Kultura

Swoją drogą

Sylwetka Romy Gąsiorowskiej

Roma Gąsiorowska ma lekko ironiczny uśmiech, którym przykrywa zdenerwowanie. Jej znakiem rozpoznawczym jest nadpobudliwość Roma Gąsiorowska ma lekko ironiczny uśmiech, którym przykrywa zdenerwowanie. Jej znakiem rozpoznawczym jest nadpobudliwość Maciej Biedrzycki / Forum
Bohaterka „Ki” Leszka Dawida próbuje połączyć macierzyństwo z samorealizacją, nie zgadza się na szarą rzeczywistość i rolę cierpiącej matki Polki. Grająca ją Roma Gąsiorowska też próbuje łączyć przeciwieństwa i szuka swojego miejsca.
Na casting do „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” przyszła ufarbowana na platynowy blond i ze świeżą opalenizną z solariumMONOLITH FILMS/materiały prasowe Na casting do „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” przyszła ufarbowana na platynowy blond i ze świeżą opalenizną z solarium

To najciekawszy i najbardziej realistyczny portret współczesnej młodej kobiety w polskim kinie od lat. Scenarzysta Paweł Ferdek pisał rolę Ki (Kingi) wzorując ją na rzeczywistej osobie, reżyser Leszek Dawid jest znanym dokumentalistą, a Roma Gąsiorowska to aktorka, jak sama siebie nazywa, „do zadań specjalnych”. Z szaloną, kolorową Ki łączy ją fascynacja undergroundem i młodą sztuką, energia, bunt wobec oczekiwań innych, niezgoda na schemat, głośne wypowiadanie swojego zdania, a nawet oryginalny styl ubierania się.

Roma wydawała nam się aż za oczywista do tej roli – opowiada scenarzysta „Ki” Paweł Ferdek. – Leszek Dawid obejrzał wiele aktorek, ale nikogo lepszego nie znalazł. Na castingu Roma nas zaskoczyła, była spokojniejsza niż zwykle, miała wspaniałe momenty wyciszenia, refleksji, dużo mniej było tego wewnętrznego rozdygotania, do którego nas przyzwyczaiła. Roma dojrzała.

Ki szuka swojej drogi, próbuje połączyć pieluchowo-kaszkową codzienność matki dwulatka z ucieczkami w świat sztuki i klubowych imprez. Chaotyczna, nadaktywna, wkraczająca w życie innych ludzi jak tornado, chce żyć pełną parą, nie zgadza się na żadne ograniczenia. W tle jest nieodpowiedzialny ojciec dziecka, zmęczona życiem matka, koleżanki singielki i grany przez Adama Woronowicza facet z zasadami, podsumowujący styl bycia Ki zdaniem, które zrobiło karierę w mediach, stało się określeniem całej grupy współczesnych młodych kobiet i przylgnęło też do Romy Gąsiorowskiej: „Dziewczyna jak Hezbollah”. Po raz kolejny w jej ośmioletniej karierze nieco dziecinny i lekko zachrypnięty głos Romy Gąsiorowskiej stał się głosem pokolenia. – Cieszę się, że ludzie utożsamiają się z granymi przeze mnie postaciami – komentuje Gąsiorowska. – Dzięki temu pozostaje we mnie nadzieja, że to nie przypadek, że zostałam aktorką. Że aktorstwo to swoista misja i że warto to robić.

Trochę jak brzydkie kaczątko

Pierwszy raz głosem pokolenia została w 2003 r., po roli uzależnionej od internetowych czatów Kingi, córki głównego bohatera „Pogody na jutro” Jerzego Stuhra. Reżyser wypatrzył 21-letnią studentkę na korytarzu krakowskiej szkoły teatralnej. Gąsiorowska o szkole mówi z dystansem: „Byłam postrzegana trochę jak dziwak, trochę jak brzydkie kaczątko, o niescenicznej, według obowiązującego klasycznego modelu, urodzie. Zawsze skrajna w emocjach, dzika, zwierzęca”, o swojej urodzie: „Na szczęście mam krzywe zęby i nie czuję przymusu, żeby być ciągle najpiękniejsza”.

Ma rude włosy z grzywką opadającą na oczy, dziecięcą twarz, lekko ironiczny uśmiech, którym przykrywa zdenerwowanie. Jej znakiem rozpoznawczym jest nadpobudliwość, skłonność do nieobliczalnych zachowań i ostry język maskujący nieprzeciętną wrażliwość. W wywiadach opowiada o wczesnej śmierci matki, o problemach z samoakceptacją, o braku wiary w siebie i latach terapii.

Jej bohaterki to wariacje na temat kobiety-dziecka. Uwodzicielskie, egoistyczne i kapryśne, niedojrzałe, nieodpowiedzialne. Jak Marta z „Ody do radości”, córka bogatego biznesmena i dziewczyna domorosłego rapera z blokowiska, bardziej zakochana w swojej roli zbuntowanej córki tatusia niż w chłopaku, z którym jest. Czy Sylwia z „Sali samobójców” Jana Komasy – internetowa uwodzicielka z różowymi dredami, twórczyni i królowa tytułowej sali samobójców, wirtualnego świata, w którym spotykają się awatary samotnych nastolatków rozważających samobójstwo.

Oba filmy tworzyli młodzi reżyserzy („Oda do radości” to trzy oddzielne półgodzinne etiudy). Pokoleniowy był również Teren Warszawa – projekt TR Warszawa, na początku nowego wieku najmodniejszego i najświeższego teatru w Polsce. Gąsiorowska dołączyła do grupy 20-letnich aktorów, którzy dla warsztatów w TR wzięli urlopy w swoich macierzystych uczelniach.

Etat w TR Warszawa był spełnieniem marzeń, dla niego odrzuciła propozycję pracy w Starym Teatrze w Krakowie. Grała ostro, ekstremalnie, naturalistycznie. Działała jej charyzma, szaleństwo, nieobliczalność, energia, poczucie humoru i entuzjazm, z którym wchodziła w każdy projekt. Część spektakli z tamtego okresu opierała się głównie na charyzmie i entuzjazmie młodych aktorów, jak sztuka „Disco Pigs” irlandzkiego brutalisty Endy’ego Walsha – dość pretensjonalny i naiwny portret dwójki anarchistycznych nastolatków, w których postaci wcielali się z Rafałem Maćkowiakiem. Albo „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” Przemysława Wojcieszka, lesbijska love story rozgrywana w smażalni kurczaków, z Gąsiorowską jako gorącą Sugar.

Po pierwszych sukcesach przyszły lata grania postaci drugoplanowych. Została królową mocnych epizodów, specjalizacja: naiwne, zakochane blondynki z nerwami na wierzchu („Giovanni” w reż. Grzegorza Jarzyny, „Portret Doriana Graya” w reż. Michała Borczucha).

Zamiast czekać na cud, zaczęła szukać drogi poza macierzystą sceną. Projektowała kostiumy i grała w spektaklach offowych grup. Jest częścią warszawskiej artystycznej bohemy – zajmowała się oprawą sceniczną koncertów zespołu 3boys move, zdarzenia z pogranicza poezji, muzyki i performance’u, współtworzyła z aktorami, muzykami, slamerami i performerami Stowarzyszenie Twórców Sztuk Wszelkich. Dziś macierzystą scenę ocenia trzeźwo: – Tam stawiałam pierwsze kroki i tam cały czas wracam. Nie jest tak jak kiedyś, ale wszystko się zmienia, ja też.

 

 

Duchowa siostra Masłowskiej

Dorotę Masłowską poznała przez swojego ówczesnego chłopaka, poetę, performera, fotografa, a obecnie dramaturga Marcina Ceckę. Połączył je podobny typ ekspresji, energia, dziecięco wyzywający sposób bycia, kontestowanie mainstreamu, a nawet podobny sposób ubierania się. Gąsiorowska nazywa Masłowską swoją „duchową siostrą”, krytycy nazywają Gąsiorowską scenicznym alter ego Masłowskiej, zaś sama Masłowska pytana o przyjaźń z Gąsiorowską reaguje alergicznie: ma dość tego, że dziennikarze stale wracają do tego tematu, i nie bardzo wie, co czytelnikowi miałaby dać informacja, że się przyjaźniły.

Wcześniej jednak Roma Gąsiorowska zagrała Dżinę w debiutanckiej sztuce autorki „Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” – „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku”, wystawionej w TR Warszawa, a partnerował jej ówczesny chłopak Masłowskiej, Eryk Lubos. Kilka lat później wystąpiła zaś w głównej żeńskiej roli w ekranizacji „Wojny polsko-ruskiej” w reż. Xawerego Żuławskiego.

– Roma świetnie rozumiała rolę, bo wcześniej grała postacie Masłowskiej w teatrze – wspomina reżyser „Wojny” Xawery Żuławski. – Miała przećwiczoną frazę Masłowskiej, potrafiła się bawić słowami i rytmami. Jednak nie była w żaden sposób promowana przez Masłowską tylko dlatego, że się przyjaźniły. Musiała, jak każdy z obsady, przejść przez casting. Była najlepsza i dostała rolę.

Na casting przyszła ufarbowana na platynowy blond i ze świeżą opalenizną z solarium. Producenci jednak nie byli do końca przekonani. – Bali się Romy, bo ma opinię niepokornej i postrzelonej – przyznaje Żuławski. – Tymczasem, mimo że postacie w naszym filmie były dosyć szalone, bardzo poważnie podchodziliśmy do pracy. Odkryciem dla nas wszystkich była metamorfoza Romy – ona dosłownie w mgnieniu oka staje się postacią, to magiczne przeżycie.

Wbrew obiegowym opiniom Gąsiorowska poważnie podchodzi do pracy. – Sprawia wrażenie chodzącego chaosu, może dlatego, że jest gadatliwa i spontaniczna, ale w rzeczywistości jest bardzo zorganizowaną osobą. Punktualna, ma czas na próby, na przygotowanie się do roli (chodziłyśmy razem do kasyna, żeby mogła obejrzeć pracę krupierki), pamięta o szczegółach – tłumaczy Barbara Białowąs, reżyserka nagradzanej „Mojej nowej drogi” z Romą w roli reżyserki niezależnych filmów. – Jej naprawdę zależy na tym, co robi, dużo daje od siebie i tego samego wymaga od innych.

Na premierze „Wojny polsko-ruskiej”, która odbyła się z hollywoodzką pompą, Gąsiorowska zszokowała paparazzich odmawiając pozowania do zdjęć. „Ze wszystkich zdobyczy Zachodu u nas najszybciej przyjął się czerwony dywan, sztuczne uśmiechy i cały ten sfałszowany blichtr. Naśladowanie form, ale bez żadnego sedna” – kpiła w „Machinie”.

– Roma nie wpisuje się w krąg młodych aktorów, których satysfakcjonuje łatwa popularność – ocenia Barbara Białowąs. – Szuka swojej drogi, idzie pod prąd, wbrew kulturze masowej. A przecież mogłaby być kolejną ładną aktorką, można by ją wypromować jako fajną, szaloną dziewczynę, blondynkę.

Niech się dzieje

Gąsiorowska ma szczęście do ciekawych, ale niszowych filmów. Zagrała szarą myszkę w „Futrze” Tomasza Drozdowicza, neurotyczną Alicję w „Jestem twój” Mariusza Grzegorzka. Ambitnych projektów jednak nie ma wiele, ciekawe propozycje nie pojawiły się nawet po nagrodzie za rolę w „Ki” na festiwalu w Gdyni.

– Niestety, pojawiły się jedynie propozycje komercyjnych przedsięwzięć – przyznaje. – Nie miałam wyjścia... Ambitne role jeszcze przede mną. Dla części telewidzów Roma Gąsiorowska to przede wszystkim głupiutka platynowa Mariolka z serialu „Londyńczycy” o polskiej emigracji na Wyspach, dla kolejnej grupy – policjantka z „Pitbulla” czy seksowna pilotka śmigłowca w „Ratownikach”.

W święta będzie mikołajką w gwiazdorskiej, familijnej produkcji TVN „Listy do M.”, promowanym jako „film o ludziach, którym w Wigilię przytrafiają się małe cuda”. Zaś zaraz potem będzie bawić widzów w filmie „Kac Wawa”, niepokojąco promowanym jako najzabawniejsza komedia przyszłego roku.

– Staram się nie działać wbrew sobie, to moja jedyna zasada – tłumaczy dobór ról. – Producenci rzadko chcą nieznanych twarzy, komercja przyciąga widza do kina. Nie przeskoczę tego i nie zmienię. Staram się wychodzić z twarzą z każdego projektu, którego się podejmuję, i nie robić rzeczy, które niczego nowego nie wnoszą do mojej zawodowej drogi.

Odbierając w Gdyni nagrodę za rolę w „Ki” zareklamowała internetowy butik z ubraniami własnego projektu. Jej modowa marka nazywa się „Stara bardzo”, strona internetowa – natinaf.pl. Pierwsze jest przewrotną grą ze starością, największym strachem współczesnej kultury, świata mody i kobiety aktorki, drugie – wyznaniem, że ani moda, ani aktorstwo to nie wszystko, na co ją stać i czego chce. Strona internetowa ma być jednocześnie punktem wymiany artystycznej: – Chcę połączyć siły, stworzyć siatkę powiązanych ze sobą artystów, wspólnotę ludzkich wibracji w pojęciu platforma sztuki. Niech się dzieje.

I jeśli Roma Gąsiorowska naprawdę jest głosem pokolenia, to właśnie wtedy, gdy próbuje wytyczać własną drogę, łącząc przedsięwzięcia artystyczne z komercyjnymi, obie grupy traktując poważnie i profesjonalnie, biorąc odpowiedzialność za swój rozwój, karierę i wizerunek.

Polityka 39.2011 (2826) z dnia 21.09.2011; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Swoją drogą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną