DVD nie nęci, blue-ray nie pociąga

Wideo leci
I w Polsce, i na świecie spada wartość rynku domowego wideo. Dlaczego tak jest, co się sprzedaje mimo kryzysu i jaką przyszłość szykują dla nas w Ameryce?
Co zepsuło polski rynek wideo? Część obserwatorów jest zdania, że tanie wrzutki gazetowe utrwaliły złe przyzwyczajenia publiczności, nasyciły rynek tandetą.
Włodzimierz Wasyluk/Reporter

Co zepsuło polski rynek wideo? Część obserwatorów jest zdania, że tanie wrzutki gazetowe utrwaliły złe przyzwyczajenia publiczności, nasyciły rynek tandetą.

Polskim rynkiem rządzą przede wszystkim licencjobiorcy, którzy mają podpisane czasowe kontrakty z hollywoodzkimi wytwórniami (tzw. majorsi).
Maciej Biedrzycki/Forum

Polskim rynkiem rządzą przede wszystkim licencjobiorcy, którzy mają podpisane czasowe kontrakty z hollywoodzkimi wytwórniami (tzw. majorsi).

Polityka

Polityka

Jeszcze kilka lat temu największe hity rynku DVD – „Pasja” czy „Gladiator” – rozchodziły się w kilkusettysięcznych nakładach. Teraz, mimo systematycznego obniżania z roku na rok cen nowości (z 59,99 nawet do 29,99 zł), sprzedaż dramatycznie spada. O dużym sukcesie mówi się już przy sprzedaży 60 tys.

Polski rynek wideo w porównaniu z rynkami zachodnioeuropejskimi jest płytki i słabo rozwinięty. Projekty artystyczne wydaje się w śladowych ilościach. Trudniejsze tytuły, na przykład z Hiszpanii, Włoch, nie mówiąc o bardziej ambitnych regionach takich jak Bliski Wschód czy Azja, są ignorowane przez dystrybutorów. W sprzedaży dominuje komercja i popularna klasyka.

Wielka nadzieja rynku, następca DVD, format Blu-ray z wielokrotnie lepszą jakością obrazu i dźwięku, nie poprawił trudnej sytuacji. Chociaż ceny nowego nośnika spadły (ze 120 do 79–99 zł), dynamika sprzedaży jest dużo słabsza, niż początkowo zakładano. Bestsellerami okazały się tylko kolekcje „Gwiezdnych wojen” i „Władcy pierścieni” (każdą kupiło ponad 20 tys. osób). Rekord – ponad 32 tys. sprzedanych płyt – należy do „Avatara”. Standardowe nakłady innych komercyjnych tytułów nie przekraczają jednak 2–2,5 tys. sztuk. Natomiast artystycznych 300. Nie są to wielkości oszałamiające.

Nowy format, stare problemy

Zdaniem socjologów Polacy dość niemrawo przestawiają się na płyty Blu-ray, bo technologia ta wymaga dodatkowo wymiany telewizora, a efekt przejścia z oglądania DVD na nowszej generacji nośnik nie jest tak spektakularny jak przy przejściu z kaset wideo na płyty. Czynnikiem sprzyjającym jest ekspansja największych koncernów elektronicznych na świecie, w tym Sony, Samsunga i LG, które mocno postawiły na rozwój telewizorów 3D (ta technologia w kinie domowym powiązana jest z formatem Blu-ray). Ale wielu konsumentów nie stać jeszcze na taki sprzęt. Ceny wydają się za wysokie. Zwłaszcza jeśli ma się do wyboru ten sam produkt, tańszy, dostępny w sieci.

Większość internautów korzysta z wirtualnych sklepów, ściąga płyty z zagranicy, godząc się na brak polskiego tłumaczenia. Dla młodych ludzi bariera językowa nie stanowi zresztą większego problemu, bo znają angielski albo potrafią wyszukać odpowiednie strony z tłumaczeniami (często nielegalnymi). Polscy dystrybutorzy zdają sobie sprawę, że tracą rynek, ale niewiele mogą zrobić.

Krajowe ceny pozostaną wyższe, bo musimy płacić za licencje, ponieść koszty opracowania polskiej wersji językowej, wykonanie authoringu (polskiego menu wraz z dodatkami), okładek, nie mówiąc o kosztach produkcji czy dystrybucji – tłumaczy Piotr Ceglarski, dyrektor marketingu TiM Film Studio. – Przy cenie 49 zł za DVD inwestycja zaczyna być opłacalna dopiero wtedy, gdy uda nam się sprzedać ok. 1,5 tys. egz.

W USA wydania niszowe mają większy wolumen niż w Polsce. Dlatego są tanie. Z uwagi na mniejszy potencjał sprzedaży w Polsce przykładowo arcydzieło Orsona Wellesa „Obywatel Kane” kosztuje u nas więcej niż za oceanem. To również wyjaśnia, dlaczego w polskich sklepach nie znajdziemy filmów Bruno Dumonta, Amosa Gitaia, Nuri Bilge Ceylana, Apichatponga Weerasethakula, Cristi Puiu i wielu, wielu innych mistrzów współczesnego kina, znanych głównie specjalistom. Wydawanie ich filmów dla garstki wtajemniczonych jest nieopłacalne.

Gutek Film, Manana, Against Gravity, starające się rozszerzać i uzupełniać ofertę repertuarową, prowadzą działalność niszową. Wedle ich szacunków liczba koneserów zainteresowanych kupnem chwalonych przez krytykę głośnych dzieł, które wygrywały prestiżowe festiwale, zyskiwały nominacje do Oscara (w kategorii nieanglojęzycznej), zdobywały BAFTA, Cezary czy Złote Palmy, rzadko przekracza tysiąc osób. Można ją porównać z liczbą czytelników pytających o tomiki poezji w salonach księgarskich. Największe w tym roku hity Gutek Film, „Samotny mężczyzna” i „Ludzie Boga”, sprzedały się na DVD w 7–8 tys. egz.

Pocieszające jest natomiast to, że na tle rynków Europy Centralnej i Wschodniej i tak u nas sprzedaż – nawet DVD z kinem autorskim – jest największa.

Wielka czwórka i reszta

Ograniczenia rynku wideo – poza względnie niską siłą nabywczą ludności i rosnącą na potęgę plagą piractwa – polegają głównie na tym, że o jego wielkości decyduje portfel dobrze zarabiającej klasy średniej, która nie przepada za wyrafinowaną sztuką. Woli masową rozrywkę, superprodukcje z fantastycznymi efektami specjalnymi, komedie, kino familijne, do czego dostęp zapewniają Amerykanie.

Podobnie jak w innych regionach, polskim rynkiem rządzą więc przede wszystkim licencjobiorcy, którzy mają podpisane czasowe kontrakty z hollywoodzkimi wytwórniami (tzw. majorsi). Liczą się cztery firmy: CD Project (reprezentujący m.in. Disneya, Buena Vistę i Pixara), TiM Film Studio (Universal), Galapagos (Warner Bros.) oraz Imperial Cinepix (MGM, Paramount, Sony, DreamWorks, Fox). Największy, bo około 30-proc. udział zapewnił sobie Imperial. Na pozostałe przypada mniej więcej po 11–15 proc. Najsilniejszą pozycję w grupie niezależnych graczy wypracował sobie Monolith Video posiadający około 10 proc. rynku. Za nim są dopiero Best Film, Kino Świat, Gutek Film i inni.

Majorsi rozumują tak jak cała branża. Dystrybucja kinowa to platforma promocyjna dla filmu sprzedawanego potem na różnego rodzaju nośnikach optycznych. Od DVD, przez Blu-ray, po internetowe wypożyczalnie (VoD). W przeciwieństwie do Ameryki zyski z tych obiegów rzadko przekraczają u nas zyski ze sprzedaży biletów kinowych. Nie jesteśmy dużym rynkiem. Według firmy GfK Polonia oraz Global Data, monitorujących polski rynek (z uwzględnieniem nośnika Blu-ray, lecz z pominięciem gazetowych insertów, dysków sprzedawanych razem z książką i sklepów dyskontowych), sprzedaż detaliczna płyt zmniejszyła się w latach 2010–11 o ok. 10 proc. Niedawno był on wart blisko 300 mln zł. Szacuje się, że na koniec 2011 r. będzie wart 261,5 mln zł. Pojawienie się atrakcyjnych tytułów nie ma wpływu na ogólną tendencję. – Mimo że nasza firma odnotuje w tym roku wzrost sprzedaży z powodu posiadania kilku kasowych przebojów, takich jak „Kac Vegas w Bangkoku”, dwie ostatnie części Harry’ego Pottera, wartość całego rynku spadnie o 10–12 proc. – prognozuje Agnieszka Mielech, dyrektor marketingu Galapagos.

Nie najlepszą sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że majorsi mają na własnym podwórku w zasadzie niewielkie pole manewru. Wiele działań, zarówno produkcyjnych, jak i marketingowych, narzucają im hollywoodzkie studia. Umowy obwarowane są szeregiem niekoniecznie korzystnych dla polskiej strony paragrafów. Dotyczy to choćby wyboru tłoczni. Jeden z dystrybutorów musi z tego powodu produkować płyty w austriackiej DADC (bo to własność Sony i Universalu), a nie w polskiej (tańszej) tłoczni TAKT. Rozliczają się z każdej wydanej złotówki, a dodatkowo odprowadzać muszą jeszcze 40 proc. royalty, czyli płacić Amerykanom obowiązkową daninę z zysku. Działają w systemie korporacyjnym, są niewielkim trybikiem w globalnym systemie sprzedaży hollywoodzkiego kina. Stąd niekiedy wrażenie lekceważenia rodzimego rynku i nieprzywiązywania wagi do oczekiwań lokalnych odbiorców, co skutkuje potężnymi pretensjami.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną