(Nie)śmieszne maratony kabaretowe

Satyra w za krótkich majteczkach
W telewizji trwa niekończący się maraton śmiechu, przybywa festiwali dobrego humoru, na kabaret można się natknąć zarówno w filharmonii, jak i na wiejskim festynie. Cała Polska się śmieje. Z czego?
Ulubionymi rekwizytami polskich kabareciarzy są śmieszne peruki. Paranienormalni mają Mariolkę (graną przez Igora Kwiatkowskiego), która ciągle krzyczy „Hello” i ma „psiapsiółę”, która jest „krejzi”
Krzysztof Kuczyk/Forum

Ulubionymi rekwizytami polskich kabareciarzy są śmieszne peruki. Paranienormalni mają Mariolkę (graną przez Igora Kwiatkowskiego), która ciągle krzyczy „Hello” i ma „psiapsiółę”, która jest „krejzi”

Kabaret Koń Polski i Leszek Malinowski w peruce jako głupawa Hela
MW/EAST NEWS

Kabaret Koń Polski i Leszek Malinowski w peruce jako głupawa Hela

Andrzej Poniedzielski z dużym dystansem do swojego statusu, najczęściej występuje w roli konferansjera zapowiadającego występy kolegów
Wojciech Wilczyński/Forum

Andrzej Poniedzielski z dużym dystansem do swojego statusu, najczęściej występuje w roli konferansjera zapowiadającego występy kolegów

Mazurska Noc Kabaretowa, Płocka Noc Kabaretowa, Festiwal Kabaretu w Koszalinie, Sopocka Noc Kabaretowa Top Trendy 2011, Kabareton w Opolu, Kabaretowy Klub Dwójki na Wakacjach. Filharmonia Dowcipu, przeglądy kabaretowe z najsłynniejszą krakowską PAKĄ na czele, Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry, Ogólnopolski Turniej Małych Form Satyrycznych w Bogatyni, Festiwal Dobrego Humoru w Gdańsku oraz setki występów rocznie od amfiteatrów i wielkich sal z warszawską Kongresową na czele, przez „biznesy” (zamknięte imprezy, ponoć najlepiej płaci branża farmaceutyczna), po gminne festyny, podczas których występy kabaretów sąsiadują z popisami fakira i koncertem którejś z mutacji zespołu Boney M. Taki rozrzut pozwala dobrze poznać target – być może kabareciarze jako jedyni w Polsce naprawdę znają Polaków, ich gusta, potrzeby i poglądy. Występy kabaretów nie są dotowane, o hierarchiach i popularności decydują widzowie, kupując bilety i pojawiając się tłumnie na występach. Co się sprzedaje?

Demokracja, wolność słowa i wolne media miały sprawić, że mruganie do widza i żarty z władzy staną się niepotrzebne. Tymczasem publiczność wciąż lubi się pośmiać z polityków. Z wielkim sukcesem powrócił na estradę Zenon Laskowik, lider legendarnego poznańskiego Kabaretu Tey. Objeżdża kraj z Waldemarem Malickim i jego orkiestrą oraz grupą artystów estradowych (m.in. z Jackiem Fedorowiczem) z przedsięwzięciem o nazwie Filharmonia Dowcipu. Jego żarty, jak przed laty, często dotyczą spraw bieżących: polityki, systemu emerytalnego, stanu służby zdrowia.

Jednak głównym dyżurnym satyrykiem III RP już nie jest, ten tytuł należy się Robertowi Górskiemu, liderowi Kabaretu Moralnego Niepokoju, grupy założonej w 1996 r. przez studentów warszawskiej polonistyki, dziś najpopularniejszego kabaretu w kraju. Górski jest współgospodarzem (obok Marcina Wójcika, lidera Kabaretu Ani Mru-Mru) „Kabaretowego Klubu Dwójki”, cotygodniowego programu prezentującego najnowsze dokonania kabaretów.

Haratnąć w gałę

Stałym elementem programów jest pisany przez Górskiego skecz z cyklu „Posiedzenie rządu”, w którym premier i jego ministrowie przedstawiani są jako banda nieudaczników i nierobów, która marzy tylko o jednym: żeby „haratnąć w gałę”, czyli pograć w piłkę, w czym niestety przeszkadza im rządzenie, oczekiwania ludu i media. Naprędce wymyślają więc absurdalne sposoby na załatanie dziury budżetowej, wybudowanie autostrad i stadionów, w ostateczności zaś straszą powrotem PiS do władzy: „Kiedy PiS dojdzie do władzy, Saska Kępa zmieni nazwę na Beata Kempa”.

Większość skeczy KMN to komentarze do najświeższych wydarzeń, jak dowcip: „Przychodzi minister Grad do lekarza z wybitym zębem. Co panu jest? Katar”, czy scenka rozgrywająca się w zakładzie produkującym kukły do palenia podczas demonstracji. Tematem do komentarza może być wszystko. Nazwanie przez media ślubu księcia Williama i Kate ślubem stulecia otrzymuje ripostę: „ślub stulecia to by był, jakby się papież ożenił, ale on jest w takim wieku, że może dziewczyny już tylko pozdrawiać”.

Mimo takich żartów Robert Górski stał się dla polskiej prawicy symbolem oporu przeciw rządom PO. Opublikowany przez „Rzeczpospolitą” wywiad, w którym m.in. ujawnia, że telewizja cenzuruje co ostrzejsze żarty z władzy, stał się hitem Internetu, przedrukowały go wszystkie prawicowe portale.

Ale z władzy żartuje nie tylko Kabaret Moralnego Niepokoju. Tegoroczny Kabareton w Opolu, prowadzony przez Kabaret Neo-Nówka, zaczynał się i kończył songiem wzywającym Polaków do jedności wbrew waśniom polityków („jeden obrażony, od lat bez żony”, „drugi ciągle w piłkę gra”) z refrenem: „Robią, co chcą”, i wezwaniem: Nie dajmy sobą manipulować. Motywem przewodnim imprezy były polskie przygotowania do Euro 2012. Na wstępie Neo-Nówka ogłosiła, że komitet organizacyjny to już właściwie sztab kryzysowy, „Chińczycy nas zostawili, tak samo jak w ’39”. Robert Górski monolog o Euro 2012 rozpoczął: „Witam państwa na pierwszym posiedzeniu komisji śledczej do sprawy tzw. Afery Euro 2012”.

Generalnie jednak żarty z polityki są słabe. Często składają się z cytatów z wypowiedzi polityków, jakby kabareciarze nie wierzyli, że mogą przebić np. prezydenta Komorowskiego (bohater skeczu NeoNówki „Spotkanie na szczycie”, parodii spotkania głowy naszego państwa z prezydentem USA) w jego talencie do popełniania gaf. Coraz mniej jest żartów z PZPN i prezesa Laty – za wysoko ustawili poprzeczkę? Od czasów katastrofy smoleńskiej bohaterami kabaretowych skeczów rzadziej są politycy PiS. Jakby kabaret uznał, że nie wypada się śmiać z ludzi, którzy przeżyli tragedię.

W peruce i z głupią miną

Przez to, że polskim kabaretem rządzi telewizja – jak to ujął na wpół autoironicznie Robert Górski: Jak cię nie ma w telewizji, to ludzie myślą, że umarłeś albo się rozpiłeś – oraz masowe imprezy, stał się on bardziej wizualny, z przewagą dowcipu sytuacyjnego, niż literacki, częściej oparty na śmiesznych przebraniach i głupich minach niż na dobrym tekście. Wyjątkami są Artur Andrus i Andrzej Poniedzielski – co jednak znamienne, najczęściej występują w roli konferansjerów zapowiadających występy kolegów.

Pierwszy to dziennikarz radiowej Trójki, mistrz gier słownych i absurdalnych skojarzeń, jego streszczenie żywota przeciętnego Polaka brzmi: „Piłem w Spale, spałem w Pile i to byłoby na tyle”. Drugi z kolei jest mistrzem filozoficznych rozmyślań na temat upływu czasu czy zmian obyczajów, bardem z dużym dystansem do swojego statusu, ostatnio spełnia się raczej w teatrze niż w kabarecie.

Do tej krótkiej listy można jeszcze dołączyć aktora Zbigniewa Zamachowskiego i jego kabaretowy spektakl „Zamach na MoCarta”, zrealizowany wspólnie z Grupą MoCarta, popularnym kwartetem smyczkowym łączącym muzykę z kabaretem. Robert Górski, który za swojego mistrza uważa Jerzego Dobrowolskiego, świetnego przedstawiciela kabaretu literackiego, przyznaje: „Nie jesteśmy kabaretem literackim w klasycznym sensie, jak był Kabaret Starszych Panów, bo to jest niemożliwe w tej chwili. Grając na hali trzeba zrobić ukłon w stronę komercji”.

Granie „dla hal” opiera się na kilku zasadach. Po pierwsze: ludzie najchętniej śmieją się z głupszych od siebie (konsekwentnie przy tym nie przyjmując do wiadomości, że jest to ich własne odbicie w krzywym zwierciadle). Dlatego prawie każdy rodzimy kabaret wygląda jak gromada dzieci specjalnej troski. Łowcy.b przechadzają się po scenie w poprutych swetrach i za krótkich spodniach, i mówią dziwnie zmienionymi głosami, o Kabarecie Jurki wiele mówi podtytuł: Kabaret Form Sierocych, a jest też Kabaret Paranienormalni.

Ulubionymi rekwizytami polskich kabareciarzy są śmieszne peruki, okulary, podomki i papiloty (przebranie „za babę” to klasyka), siateczkowe podkoszulki i berety z antenką. Jakby wszyscy zgodnie przyjęli, że tylko głupszy ma prawo stroić sobie żarty z ludzi, którzy zapłacili za bilet.

Paranienormalni mają Mariolkę (graną przez faceta w peruce), która ciągle krzyczy „Hello” i ma „psiapsiółę” Gabryśkę, z którą robią „takie krejzi rzeczy”, bo obie są „krejzolkami”. Gwiazdą programów Neo-Nówki jest Wandzia (też facet, w peruce, okularach i z reklamówką), wiecznie na rauszu, z tych, co wszystko widziały, wszędzie były i nic ich nie zaskoczy. „Pracowałam jako stewardesa w PKS, roznosiłam drinki na trasie Płock–Drobin” – przedstawia się. Na widok trzech króli: „Cześć chłopaki, co to, Jacyków was ubierał?”.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną