Biografia Miłosza. Opowieść z elementami dramatu

Wszystkie twarze Miłosza
Biografia Czesława Miłosza napisana przez Andrzeja Franaszka nie jest sensacyjna. To rzetelna i miejscami dramatyczna opowieść o życiu poety. Miłoszowi mogłaby się ona spodobać.
W książce Franaszka znajdziemy twarz Miłosza Hioba, który w najgorszym czasie tłumaczy Biblię i szuka w niej pociechy
Wyd. Znak/materiały prasowe

W książce Franaszka znajdziemy twarz Miłosza Hioba, który w najgorszym czasie tłumaczy Biblię i szuka w niej pociechy

Zaletą biografii Franaszka jest to, że cały czas widzimy Miłosza i myślimy o nim, natomiast biograf stara się być niewidoczny, nie oceniać
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Zaletą biografii Franaszka jest to, że cały czas widzimy Miłosza i myślimy o nim, natomiast biograf stara się być niewidoczny, nie oceniać

Najmniej znamy życie Miłosza. Jego twórczość obrosła interpretacjami, ale jego postać przez lata zastygła w pomnik. Pozostał obraz spełnionego poety, noblisty, którego po powrocie do kraju wszyscy pytali, jak żyć. Tymczasem Miłosz – według Andrzeja Franaszka – do końca życia z niepokojem rozpamiętywał swoje decyzje życiowe i był przekonany, że musi płacić za wszystko najwyższą cenę. Przede wszystkim za swój talent.

Miłosz pisząc o swoim życiu często używał metafory diabelskiego paktu. W opowieści Franaszka widzimy młodego, niesłychanie ambitnego poetę, zakompleksionego, ale i wyniosłego. Chciał poświęcić się bez reszty pisaniu i dlatego opuścił swoją dziewczynę. Ten krok poeta uznał później za swoją pierwszą winę, która go dręczyła przez lata. Strach i poczucie demonicznego kuszenia pojawiły się po raz kolejny, kiedy opisywał swój wyjazd z kraju. O „Traktacie moralnym” – utworze, w którym rozliczał się z tamtym czasem i filozofią Tadeusza Krońskiego – napisano już wiele.

Kroński według wielu komentatorów uosabiał demoniczną pokusę, by na ludzi patrzeć z pogardą, jak na bezmyślną masę, której na siłę można wtłoczyć do głowy marksizm. Miłosz przez całe dziesięciolecie zmagał się z tym wpływem. Uzdrowieniem stał się „Zniewolony umysł”. Teraz, czytając biografię, widzimy też, jakim potwornym przeżyciem była dla Miłosza emigracja w 1951 r. Jeszcze w kraju czuł wstręt do siebie, bo był w stanie zrobić niemal wszystko, by dostać paszport. Potem, kiedy znalazł się w Paryżu i schronił się w paryskiej „Kulturze”, balansował na granicy szaleństwa. Rzucał się jak zwierzę w klatce, bo nie miał wiadomości od żony i synka, którzy zostali w Stanach. To odcięcie trwało kilka lat, bo Amerykanie odmówili mu, jako byłemu komuniście, wstępu do kraju.

Z zaskoczeniem poznajemy też kulisy międzynarodowego sukcesu Miłosza. Wbrew temu, co mogliśmy sądzić, Kalifornia nie była dla niego wymarzonym miejscem do życia, a zanim publiczność amerykańska zobaczyła w nim poetę, a nie wykładowcę czy tłumacza – minęło prawie 20 lat. Razem z rozgłosem międzynarodowym przyszły poważne kłopoty osobiste, o których poeta nie opowiadał nawet przyjaciołom. Jego żonę, Jankę, choroba przykuła na stałe do łóżka. A młodszy syn Piotr zaczął chorować psychicznie i miał ataki agresji. Miłosz dręczony poczuciem winy sam opiekował się żoną. W tym właśnie czasie doczekał się laurów, w 1980 r. otrzymał Nagrodę Nobla. „Każdemu to, na czym mu najmniej zależy” – tak skomentował pasmo sukcesów. Czuł się jak marionetka, która musi odgrywać rolę i sztucznie się uśmiechać.

W książce Franaszka znajdziemy twarz Miłosza Hioba, który w najgorszym czasie tłumaczy Biblię i szuka w niej pociechy, ale jest i Miłosz kochanek, autor wierszy miłosnych, zmysłowy i korzystający z życia. Jest też Miłosz niespokojny umysł, który bez przerwy pracował i potrzebował intelektualnych wyzwań aż do ostatnich chwil życia.

Z czasem coraz bardziej starał się być pożyteczny, tworzyć sztukę pożyteczną. Trudno sobie wyobrazić, że nawet w szpitalu, umierając, dyktował swojej asystentce, jak przebiega ten proces. Po to, żeby pomóc innym przejść ten próg. Opisywał postępujący bezwład ciała coraz bardziej dotkliwy, bo połączony z jasnością myślenia. Dyktował: „przybieramy postać pasikonika czy innego owada i męczymy się jego męczarnią”.

Jest też w tej książce i ciemna strona Miłosza, czyli to wszystko, od czego uciekał. Prześladujący go lęk przed chorobą psychiczną (obecną w jego rodzinie), głęboki pesymizm i zło, które w sobie nieustannie dostrzegał. „Nic nie upoważnia mnie od ujawniania rzeczy zbyt okrutnych dla ludzkiego serca” – notował. W jego wizji sztuka nie powinna odbierać ludziom nadziei. Przez całe życie starał się budować tamę przeciwko rozpaczy.

Jest też Miłosz krytyk Dwudziestolecia, który bał się polskiego nacjonalizmu, państwa narodowego, antysemityzmu. Ten lęk ujawnił się w słynnej kłótni ze Zbigniewem Herbertem. Poeta miał żal, że Miłosz drwi z jego patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny, a Miłosz miał wrażenie, że w słowach Herberta odezwał się ten rodzaj uwielbienia ojczyzny, który uważał za groźny. Franaszek wydobywa bolesność relacji obu poetów, którzy nigdy nie przestali być dla siebie ważni.

Zaletą biografii Franaszka jest to, że cały czas widzimy Miłosza i myślimy o nim, natomiast biograf stara się być niewidoczny, nie oceniać. I przeważnie mu się to udaje. Dopiero na końcu ujawnia swoje uwielbieniu dla poety, które na szczęście nie zaślepiło biografa. Trochę skrótowo brzmi opowieść o ostatnich, polskich latach Miłosza, jednak całość i tak ma ponad 900 stron. Udało się Franaszkowi stworzyć przejmującą (i trzymającą w napięciu) opowieść o życiu z wiecznym poczuciem winy, o życiu jako nieustającej walce z bezsensem. Ta opowieść mogłaby się spodobać Miłoszowi.

Andrzej Franaszek, Miłosz. Biografia, Znak, Kraków 2011, s. 904

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną