Proza wiele warta Gary'ego Shteyngarta

Miłość w czasach äparätów
Gary Shteyngart, nowa gwiazda literatury amerykańskiej, jest pisarzem piekielnie mądrym. Jego wizja totalitaryzmu postpolitycznego jest tak prawdopodobna, że każe nam już dziś bacznie rozglądać się wokół.
Gary Shteyngart. Niektórzy komentatorzy jego twórczości porównują go do Woltera
Polityka

Gary Shteyngart. Niektórzy komentatorzy jego twórczości porównują go do Woltera

Na książkowych półkach wylądował dopiero w 2002 r. z powieścią „Podręcznik rosyjskiej debiutantki”
materiały prasowe

Na książkowych półkach wylądował dopiero w 2002 r. z powieścią „Podręcznik rosyjskiej debiutantki”

Jeden z krytyków orzekł, że „Absurdystan” – druga powieść Shteyngarta – to satyra takiego rodzaju, jak gdyby Jonathan Swift kręcił „South Park” z pomocą Rabelais
Vesper/materiały prasowe

Jeden z krytyków orzekł, że „Absurdystan” – druga powieść Shteyngarta – to satyra takiego rodzaju, jak gdyby Jonathan Swift kręcił „South Park” z pomocą Rabelais

Shteyngart psuje nam ogólne samozadowolenie, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Ten młody rosyjski Żyd, który wyemigrował z rodzicami za Wielką Wodę, gdy miał siedem lat, to nie kolejny twórca, którego głównym atutem jest przynależność etniczna czy religijna, pozwalająca gładko wpisać go w nurt prozy żywiącej się popularnym dzisiaj hasłem wielokulturowości. Nic z tych rzeczy. Nie znajdziemy na kartach jego powieści owej swoistej – a jakże poprawnej polityczne – pochwały różnorodności, nawoływania do tego, by ludzie lepiej się rozumieli, kultywując, folklorystycznie pojmowane, odmienne wartości i ideały, które zlewają się w globalny obraz łatwo przyswajalnej, bo oswojonej, egzotyki.

Może dlatego niektórzy komentatorzy jego twórczości porównują go do Woltera? Widać zresztą wyraźną konfuzję, gdy przychodzi zaklasyfikować typ prozy uprawianej przez Gary’ego Shteyngarta. Pisze się o nim jako nowym Hellerze, drugim Nabokovie, praprawnuku Gogola (którym jest!) etc. Jeden z krytyków orzekł, że „Absurdystan” – druga powieść Shteyngarta – to satyra takiego rodzaju, jak gdyby Jonathan Swift kręcił „South Park” z pomocą Rabelais, Gogola, Kafki, braci Marx i Josepha Hellera. Przesada? Niekoniecznie, zważywszy na swoistą „zabawę z wielokulturowością”, jaką proponuje czytelnikowi Shteyngart.

Debiutował w 2002 r. powieścią „Podręcznik rosyjskiej debiutantki”, potem był wspomniany „Absurdystan”, a rok temu trzecia książką – „Super smutna i prawdziwa historia miłosna”. Wszystkie ukazały się w polskich, doskonałych przekładach Jędrzeja Polaka, Anny Kaniuki i Jerzego Korpantego – ostatnia właśnie trafia do księgarń.

Różnice są piękne 

Bohaterami dwu pierwszych powieści Shteyngarta są postaci, których życiorysy to wypadkowa losów samego pisarza. Nieudacznik Władimir Girszkin i chorobliwie otyły syn rosyjskiego magnata mafijnego Misza Vainberg są rosyjskimi Żydami, dobrze wszakże zasymilowanymi w USA, wykształconymi na liberalnych uniwersyteckich kampusach, obeznanymi z amerykańską popkulturą i zakochanymi – jak sam autor – w atmosferze Nowego Jorku. Z różnych powodów nie mogą jednak wieść typowego żywota kosmopolity, swobodnie przemieszczającego się po świecie i konsumującego jego wielokulturowe wartości zawsze z pewnością, że mają gdzie powrócić. Świat przypomina im bowiem, że są Żydami, a tym przypisany jest los Wiecznego Tułacza. Także w świecie, który chlubi się tolerancją dla odmienności, bo – rzekomo – różnice są piękne.

Tak więc Girszkin, poszukujący namiętnie pieniędzy, by zaimponować swojej manhattańskiej kochance, udaje się do Europy Wschodniej, gdzie w mieście Prava uwikła się w rosyjskie gangsterskie interesy (wszak jest wielokulturowy – Żyd, Rosjanin i Amerykanin w jednym!). Vainberga los dopada w rodzinnym St. Petersburgu, z którego nie może powrócić do Ameryki, gdyż jego ojciec, jeszcze przed śmiercią, wykonał wyrok na znanym biznesmenie z Oklahomy.

Droga do wytęsknionego Nowego Jorku i latynoskiej kochanki z Bronksu wiedzie przez uzyskanie obywatelstwa Belgii. By jednak tego dokonać, nasz bohater musi udać się do postsowieckiej republiki nad Morzem Kaspijskim, nękanej konfliktem ekonomicznym i religijnymi zaszłościami. Czekając na belgijskie obywatelstwo w Absurdystanie, rezydent hotelu Hyatta, a jakże, nieuchronnie wikła się w wojnę domową, zostaje nawet ministrem do spraw... wielokulturowości – z analogicznych powodów, dla których jego poprzednik z „Podręcznika rosyjskiej debiutantki” został doradcą mafii.

Obaj wędrują nie tylko w przestrzeni, ale nade wszystko w czasie, ciągle wspominając amerykańskie dni i porównując tamte realia z bezwzględnym, absurdalnym światem Wschodu. Ten świat jest groteskowy, podobnie jak tożsamość Girszkina-Vainberga, zlepiona z różnych epizodów i ciągle nieosiadła.

Wizja świata w tych powieściach jest w sumie bardzo pesymistyczna, mimo że ubrana w dekoracje rodem z groteski, satyry i komedii przypadków. Aby to pokazać, autor „Absurdystanu” musi sięgnąć po przesadę i przerysowanie. I tak Prava z pierwszej powieści to oczywiście dobrze oswojona przez Amerykanów, traktowana wręcz jako mekka dla bohemy ze Wschodniego Wybrzeża Praga, ale jakże różna od tej z turystycznego obrazka i mitologicznej ewokacji.

Shteyngart przypomina wstydliwe (absurdalne) epizody z jej komunistycznych czasów, których znakiem jest górujący nad miastem pomnik Buta pewnego satrapy. Globalny świat po 1989 r. jest brutalny, dominuje w nim interes ekonomiczny, ludzie i kraje to tylko dające się manipulować elementy w tej ponadnarodowej układance. Wielokulturowość, będąc na ustach wszystkich, jawi się jedynie jako ideologiczny werniks, który przykrywa bardziej wstydliwe i odwieczne, chciałoby się rzec, dramaty i konsekwentnie realizowane plany pewnej monokultury, jaką jest dzisiejszy kapitalizm.

Shteyngart nie kryje zresztą, że jest uważnym obserwatorem nie tylko Rosji i Europy, ale także dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, o których powiada, że idą śladem jego pierwszej ojczyzny, zwłaszcza od wrześniu 2001 r. Obie jego powieści można także czytać jako ostrą satyrę na amerykańskie wartości, tyle że w wersji eksportowej, jakże różnej od tych, jakie wpajano Girszkinowi i Vainbergowi na liberalnych kursach z wielokulturowości i „polityki uznania”!

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną