Rozmowa z Dustinem Hoffmanem

Po prostu graj
Dustin Hoffman opowiada o statusie starego aktora, zmarnowanych szansach, graniu epizodów i celebryctwie
„Najbardziej boję się tego, że złe przepowiednie się sprawdzają” - mówi Dustin Hoffman
BEW

„Najbardziej boję się tego, że złe przepowiednie się sprawdzają” - mówi Dustin Hoffman

Janusz Wróblewski: – W ostatnich latach coraz rzadziej otrzymuje pan propozycje grania głównych ról. Znacznie chętniej jest pan obsadzany w wyrazistych, komediowych epizodach. Dobrze się pan z tym czuje?
Dustin Hoffman: – Tak urządzone jest życie. Na tym polega jego równowaga. Początkujący aktor zaczyna od nic nieznaczących rólek. Jeśli ma talent, wybija się i zostaje gwiazdą. W średnim wieku coraz częściej dostaje role drugoplanowe. Na starość sytuacja wraca do punktu wyjścia. Znów trzeba grać epizody, ustępując miejsca dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziestolatkom. A potem już chodzi się tylko do biblioteki. Żartuję.

Grając w niezwykle popularnych, ale niezbyt ambitnych komediach, takich jak „Poznaj naszą rodzinkę” czy „Poznaj moich rodziców”, nie ma pan wrażenia, że rozmienia karierę na drobne?
Prawda jest taka, że im człowiek starszy, tym mniej różnorodne propozycje się trafiają. Wielu aktorów źle znosi, że przestają być atrakcyjni, że ich czas jako filmowych gwiazd nieuchronnie się kończy. Występowanie w mniejszych rolach uważają za upokarzające. Nie chcą zaakceptować siebie jako partnera młodszych, niekoniecznie zdolniejszych kolegów, tym bardziej nie potrafią widzieć siebie jako tła. Traktują to jako dowód własnej bezsilności. Nie godzą się, że nowa, młodsza publiczność za nic ma ich dawną wielkość.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną