z pojęciami prawdy i wiary. I te kanony niszczenia wciąż triumfują. Rozbito formę. Artysta został zdany na bestialstwo współczesnego świata. W dawnej sztuce – poza wpisaną w nią duchowością – interesuje mnie niebywała perfekcja wykonawstwa (przy ograniczonych możliwościach technicznych), zupełnie teraz lekceważona. Rzemiosło i kunszt. Bo dziś kanonem akademickiej sztuki stało się śmietnisko i pseudoszokowanie. Wystarczy rozbić telewizor i wstawić go na postument do galerii. Krytycy będą kombinować, czy przypadkiem nie chodzi o protest przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia, terrorowi mass mediów itd. Dobrze to ujął Baudrillard, żaląc się, że relatywizm został do tego stopnia rozdmuchany, że „ufikcyjnił się” cały świat.

W „Młynie i krzyżu” ktoś wypowiada zdanie, że to, co najważniejsze, musi być ukryte. Ale właściwie dlaczego?

Gdyby mnie poproszono o definicję prawdy, odpowiedziałbym, że jest nią tajemnica. Bo tajemnica stanowi istotę naszego bytu, wszystkiego, co nas otacza (dobrze wiedzą o tym naukowcy), zaś człowiek postawiony w obliczu tajemnicy natychmiast ma ochotę ją rozgryźć. Drąży i zadowala się odpryskami, okruchami. Bo tajemnicę można tylko nadgryźć. Natomiast na poziomie kultury popularnej tajemnica zanika. Wszystko zostaje wyjaśnione. Wiadomo, kto zabił, o co chodzi. Opowieść się domyka, szkatułka pasuje do szkatułki. A dla mnie liczy się rozpiętość egzystencji w wielu wymiarach.

To znaczy?

Żeby zobaczyć jej diapazon: od lewej do prawej. Jung by to ładnie opisał: wertykal przechodzi od boskości do potępienia; a horyzontal od zła do dobra, od męskiego do żeńskiego itd., itp. Wszystko to pięknie widać na przykład w „Boskiej komedii” Dantego.

Potocznym doświadczeniem współczesnego człowieka jest poczucie pustki, braku sensu, nieobecności Boga. A pan uporczywie wraca do ezoteryki, zwietrzałych symboli, gnostyckich poszukiwań. Nie jest to anachronizm?

Niekoniecznie. W czasach nam bliższych byli artyści, którzy potrafili objąć te obszary. Chociażby Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie”. Dla mnie to najlepszy opis porewolucyjnej Rosji, zawierający w sobie dantejski rozmach i metafizyczną głębię.

W „Młynie i krzyżu” moment „wstrzymania oddechu” następuje w chwili upokorzenia Flamandów, uciskanych przez hiszpańską milicję i niedostrzegających, że obok równolegle dopełnia się los Chrystusa. To jest ta tajemnica?

Chwilę przedtem toczy się rozmowa między Brueglem a kolekcjonerem jego obrazów, który twierdzi, że wszystkiego, czego są świadkami, nie da się wyrazić. Artysta mu odpowiada, że owszem, da się. Komunikuje się wtedy z siłą wyższą (upostaciowioną przez młynarza) i następuje zatrzymanie czasu. Niewyrażalne zostało opisane. Ale nie słowami. Według mnie najważniejsze sprawy wymykają się władzy języka. Szczególnie to widać, gdy obcujemy z arcydziełami dawnej sztuki. Mało kto jest w stanie zwerbalizować owo nieuchwytne doznanie, gdy stoi się przed „Burzą” Giorgionego, nie mówiąc już o symbolicznym malarstwie Boscha.

Rozszyfrowywanie znaczeń dawnej sztuki stało się modne dzięki powieściom Dana Browna, doszukującego się m.in. w twórczości Leonarda da Vinci heretyckich, spiskowych teorii. Stanowią one dla pana jakąś inspirację?

Podziwiam sprawność warsztatową Dana Browna, choć w jego książkach jest sporo uproszczeń, związanych z wymogami kryminalnej konwencji. Cenię je, mimo że zawarte w nich analizy obrazów nie są zbyt odkrywcze. Mówiąc nieskromnie, choćby na temat „Ostatniej wieczerzy” mógłbym powiedzieć chyba więcej. Od lat prowadzę na różnych zagranicznych uczelniach wykłady poświęcone sekretnemu językowi sztuki symbolicznej. Ostatnio na uniwersytecie Cantenbury w Nowej Zelandii. I mogłem przy okazji sfilmować wspaniałe widoki nieba zakrytego chmurami, które oglądamy potem w „Młynie i krzyżu”.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną