Polscy pisarze i ich sukcesy za granicą

Czytanie Polski
Jak wygląda sytuacja naszej literatury za granicą? Kogo i gdzie wydają? O czym zagraniczni czytelnicy chcą czytać w książkach naszych autorów?
O czym zagraniczni czytelnicy chcą czytać w książkach naszych autorów?
Materiały promocyjne

O czym zagraniczni czytelnicy chcą czytać w książkach naszych autorów?

Mariusz Szczygieł, „Gottland”
Materiały promocyjne

Mariusz Szczygieł, „Gottland”

Artur Domosławski, „Kapuscinski non-fiction”
Materiały promocyjne

Artur Domosławski, „Kapuscinski non-fiction”

Jerzy Pilch, „Miasto utrapienia”
Materiały promocyjne

Jerzy Pilch, „Miasto utrapienia”

Dorota Masłowska, „Dwoje biednych Rumunów mówiacych po polsku”
Materiały promocyjne

Dorota Masłowska, „Dwoje biednych Rumunów mówiacych po polsku”

Andrzej Sapkowski, „Narrenturm”
Materiały promocyjne

Andrzej Sapkowski, „Narrenturm”

Andrzej Stasiuk,  „Dziewięć”
Materiały promocyjne

Andrzej Stasiuk, „Dziewięć”

Janusz Wiśniewski, „Bikini”
Materiały promocyjne

Janusz Wiśniewski, „Bikini”

Michał Witkowski, „Lubiewo”
Materiały promocyjne

Michał Witkowski, „Lubiewo”

Olga Tokarczuk, „Prawiek i inne czasy”
Materiały promocyjne

Olga Tokarczuk, „Prawiek i inne czasy”

Polityka

Brytyjski pisarz Tim Parks stwierdził niedawno, że na arenie międzynarodowej szanse na sukces ma tylko literatura przystępna i operująca stereotypami na temat kraju, z którego pochodzi. „Jeśli chce się sprzedać prawa do holenderskiej powieści za granicą, to musi ona odpowiadać wizerunkowi, jaki Holandia ma w świecie” – pisze Parks. Jego zdaniem pisarz musi mieć „interesujący krajowy produkt do sprzedania na rynku międzynarodowym: skandynawską melancholię, irlandzką groteskę, południowoamerykańską ludowość. Albo, co jest w ogóle najlepsze, polityczny ucisk w takiej czy innej formie”. Polska literatura raczej nie startuje w kategorii światowych bestsellerów, zagranicznym wydawcom wydaje się egzotyczna.

Podczas rozmów z zagranicznymi wydawcami często odnoszę wrażenie, że literatura polska generalnie postrzegana jest przez nich jako literatura niszowa, trudna, wręcz hermetyczna i, co za tym idzie, rzadko kiedy angażują się w duże promocje polskich tytułów – mówi Agata Pieniążek, która zajmowała się sprzedażą praw autorskich w wydawnictwie W.A.B., a obecnie w Świecie Książki.

Boom na polską literaturę dawno mamy za sobą. Największym zainteresowaniem cieszyła się w latach 80. minionego wieku z powodów politycznych. Potem wzmożone zainteresowanie dało się zauważyć jeszcze w roku 2000, kiedy Polska była gościem honorowym na wielkich targach książki we Frankfurcie. – W kolejnych latach wydawcy przede wszystkim z Europy Zachodniej kupili prawa do przekładu wielu polskich tytułów i wydali je – mówi Agata Pieniążek. – To zainteresowanie teraz nieco osłabło, pojawiły się nowe mody i trendy – na przykład literatura skandynawska.

– Na próżno szukać polskiej książki na liście bestsellerów we Francji – twierdzi Zofia Bobowicz (tłumaczka m.in. „Wojny polsko-ruskiej”), która poza działalnością translatorską prowadziła w paryskim wydawnictwie Laffont serię literatury Europy Środkowej i Wschodniej. – Tak zawsze było i tak jest nadal. Od kilku lat rzadko sprzedaje się więcej niż tysiąc egzemplarzy polskiej książki. Ale to zjawisko ogólniejsze, dotyczące tendencji na rynku francuskim. Co na szczęście nie zniechęca małych i średnich domów wydawniczych do coraz nowych prób (tylko wielkie koncerny wydawnicze nie podejmują takiego ryzyka).

Potrzeba nadziei

Rynek niemiecki jest dla nas najważniejszy, bo w innych krajach tłumaczy się te książki, które miały przekład niemiecki. Choć ukazuje się sporo tłumaczeń, to polskie książki nie leżą w księgarniach na widocznych miejscach. Według publicystki Doroty Danielewicz-Kerski ta sytuacja jest odbiciem stanu polskiej literatury: – Polska proza przeżywa kryzys. Nowi autorzy często idą w komercję. Lata 90. były czasem, kiedy odkrywano nowe tematy: małe ojczyzny, rozliczenie z przeszłością i komunizmem. Dziś polska proza przynosi te same tematy, którymi zajmuje się proza zachodnia – problemy z kapitalizmem już tutaj przerobiono. Zraża też „turpizm” nowej literatury – żyjemy w czasach, kiedy potrzeba nadziei, tymczasem polska literatura specjalizuje się w rozdrapywaniu ran, uważa publicystka.

Oczywiście są autorzy, którzy w Niemczech zdobyli popularność: Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, którego „Dukla” została włączona do prestiżowej serii bestsellerów wydawnictwa książkowego dziennika „Süddeutsche Zeitung”. Ich spotkania autorskie przyciągają tłumy. Jednak prawda jest taka, że są znani tylko dość wąskiej, zorientowanej literacko publiczności. – Moja sąsiadka, Niemka, która dużo czyta, nie słyszała nigdy tych nazwisk – dodaje Kerski. – Kilka lat temu Dorota Masłowska odniosła rzeczywiście sukces medialny, miała recenzje, wywiady w najważniejszych gazetach, oczywiście była to lektura elitarna, ale widywałam młodych ludzi czytających w pociągu „Wojnę polsko-ruską”. Jednocześnie w wielu krajach Masłowska stała się rozpoznawalna przede wszystkim jako dramatopisarka („Między nami dobrze jest”) – choćby w Szwecji czy w Rosji.

W Niemczech dzisiaj kupuje się powieści historyczne, biografie, zainteresowanie budzi literatura faktu. Jednak nie ma tam tradycji wydawania reportaży w książkach, tak jak u nas. Kwitnie za to reportaż prasowy. Bardzo podoba się wydany niedawno „Gottland” Mariusza Szczygła i książka Włodzimierza Nowaka „Obwód głowy”.

Wielki sukces odniosła w Niemczech literatura innego rodzaju – książki fantasy Andrzeja Sapkowskiego, który jest tu w dodatku pięknie wydawany. Sapkowski jest dziś niewątpliwie jednym z najbardziej znanych polskich autorów. Na targach w Czechach w zeszłym roku był gwiazdą, do której ustawiła się największa kolejka czytelników.

Z kolei w Rosji najjaśniej błyszczy gwiazda Janusza Leona Wiśniewskiego. Na liście bestsellerów w dziedzinie „literatura polska” jednej z największych księgarni internetowych www.ozon.ru jest aż sześć jego książek. – Książka „Łóżko” Wiśniewskiego ukazała się najpierw w tłumaczeniu rosyjskim i dopiero potem po polsku – mówi tłumaczka Polina Justowa z Instytutu Polskiego w Moskwie.

Znani, czytani, nagradzani

Czym kierują się zagraniczne wydawnictwa sięgające po utwór polskiego autora? Szukają laureatów nagród (przede wszystkim Nike), ale też interesują się książkami poczytnymi w Polsce. – Wydawcy podchodzą bardzo ostrożnie do nowych tytułów. Decydują się albo na autorów bardzo w Polsce popularnych (np. świetnie sprzedające się w Polsce „Bikini” Janusza L. Wiśniewskiego zostało sprzedane do ponad dziesięciu krajów), bardzo znanych i nagradzanych (Jerzy Pilch, Hanna Krall, Michał Witkowski, Janusz Głowacki, Wojciech Kuczok), albo na książki związane z osobami rozpoznawalnymi na świecie. „I była miłość w getcie” Marka Edelmana została sprzedana do ośmiu krajów, jego biografia do trzech. „Kapuściński non-fiction” do sześciu. Praca Artura Domosławskiego ukazała się już w Hiszpanii, za chwilę we Francji – podsumowuje Agata Pieniążek.

Na Węgrzech wydaje się jednak nie tylko autorów znanych. – W Polsce mają szansę tylko tacy autorzy węgierscy, którzy zrobili spektakularną karierę międzynarodową, dla pisarza węgierskiego przekład polski jest mniej więcej dziesiąty, za to Węgrzy drukują czasami debiutantów (Mikołaj Łoziński czy Dorota Masłowska – jej kariera międzynarodowa zaczęła się w Budapeszcie) – opowiada tłumacz Lajos Pálfalvi, znawca literatury polskiej. Na stronie Instytutu Książki można znaleźć mnóstwo tytułów wydanych na Węgrzech. Kilka przykładów z tego roku: „Wiedźmin” Sapkowskiego, „Prawiek i inne czasy” Tokarczuk, „Taksim” Stasiuka i „Góra Piaskowa” Joanny Bator. „Gulasz z turula” Krzysztofa Vargi wzbudził zainteresowanie mediów węgierskich. Węgrzy odkryli już polski reportaż – tłumaczą kolejną książkę Mariusza Szczygła. Jego „Gottland” zachwycił publiczność, był także odkryciem we Włoszech i we Francji.

Są tematy, które wzbudzają zainteresowanie w wybranych krajach. – We Francji sporo mówi się o tematyce żydowskiej – tłumaczy Maja Szymanowska z Instytutu Polskiego. – Dlatego można było przewidzieć, że w tym roku książka Agaty Tuszyńskiej o Wierze Gran będzie cieszyła się tam zainteresowaniem. Rzeczywiście, sale na spotkaniach były pełne. Jak wyglądałoby więc grono najpopularniejszych autorów za granicą? Znany jest Andrzej Stasiuk, a także Olga Tokarczuk. – W zeszłym roku na spotkaniu z nią w Szwecji było 350 osób, w tym roku liczymy na 600. Bardzo dużo pisze się o każdej jej książce. Znaczenie ma tu też tłumacz Jan Henrik Swahn, który sam jest znanym szwedzkim pisarzem – informuje Katarzyna Tubylewicz z Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Bardzo dobrze przyjęty był w Szwecji ostatni tom Zagajewskiego „Anteny” w tłumaczeniu Andresa Bodegårda. W Szwecji i Niemczech znany jest coraz lepiej Michał Witkowski.

Umberto Eco zazdrościł Szymborskiej

Jacy polscy autorzy są w ogóle najbardziej popularni? – Na pytanie, jaki polski autor jest znany w Niemczech czy Francji, najczęściej słyszę odpowiedź – Gombrowicz, Schulz, Kapuściński – zauważa Agata Pieniążek. Dodać by można jeszcze: Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska. We Włoszech, jak opowiada Jarosław Mikołajewski, szef instytutu Polskiego, Kapuściński i Szymborska są czczeni i kochani. – Na spotkanie z Szymborską przyszło dwa tysiące osób, a Umberto Eco nieśmiało zapytywał, czy mógłby przeczytać jeden wiersz. Do autorów szczególnie ważnych dla Włochów należy też Kapuściński. Jego „Heban” kształtuje wrażliwość społeczną, pokazuje sposoby patrzenia na bliską Afrykę i napływ emigrantów.

W Szwecji były kolejne fale fascynacji Witoldem Gombrowiczem. Obecnie ceni się głównie naszych poetów. – Szymborska ma tu rzesze wyznawców, w tym roku wyjdzie duży zbiór wierszy Różewicza i antologia Herberta. Z literaturą współczesną jest nieco słabiej, w dużej mierze dlatego, że współczesna literatura szwedzka (i szerzej skandynawska) jest tak bogata, iż rynek za bardzo nie dopuszcza licznych tłumaczeń – mówi Tubylewicz.

Podobnie jest w innych krajach. Rosjanie nadal najlepiej znają polską literaturę klasyczną (Sienkiewicz, Prus), bardzo znany i wciąż popularny jest Stanisław Lem. Ale dotyczy to przede wszystkim starszego pokolenia, dla którego za czasów komunizmu Polska była furtką na Zachód. Teraz, zważywszy na obfitą ofertę rosyjskiego rynku książki, literatura polska zajmuje, niestety, raczej niszową pozycję. – Polskie nowości ukazują się przede wszystkim w serii wydawnictwa NLO (Nowoje Litieraturnoje Obozrienije) pod redakcją Kseni Starobielskiej. Chociaż na pewno jest znacznie bardziej widoczna niż literatury innych krajów słowiańskich – mówi Polina Justowa.

Również w Ameryce literatura polska cieszy się większym zainteresowaniem niż inne literatury z naszej części Europy, nawet niż współczesna literatura rosyjska. – W latach 90. miałem trudności, żeby zainteresować amerykańskich wydawców polską literaturą – opowiada tłumacz Bill Johnston. – Panowało przekonanie, że skoro w Polsce już jest wolność, to nie warto tej literatury wydawać. Znani i cenieni byli poeci: Różewicz, Miłosz i Szymborska. Dopiero 10 lat temu zaczęło być zauważane nowe pokolenie polskich pisarzy: Stasiuk, Pilch, Tokarczuk, Chwin, Tulli.

Chociaż nie ma mody na polską literaturę, to jednak liczba przekładów rośnie. Ważną rolę odgrywa Instytut Książki, który w 1999 r. stworzył kilka programów wspierających tłumaczenia literatury polskiej: przede wszystkim Program Translatorski pokrywający koszty przekładu i zakupu licencji. Jest coraz więcej zgłoszeń od wydawców, najliczniejsze z Rosji, Ukrainy, Węgier, Czech i Niemiec. Dofinansowano przekłady literatury polskiej w 40 krajach. Już widać też, że sukcesem okazał się Rok Miłosza. – Nie było pewne, czy obchody przełożą się na zainteresowanie zagranicznych wydawców, tymczasem Miłosz ma już 60 książek na świecie – mówi Agnieszka Rasińska-Bóbr z Instytutu Książki.

Polskość nie wystarczy

Dzisiaj literatura polska jest częścią literatury międzynarodowej i pisarze nie są interesujący tylko dlatego, że pochodzą z Polski. Jednak ciągle atrakcyjny wydaje się nasz fragment Europy. – Polskość nie jest już tak ważna. Pilch i Stasiuk są takimi samymi pisarzami jak Saramago czy Houellebecq, i tak są postrzegani – przekonuje Bill Johnston, tłumaczący w Ameryce współczesnych polskich autorów. – Stasiuk opisuje człowieka, który ma poczucie tożsamości środkowoeuropejskiej. To też jest zaletą. Magdalena Tulli pisze w ten sposób, że można jej książki zrozumieć bez znajomości polskiej historii, podobnie Olga Tokarczuk. Bardzo mnie zaskoczyło przyjęcie w Ameryce „Kamienia na kamieniu” Wiesława Myśliwskiego. Nie spodziewałem się, że ktoś to wyda, tymczasem ta specyficznie polska książka zdołała przemówić do Amerykanów, reakcja była bardzo mocna. Poza tym Ameryka jest zauroczona Miłoszem, niedawno głośne było nowe tłumaczenie Herberta, obecny jest też Różewicz, który jednak jest, uważa Johnston, za mało znany. Z młodszych poetów zainteresowanie budzą Tomasz Różycki czy Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki.

Kluczem do tego, by polska literatura była obecna za granicą, są dobre przekłady, a za nimi stoi dobra polonistyka uniwersytecka i, jak pokazuje przykład włoski, zaufanie do tłumaczy. – Sytuacja polskiej literatury we Włoszech zmieniła się w ciągu ostatnich lat – opowiada Mikołajewski. – Oprócz ścisłego grona wybitnych tłumaczy pojawiło się nowe pokolenie młodych, świetnie wykształconych polonistów, którzy szukają swoich autorów, często rówieśników. Proponują swoje przekłady mniejszym wydawnictwom, które też szukają własnego profilu. Nastąpiło coś w rodzaju uwolnienia rynku tłumaczy i przekładów jest znacznie więcej. Z 10 książek rocznie przeszliśmy do 40 książek. Włosi poczuli, że literatura polska jest ciekawa. I oprócz Miłosza, Krall, Tokarczuk, Stasiuka, Marka Krajewskiego (który miał bardzo dobre recenzje) czy Szczygła (który osiągnął popularność graniczącą ze sławą), teraz powstaje np. nowe tłumaczenie „Pana Tadeusza” czy utworów Jana Kochanowskiego, pojawiają się wiersze zapomnianej u nas Zuzanny Ginczanki. Ukazał się też „Poemat o matce i ojczyźnie” Bożeny Keff, który wywołał żywe reakcje.

Zaufanie do tłumaczy procentuje: jeśli mają swobodę wyboru i możliwości prywatnych kontaktów z autorami – efekty są nieoczekiwane. To jest prawdziwa szansa dla naszej literatury. Bardziej realna niż spreparowanie międzynarodowego bestsellera opartego na polskim stereotypie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną