HITY 2011: Na płycie. Świat
W specjalnym świątecznym numerze Polityki zamiast cotygodniowych not recenzyjnych – próba podsumowania życia kulturalnego w kończącym się roku. Tym razem pora na płytowe hity muzyki zagranicznej 2011.
1. PJ Harvey, Let England Shake
materiały prasowe

1. PJ Harvey, Let England Shake

1. PJ Harvey, Let England Shake (Island). Wstrząsająco emocjonalny album o zagubionym duchu Wielkiej Brytanii. Utalentowana wokalistka i autorka po raz pierwszy tak mocno odniosła się do otaczającej ją rzeczywistości i – jak każdy ze swoich różnorodnych muzycznych pomysłów – doprowadziła rzecz do perfekcji.

2. Fucked Up, David Comes To Life (Matador). Meandry młodzieńczych uczuć podane w formie żywiołowej rock opery niczym za najlepszych czasów grupy The Who. Napisała to i zagrała kanadyjska grupa grająca hard core punk. Nie było lepszej ogniście rockowej płyty w tym roku!

3. Matana Roberts, Coin Coin Chapter One: Gens de couleur libres (Constellation). Jedna z najbardziej obiecujących postaci jazzu, saksofonistka i wokalistka. „Coin Coin...” to opowieść o murzyńskim dziedzictwie w muzyce popularnej, z elementami bluesa, gospel, poezji.

4. Bon Iver, Bon Iver (4AD). Justin Vernon, ceniona postać amerykańskiej sceny alternatywnej, wrócił z albumem o zdecydowanie lżejszym, bardziej uniwersalnym charakterze. Jego Bon Iver uzależnia.

5. The Beach Boys, SMiLE Sessions (Capitol). Czy słynną płytę grupy Briana Wilsona uznać za wznowienie archiwalnych nagrań? Czy za nowy album, skoro wtedy – w 1967 r. – się nie ukazał? W każdym razie nie wolno pominąć legendy – bez względu na miejsce, bo w takim zestawieniu mogliby trafić na dowolną pozycję.

6. Zomby, Dedication (4AD). Jedna z wielu ciekawych tegorocznych płyt z muzyką elektroniczną, ale zarazem ta, która najlepiej obejmuje to, co się na tej scenie działo – surowość i prostotę brzmienia, echa takich wszechobecnych ostatnio gatunków jak dubstep czy hip-hop.

7. Tom Waits, Bad As Me (Anti-). Kolejny świetny zestaw piosenek, z uroczymi wycieczkami w stronę Presleya czy Sinatry, w wykonaniu chrypiącego outsidera, któremu zapewne nieprędko uda się nagrać złą płytę.

8. Fleet Foxes, Helplessness Blues (Sub Pop). Udana kontynuacja genialnego debiutu grupy z Seattle, która uosabia to, co najbardziej wyrafinowane w muzyce folkowo-rockowego pogranicza. Można stawiać na półce obok Crosby’ego, Stills&Nash, Paula Simona czy Vana Morrisona.

9. James Blake, James Blake (Atlas/Universal). Kontrowersyjnie przyjmowany, ale bardzo ciekawy, pełen wrażliwości debiut brytyjskiego wokalisty i didżeja, który próbuje nadać muzyce elektronicznej nowe, piosenkowe oblicze.

10. Adele, 21 (XL). Druga płyta Adele powstawała już jako superprodukcja – pod okiem Ricka Rubina czy Paula Epwortha. Ale efekt rynkowy przerósł wszelkie oczekiwania. Naturalność w głosie i niezłe piosenki doceniło kilkanaście milionów słuchaczy. Tutaj – honorowa wzmianka.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną