Kultura

Człowiek, który pisze wiersze

90-tka Tadeusza Różewicza

Najważniejszym bohaterem poezji Tadeusza Różewicza jest NIC Najważniejszym bohaterem poezji Tadeusza Różewicza jest NIC Paweł Kozioł / Agencja Gazeta
Kończący właśnie 90 lat poeta Tadeusz Różewicz już dawno opisał świat, w którym obecnie żyjemy.
Z Guenterem Grassem na 51. Międzynarodowych Targach KsiążkiMichał Kobyliński / Golling.info Z Guenterem Grassem na 51. Międzynarodowych Targach Książki

Debiutował tomem „Niepokój” w 1947 r., ale do dziś nie przestał niepokoić. To jest o tyle trudne, że przecież rewolucji Różewicz dokonał dawno temu, na samym początku: zreformował formę wiersza i tak powstał „wiersz różewiczowski”, wolny. I nie pojawił się już później nikt w polskiej poezji – pisała o tym młoda poetka Joanna Mueller – kto by dokonał równie istotnej zmiany. Różewicz jest jak oddech. Polscy poeci chcąc nie chcąc piszą „Różewiczem” i dopiero siłą woli mogą się z niego wyzwalać.

Zresztą ta zmiana nie dotyczyła tylko formy. Tadeusz Drewnowski pokazał, że Różewicz zbliżył wiersz do rzeczywistości. „Ja w tym sensie w latach 1946–1948 uwolniłem młodzież od wszelkich form. Piszcie, jak chcecie, rymujcie, piszcie sonety, piszcie wierszem, który przypomina prozę, trójkąt, w kółko, jak komu potrzeba. To jest nieważne. Ważna jest wewnętrzna energia i materia” – tak sam Różewicz komentuje tę rewolucję w rozmowie z Adamem Czerniawskim w książce „Wbrew sobie. Rozmowy z Tadeuszem Różewiczem”, która ukaże się w listopadzie w Biurze Literackim.

W ostatnim czasie nie mogliśmy zresztą narzekać na brak Różewicza. Chociaż ostatni tom, a właściwe zbiór utworów satyrycznych („Kup kota w worku”), ukazał się w 2008 r., to „wyprzedaż w firmie Tadzio” – jak to sam określił poeta – cały czas trwa. Ukazały się wznowione opowiadania „Wycieczka do muzeum”, które przypomniały, że Różewicz jest nie tylko poetą. Sporym zaskoczeniem był też zbiorek różności „Margines, ale...”, w którym pomieszczono listy, autokomentarze, przemówienia i inne drobne zapiski poety. Wśród tych drobiazgów znalazło się też sporo tekstów istotnych.

Okazuje się, że Różewicza wciąż dobrze nie znamy. Nie znamy go być może tak samo, jak on nie zna siebie: „Zacząłem 87 rok życia, piszę wiersze od 70 lat... i nie wiem, kim jest poeta ...ale wiem, że nie jestem kapłanem, ani błaznem. Jestem człowiekiem, człowiekiem, który pisze wiersze” („Poeci, pasztet i katedra”).

Więcej niż słowa

Nie znamy go, bo nieustannie zmienia wersje swoich starych wierszy tak, że ten sam wiersz w tomiku wygląda często zupełnie inaczej niż w dziełach zebranych. Dawniej bywało, że w czasie wieczoru autorskiego Różewicz na gorąco przerabiał swój wiersz. Skąd te ciągłe zmiany?

Otóż Różewicza nie interesuje skończona forma wiersza, piękny i doskonały utwór do podziwiania. Takie, jak mówił „porcelanowe” wiersze, od razu chciałby stłuc, zepsuć. Interesuje go poezja w ruchu, nieustanne tworzenie się poezji. I przede wszystkim szukał zawsze czegoś więcej niż słowa. „Dla mnie twórczość poetycka to było działanie, a nie pisanie »ładnych« wierszy. Nie wiersze, ale fakty” – pisał w tekście „Kiedy myślę o poezji w ogóle, myślę o Mickiewiczu”. Gdzie indziej nazywa to „czynieniem słowem”.

Różewicz chce wyjść poza słowo – już to samo pragnienie wyróżnia go spośród innych polskich poetów. Przy czym nigdy nie chodziło mu o wyjście w przestrzeń publiczną, o zaangażowanie polityczne. Uważał, że to nie są zajęcia dla poety. Nie pasował też do koterii i grup artystycznych. Nie szukał zaszczytów. Był i jest poetą osobnym.

Może ta jego osobność przyczyniała się do tego, że często go krytykowano – zarzucano mu przede wszystkim nihilizm i amoralizm. W tomie „Margines, ale...” znajdziemy historię wierszy odrzuconych w rozmaitych redakcjach. Jego poezja stawiała opór, bo zamiast zachwytów nad pięknem świata czy niezwykłością chwili nieustannie nicowała rzeczywistość, tropiła iluzje, mnożyła ironię. Wiersz Różewicza tylko z pozoru bowiem uderza prostotą. Ta prostota okazuje się zwodnicza, pod jednym dnem ukrywa się następne. I tak bez końca.

Prorok popkultury

To wszystko jednak nie wystarcza, by wyjaśnić, skąd bierze ten niepokój, który wzbudza jego twórczość. Otóż okazuje się, że rzeczywistość, w której dziś żyjemy, Różewicz już opisał, i to dawno. Dobrze to widać chociażby w spektaklu „Krety i rajskie ptaki” w Teatrze Dramatycznym w Warszawie przygotowanym w tym roku z okazji 90 urodzin poety. Ten kolaż starych i nowych tekstów Różewicza mówi o zjawiskach nam współczesnych. O tym choćby, że przez nasze głowy przepływa strumień nieistotnych (i istotnych) informacji i że wszystko ma taki sam status, i tak samo może zostać przekręcone. Spoza nieistotnych rzeczy przeziera zaś zawsze śmierć.

Metafory, które stworzył Różewicz, pasują do dzisiejszych „płynnych” czasów. To on stworzył w „Kartotece” „płynnego” bohatera, który nie posiada jednej tożsamości. Cała twórczość Różewicza podobnie jak jego „Kartoteka rozrzucona” pokazuje świat pozbawiony jakiejkolwiek sankcji, świat w rozproszeniu i rozsypce.

W projekcie spektaklu „Przyrost naturalny” z lat 60. Różewicz zbudował taką scenę: w przedziale siedzi arcykapłan, gładzi główki dzieci, wygłasza frazesy, ale ludzi przybywa. Nawet kiedy zostaje zmieciony przez tłum na półkę bagażową, dalej mówi coś o kalendarzyku małżeńskim. Tymczasem ściany pękają i wlewa się potok ludzki. Wszystkiego dziś jest dużo.

Różewicz występuje więc jako prorok, który to już wcześniej przewidział.

 

 

Śmietnik rzeczywistości

Jak się czuje człowiek w świecie, który się rozsypał? Zajrzyjmy do poematu „Spadanie”: „Dawniej/bardzo bardzo dawno/bywało solidne dno/na które mógł się stoczyć/człowiek”. Tymczasem dzisiaj człowiek spada we wszystkich kierunkach jednocześnie. O naszej współczesności myślimy już słowami Różewicza. „Coś się skończyło/nic się nie chce zacząć/może już się zaczęło” („Opowiadanie dydaktyczne”). Artyści czują się zobowiązani do stworzenia jakiegoś wielkiego dzieła, a tymczasem jedna epoka się skończyła, a druga zaczęła, nie wiadomo kiedy. Ta ironiczna konstatacja może odnosić się do literatury, ale i nie tylko do niej.

Różewicz opisuje stan kryzysu, który stał się stanem permanentnym. Dotyczy tak samo kultury, jak i naszej tożsamości. Dostępne są nam tylko fragmenty rzeczywistości: „zawsze fragment”. Poezja nie obejmuje już całości i niczego nie tłumaczy. Rzeczywiście, jak nigdy dotychczas, skazani dziś jesteśmy na widzenie ograniczone i pokawałkowane. Począwszy od tomu „zawsze fragment” do poezji Różewicza wlewa się magma słów i gazetowa piana oraz rozmaite odpadki.

„Bliski mojemu sercu/śmietnik wielkomiejski/poeta śmietników jest bliżej prawdy/niż poeta chmur” („Opowiadanie dydaktyczne”). Śmietnik był obecny u Różewicza od dawna, w sztuce „Stara kobieta wysiaduje” cała akcja toczy się na wielkim śmietniku. „Wyzwaniem były dla mnie śmietniki zachodniej Europy, czyli kłopoty postindustrialnego, konsumpcyjnego społeczeństwa, z którymi wtedy jeszcze w Polsce się nie stykaliśmy, ale teraz mamy ich nadmiar” – opowiadał Różewicz Konstantemu Puzynie. Z branży gospodarowania odpadami poeta zaczerpnął słowo „recykling”. W poemacie pod tym tytułem zestawia opisy obozowe i współczesną modę, chorobę wściekłych krów i Tołstoja. Pisze o złocie zrabowanym ofiarom Holocaustu, o „złotych żniwach”. Okazuje się, że wszystko dzisiaj można wypowiedzieć; zdanie, że Holocaustu nie było, jest tak samo możliwe jak prognoza pogody.

Na śmietniku wszystko ma tę samą wartość – zdaje się mówić Różewicz. A poezja nie jest rozmową z absolutem, ale organizacją resztek. Różewicz pisze w Post Scriptum do „Recyklingu”: „Część trzecia »Mięso« ma formę śmietnika (informacyjnego śmietnika), w którym nie ma centrum, nie ma środka. Zaplanowana jałowość i bezwyjściowość stała się elementem składowym utworu”. Poeta buduje wiersze ze śmieci i odpadów albo wpuszcza śmieci do wiersza i w ten sposób dokonuje deziluzji rzeczywistości.

Jeszcze w latach 60. pokazywał, że prawdziwy świat został skradziony, a pozostała tylko sztuczna fasada. „Słowa zastępują życie realne. Cienie mówiące w telewizji zastępują osoby realne. Świat traci swoje wnętrze na rzecz zewnętrznego świata pozorów” („W drodze”). W takim świecie niemal wszyscy piszą, tworzą, każdy chce być artystą – każdy pisze, co mu ślina na język przynosi. I chociaż tworzy się coraz więcej – to sztuka zamiera. Króluje jedno słowo, któremu wszyscy podporządkowują swoje życie – to słowo brzmi „sukces”. Każdy chce odnieść szybko sukces, gdy tymczasem w literaturze żaden sukces nie jest możliwy: „sukces grozi/wszystkim/palcem w bucie”.

Tajemnicze NIC

Od dawna Różewicz pisze o zużyciu słów, „osłabione przez polityków/służą do wybielania/zębów, do płukania jamy/ustnej” („Słowa”). Najmocniej ta diagnoza zabrzmiała w wierszu „Przyszli żeby zobaczyć poetę”: „słyszę/jak byle kto mówi byle co/do byle kogo/bylejakość ogarnia masy i elity/ale to dopiero początek”.

Różewicz nie jest jednak tylko krytykiem współczesności, bylejakości i zgłupienia. Nie tylko opowiada o śmietniku, w którym wszyscy się znaleźliśmy. Coraz mocniej brzmi u niego często powtarzane słowo NIC. „Niech pan nie nicuje nica/panie Tadeuszu” – ostrzega Różewicza jego mistrz Julian Przyboś w wierszu „Rocznica”.

NIC jest najważniejszym bohaterem poezji Różewicza. „Nic z głośników mówi o niczym do niczego” („Nic w płaszczu Prospera”). Poezja niczego nie tłumaczy ani nie wyjaśnia. Przy czym to NIC jest jakąś tajemnicą, niesie niepokój. To właśnie wszystkie zaprzeczenia, tak częste u Różewicza, wprowadzają ciągły ruch i pragnienie wydostania się ze sztucznych dekoracji. Arka ze słów możliwa jest u Różewicza tylko we śnie. Jednak według różnych interpretatorów w tym ciągłym zaprzeczeniu u Różewicza otwiera się przestrzeń metafizyczna (choć sam poeta broni się przed tym słowem).

W jego poezji jest przecież ciągle poszukiwanie: „jestem poszukiwaczem poezji/od roku 1938” („Credo”). Nie ma końca przebijanie się przez śmietnik i szum ku jakiejś niewypowiadalnej przestrzeni, którą można wyrazić tylko zaprzeczeniem: „Nie wiemy Nic”. „Każdy, kto mówi o Różewiczu, boryka się z sobą samym” – powiedział kiedyś trafnie Miłosz. I tak jest nadal. Różewicz od lat towarzyszy nam w naszej niepewności i poczuciu utraty. Nie ustaje: „zaczynam od początku/zaczynam od końca/zaczynam jeszcze raz”.

Polityka 41.2011 (2828) z dnia 04.10.2011; Kultura; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Człowiek, który pisze wiersze"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną