Recenzja spektaklu: "Shrek", reż. Maciej Korwin

Grać ogra
Po chichotach można usiąść z pociechą i poważnie spytać: a o czym tak naprawdę był ten musical?
Przygotowania do przedstawienia trwały kilka miesięcy. „Shrek” jest największą i najdroższą produkcją w historii gdyńskiego Teatru Muzycznego
Adam Warżawa/PAP

Przygotowania do przedstawienia trwały kilka miesięcy. „Shrek” jest największą i najdroższą produkcją w historii gdyńskiego Teatru Muzycznego

To dopiero trzecia na świecie (po Nowym Jorku i Londynie) inscenizacja „Shreka”. Sukces nie był wcale oczywisty, bo to dzieło dobre, ale nie wybitne. Ponadto jest dość wiernym powtórzeniem pierwszych filmowych przygód ogra-odludka. Tymczasem gdyńska realizacja Macieja Korwina okazała się sukcesem. Wszystko jest tu na najwyższym musicalowym poziomie: bajkowa, wirująca scenografia, fantazyjne kostiumy, śpiew i gra aktorska, choreografia. Gagi są wprawdzie niekiedy mało wyrafinowane, ale publiczność bawi się świetnie, a ponieważ tekst tłumaczył Bartosz Wierzbięta (ten sam, który przygotował listy dialogowe do filmu), więc w innych miejscach śmieją się dzieci, a w innych chichoczą dorośli.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną