Piękna płyta Aleksandry Kurzak

Słodka i pikantna
Aleksandra Kurzak jest dziś naszą najsłynniejszą sopranistką. W recenzjach na całym świecie krytycy zachwycają się jej barwą głosu, wirtuozerią i wdziękiem. Właśnie wydała płytę.
Dzięki swej barwie głosu jest w stanie śpiewać bardzo zróżnicowany repertuar.
Krzysztof Bieliński/Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie

Dzięki swej barwie głosu jest w stanie śpiewać bardzo zróżnicowany repertuar.

Aleksandra Kurzak w „Traviacie”.
Krzysztof Bieliński/Teatr Wielki Opera Narodowa w Warszawie

Aleksandra Kurzak w „Traviacie”.

Tytuł płyty „Gioia!” (po włosku – radość) nawiązuje do roli Violetty z „Traviaty”, jednej z jej najwspanialszych kreacji, ale bardziej do charakteru samej artystki. Wymyślił go jej agent uzasadniając, że gdy Kurzak śpiewa, widoczna jest radość na jej twarzy. Że to prawda, zauważył pewnie każdy, kto ją widział na scenie.

Na swój zawód była poniekąd skazana. Jej matka (Jolanta Żmurko), także sopran koloraturowy, jest do dziś solistką Opery Wrocławskiej; ojciec, waltornista, przepracował w orkiestrze operowej ćwierć wieku. Jedynaczkę rodzice zabierali często do pracy. Mała Ola bawiła się lalkami w „Traviatę”, ale i wciąż śpiewała naśladując mamę, nawet karkołomną arię Królowej Nocy z „Czarodziejskiego fletu” Mozarta, której matka była swego czasu jedną z najlepszych wykonawczyń w Polsce.

W szkole Aleksandra poszła do klasy skrzypiec. Śpiewała jednak wciąż dla siebie, dla zabawy – nawet jazz. W końcu nie było wyjścia: zrezygnowała ze skrzypiec i na studia poszła już od razu na wydział wokalny, ucząc się oczywiście u matki (konsultuje się z nią do dziś). Jeszcze w szkole marzyła, by choćby odwiedzić słynną Metropolitan Opera. Nie wiedziała, że już za dekadę zacznie podbijać tę scenę – zadebiutowała tam mając 27 lat.

Jako zaledwie 21-latka wygrała III Międzynarodowy Konkurs Moniuszkowski w Warszawie. Rok później zadebiutowała w Operze Wrocławskiej jako Zuzanna w „Weselu Figara” (obok matki jako Hrabiny; powtórzyły tę konfigurację po latach).

Potem ukończyła studia (współpracując nadal z Operą Wrocławską), zakotwiczyła się na kilka lat w Hamburgu, zdobyła nagrody na jeszcze paru konkursach. Ale zauważono ją naprawdę dopiero na Operaliach w Los Angeles w 2000 r., choć nie doszła tam do finałów. W Met i Covent Garden zadebiutowała cztery lata później, choć było to pokłosie właśnie tego konkursu. Później zaczął się triumfalny pochód przez kolejne sceny. Latem po raz pierwszy zaśpiewa na festiwalu w Arenie w Weronie, a jesienią w operze w Los Angeles.

Jak na sopran koloraturowy jej głos ma barwę ciemną, trochę inną, niż miał w młodości głos jej matki. Dzięki tej barwie jest w stanie śpiewać bardzo zróżnicowany repertuar. Wspaniale czuje się w rolach typu tzw. subretki, w których może też przy okazji pokazać na scenie swoje wielkie poczucie humoru. Równie znakomicie prezentuje się w partiach bardziej heroicznych. W operach Mozarta zachwyca zarówno jako sprytna i dowcipna Zuzanna (to od czasu debiutu jedna z jej koronnych ról), jak i jako złowroga Królowa Nocy albo też dramatyczna Donna Anna w „Don Giovannim”, w której to partii zaprezentowała się w zeszłym roku na festiwalu w Salzburgu. We wrześniu, w operze w Los Angeles, po raz pierwszy przymierzy się do kolejnej Mozartowskiej heroiny: Fiordiligi w „Così fan tutte”.

Wzrusza dramatyzmem w Verdiowskich rolach nieszczęśliwych kobiet – Violetty w „Traviacie”, Gildy w „Rigoletcie”; zapewne będzie też zachwycać jako Mimi w „Cyganerii” Pucciniego, kiedy wykona tę partię po raz pierwszy w maju przyszłego roku w Teatro di San Carlo w Neapolu. A z drugiej strony, śmieszy i bawi w rolach kokietek: Adiny w „Napoju miłosnym” Donizettiego, sprytnej Rozyny w „Cyruliku sewilskim” Rossiniego, która to rola jest właściwie przeznaczona dla mezzosopranu (prasa brytyjska pisała o jej występie w Covent Garden, że „zachowała doskonałą równowagę między słodyczą i pikanterią”), no i Adeli w „Zemście nietoperza” Johanna Straussa – to jak dotąd jej jedyny wypad w stronę operetki. Widzów Met podbiła zaś po raz pierwszy ekwilibrystyczną rolą lalki Olimpii z „Opowieści Hoffmanna” Offenbacha; pisano wówczas, że „celnie sięgała wysokiego C, jakby odbijała piłeczkę pingpongową”.

Na płycie „Gioia!”, wydanej przez firmę fonograficzną Decca, z którą Kurzak podpisała na początku roku kontrakt, po raz pierwszy w Polsce usłyszymy w jej wykonaniu słynną arię Rozyny „Una voce poco fà”, która niegdyś była numerem popisowym Marii Callas. Radosne są słynne kuplety Adeli z „Zemsty nietoperza”, ale i ze swoich koronnych ról dramatycznych Kurzak wybrała ich jaśniejszą stronę: arie, w których bohaterki – Violetta, Gilda z „Rigoletta” czy Łucja z Lammermoor – są jeszcze szczęśliwe i zakochane, nawet nie wyobrażając sobie tragicznego końca.

Ta płyta ma wzruszać, ale przede wszystkim, zgodnie z tytułem – cieszyć. Z „Cyganerii”, zamiast którejś z arii Mimi, artystka zaprezentowała śpiewaną niegdyś (gdy jeszcze wykonywała role drugoplanowe) arię płochej Musetty. Nie zabrakło też ulubionej arii Zuzanny z ostatniego aktu „Wesela Figara”. A na zakończenie niespodzianka: bojowa i energiczna aria Hanny z IV aktu „Strasznego dworu”. Niech świat poznaje Moniuszkę w jak najlepszym wykonaniu.

W Warszawie w przyszłym sezonie usłyszymy Aleksandrę Kurzak po raz pierwszy jako Łucję z Lammermoor (październik) oraz ponownie w „Traviacie” (czerwiec). Na razie cieszmy się płytą. Warto było na nią czekać.

 

Aleksandra Kurzak, Francesco Gemuro, Orquesta de la Comunitat Valenciana, dyr. Omer Meir Wellber, Gioia!, Decca 2011

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną