Kultura

Draka wokół Drake’a

„Uncharted 3” - następca Indiany Jonesa i Lary Croft

Nathan Drake - dziś w grze, wkrótce trafi na ekrany. Nathan Drake - dziś w grze, wkrótce trafi na ekrany. materiały prasowe
Następca Indiany Jonesa pojawił się nie w filmie, tylko w grze wideo. Trzecia część „Uncharted” to superprodukcja stworzona z wielkim rozmachem i – jak przystało na archeologiczną tematykę – murowany hit.
Nemesis bohatera Katherina Marlowe.materiały prasowe Nemesis bohatera Katherina Marlowe.
Katherina Marlowe w polskiej wersji mówi głosem Krystyny Jandy.materiały prasowe Katherina Marlowe w polskiej wersji mówi głosem Krystyny Jandy.

Motyw archeologa awanturnika jest jednym z najczęściej wykorzystywanych w pop­kulturze. Kolejnym dowodem jest premiera gry „Uncharted 3: Oszustwo Drake’a” – flagowej w sezonie gwiazdkowym produkcji Sony przeznaczonej na konsolę PlayStation 3. Jej wejście do sklepów wspiera na całym świecie kampania reklamowa, której nie powstydziłby się wysokobudżetowy hollywoodzki film przygodowy. Również w Polsce zainwestowano sporo, zatrudniając do dubbingu m.in. Krystynę Jandę (wciela się w rolę głównej szwarccharakterki).

Konotacje kinowe są tu zresztą na miejscu – twórcy gry bardzo postarali się, aby ich produkcja jak najbardziej przypominała film interaktywny, a doświadczenie gracza – obcującego z przedstawionym na ekranie wirtualnym światem – możliwie zbliżało go do samodzielnego przeżywania spektakularnej przygody.

Złodziejski fach

Już od pierwszych sekund widzimy, że „Oszustwo Drake’a” obficie czerpie z klasyków gatunku. W ciasnej londyńskiej uliczce, w ciemnym wnętrzu zadymionego pubu przesiadują jeszcze ciemniejsze typy. Na scenie pojawiają się: główny bohater Nathan Drake wraz ze starszym wspólnikiem Victorem Sullivanem (obaj znani z poprzednich części gry), walizka pieniędzy i tajemniczy starożytny pierścień. Potem jest kłótnia – tu kończy się sekwencja animowana i gracz przejmuje kontrolę nad ruchami bohatera – bijatyka i strzelanina, po której Nathan i Victor padają zakrwawieni na stercie śmieci.

Spektakularne zawieszenie akcji, która przenosi się „20 lat wcześniej” – na ulicach kolumbijskiej Cartageny spotykamy nastoletniego Nathana Drake’a, gdy ten, planując włamanie do miejskiego muzeum, poznaje Victora – swego późniejszego mentora i przyszywanego ojca (Drake wychowywał się w sierocińcu). Wzajemne relacje ich obu są jednym z głównych wątków fabuły trzeciej części „Uncharted”, zaś nawiązanie do niezapomnianego duetu dr Henry Jones Junior (Harrison Ford) i dr Henry Jones Senior (Sean Connery) z filmu „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989 r.) – aż nazbyt czytelne. Z drobną jednak różnicą. Obaj panowie Jones to archeolodzy akademicy, którzy badając ślady zaginionych cywilizacji w imię nauki, ostatecznie muszą ratować świat przed zagładą. Zaś Nathan Drake to archeolog złodziejaszek, którego głównym motywem postępowania jest osobisty interes. Ratowanie świata wychodzi mu niejako przypadkowo, jako skutek uboczny wyciągania własnej skóry z tarapatów, w które zazwyczaj się pakuje.

W poprzednich częściach „Uncharted” bohater poszukiwał skarbów krainy El Dorado („Drake’s Fortune” wydana w 2007 r.) oraz mitycznej krainy szczęścia – Shambali („Among Thieves” z 2009 r.). Wątek przygodowy trzeciej części osnuty jest wokół nieznanego epizodu z życia sir Francisa Drake’a, XVI-wiecznego brytyjskiego odkrywcy i podróżnika (według scenarzystów prapraprzodka bohatera gry). Bohaterowie, którzy będą podążać śladem zagadki z przeszłości, szybko odkryją, że nieprzypadkowo kroniki milczą o wyprawie żeglarza na Półwysep Arabski, gdyż w legendarnym Ubar – „mieście pod piaskiem” – znalazł on coś, co na zawsze powinno zostać ukryte.

W spodniach i spódnicy

Poprzednie dwie gry z Nathanem Drakiem sprzedały się na świecie w 8 mln egz., co jest dobrym wynikiem, tym bardziej że firma Sony (producent konsoli PlayStation) sztucznie ogranicza podaż i zazdrośnie strzeże praw do tytułu, nie pozwalając wydawać go na innych konsolach ani na komputerach PC. Gra zbiera wysokie noty krytyków i prawdopodobnie będzie jednym z przebojów tegorocznej Gwiazdki.

Scenarzyści „Uncharted” postarali się, żeby atrakcji nam nie zabrakło. Czeka nas szaleńcza ucieczka po dachach Cartageny, zwiedzanie katakumb i średniowiecznych zamczysk, starożytnych świątyń, ucieczka konna wąwozem, walka na platformie startującego samolotu transportowego. Sceny pościgów i strzelanin przeplatane są bardzo zgrabnie wymyślonymi i intuicyjnie wplecionymi zagadkami logicznymi. Zaś rozsiane po drodze skarby zachęcają do zwiedzania przepięknie zaprojektowanych i animowanych lokalizacji. Dzięki trzeciej części swych przygód Nathan Drake – jak się wydaje – wygodnie umościł się w popkulturowej loży bohaterów archeologów, poszukiwaczy skarbów i awanturników, którzy tropią ślady starożytnych cywilizacji.

Dla wielbicieli tzw. Kina Nowej Przygody – którego sztandarowym dziełem jest wspomniana seria filmów „Indiana Jones” nakręcona w latach 80. przez Stevena Spielberga – perypetie Drake’a nie są niczym nowym. – To wtedy wymyślono wiele wątków do dziś bardzo żywotnych w popkulturze – mówi dr Mirosław Filiciak, badacz mediów i gier wideo.

Sam dr Jones nie miał jednak szczęścia do adaptacji w świecie gier. Na przełomie lat 80. i 90. ukazały się dwie, kultowe dziś, animowane przygodówki z wytwórni LucasArts, oparte na dialogach i rozwiązywaniu zagadek. Późniejsze próby przeniesienia Indy’ego do świata gier akcji realizowanych w grafice trójwymiarowej (w 1999 i 2003 r.) wypadły słabo. A tam gdzie sztandarowa postać kinowa oddała pole, szybko pojawiła się konkurencja – i to w wersji sfeminizowanej. W wydanej w 1996 r. grze „Tomb Raider” zadebiutowała pierwsza wirtualna bohaterka, która na taką skalę zawojowała popkulturę – Lara Croft.

Taniec z mumiami

Panna Croft od początku łączyła w sobie budzącą szacunek wiedzę archeologiczną, czar osobisty oraz magnetyzujący – jak twierdzą złośliwcy: silikonowy – seksapil. Jako dziedziczka olbrzymiej fortuny oraz brytyjskiego tytułu szlacheckiego mogła poświęcić czas na poszukiwanie zaginionych cywilizacji. Kierowały nią jednak nie tyle pobudki finansowe – choć odnalezionymi po drodze skarbami nie wzgardziła – ile chęć odszukania zaginionych przed laty rodziców (z zamiłowania też archeologów). Do dziś Lara Croft stała się bohaterką 18 gier komputerowych oraz dwóch pełnometrażowych filmów z Angeliną Jolie – trzeci jest w fazie wstępnej produkcji.

Grom wideo udało się więc to, czemu nie sprostali scenarzyści kinowi. Co prawda pierwsza kobieta archeolog pojawiła się już w niemym filmie „Buckin’ the West” (1924 r.) – Xyntia Tomkins miała mapę, na podstawie której szukała skarbu Azteków – ale nigdy nie było na srebrnym ekranie postaci damskiej tak charyzmatycznej. W Spielbergowskiej serii kobiety były jedynie efektownym lustrem, w którym przeglądały się ironia i męskość Harrisona Forda.

Jednak nie tylko barwne relacje damsko-męskie, nieodzownie towarzyszące przetrząsaniu starożytnych ruin, są przyczyną, dla której wątek awanturniczej archeologii robi taką karierę w popkulturze (a pojawiał się zarówno w kryminałach Agathy Christie, prywatnie żony archeologa, jak i u ­Woody’ego Allena, np. w „Purpurowej róży z Kairu”). Również Dan Brown uczynił bohatera swych bestsellerowych powieści, profesora Roberta Langdona, znawcą przeszłości, ekspertem od historycznych kodów, ikon i symboli („Kod Leonarda da Vinci”, „Anioły i demony”). Według Katarzyny Jarosz, badaczki związków archeologii i kultury, która przygotowuje doktorat na ten temat, archeolog jest tylko symbolem, w który łatwo upakować odwieczne marzenia ludzi: podróże, przygodę, poszukiwanie skarbów, odkrywanie tajemnicy, podbudowane gruntowną – jak się domyślamy – wiedzą naukową.

– W tym sensie opowieści o archeologach awanturnikach są nowoczesnymi baśniami, współczesnym wcieleniem mitów od zawsze zakorzenionych w europejskiej tradycji. Przypomnijmy chociażby pierścień Nibelungów, przygody Boewulfa, poszukiwanie świętego Graala czy wyprawę Argonautów po złote runo – mówi Katarzyna Jarosz. Jej zdaniem nieprzypadkowo bohaterowie zawsze docierają do miejsc niedostępnych śmiertelnikom: to przejście z jednego świata do drugiego, a więc doznanie metafizyczne.

– Do tego dochodzą chwytliwe wątki ekologiczne, odkrywanie prastarej mądrości, ale i zaduma nad zaginionymi cywilizacjami, których świat zniszczyło pojawienie się człowieka Zachodu – dodaje Mirosław Filiciak.

Również nieprzypadkowo związki kina i gier wideo są w przygodach archeologów awanturników wyjątkowo bliskie. – Mamy tu idealne zbalansowanie elementów zręcznościowych z logicznymi. Sceny akcji rodem z Indiany Jonesa dość łatwo „przetłumaczyć” na język rozgrywki – pościgi, strzelaniny, skakanie po podziemnych kryptach. To wszystko jest zaczerpnięte z kina, ale wydaje się w grach bardzo naturalne. Właśnie ta fuzja światów powoduje, że adaptacje filmów na gry – i vice versa – zazwyczaj się udają – mówi Krzysztof Gonciarz, krytyk gier wideo, autor wydanej niedawno na ten temat książki „Wybuchające beczki”.

Archeolog dużo podróżuje, co daje twórcom gier możliwość pokazania na ekranie zróżnicowanych i efektownych lokalizacji – a to jedna z głównych atrakcji dzisiejszej rozrywki wideo. W „Uncharted 3” Nathan Drake odwiedza m.in. kolorowe kolonialne miasteczko, zapomniane korytarze londyńskiego metra, katakumby z grobami krzyżowców na odludnej francuskiej prowincji, średniowieczne fortece w Syrii, podziemne labirynty w Jemenie.

Sami archeolodzy do popkulturowej kariery swej profesji odnoszą się z przymrużeniem oka. Trudno im się pogodzić z tym, że o ile prawdziwa archeologia to praca całego zespołu, o tyle bohaterowie masowej wyobraźni są zazwyczaj samotnikami, indywidualistami i ekscentrykami. Narzekają też, że coraz częściej liczą się jedynie wielkie, spektakularne odkrycia (takimi zresztą jedynie interesują się media).

Ciekawe, jak badacze zareagują, gdy na ekrany kin trafi bohater „Uncharted”, powiedzmy to sobie otwarcie – złodziejaszek. Ekranizację w Hollywood już planuje ekipa, która ma na koncie sporo kasowych hitów (m.in. „Spider-Mana”, „Iron Mana”, „X-Mena”). Nieraz jeszcze usłyszymy o Nathanie Drake’u, Larze Croft, Indianie Jonesie.

Polityka 47.2011 (2834) z dnia 16.11.2011; Kultura; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Draka wokół Drake’a"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną