Artur Żmijewski – polski artysta eksportowy

Polak, który poruszy(ł) Berlin
Artur Żmijewski to główny skandalista w sztuce III RP. W tym roku będzie prowokował w nowej roli – kuratora. I to w skali międzynarodowej.
Artur Żmijewski - polski reżyser i fotograf, artysta jest związany z Fundacją Galerii Foksal.
Marcin Kalinski/Newspix.pl

Artur Żmijewski - polski reżyser i fotograf, artysta jest związany z Fundacją Galerii Foksal.

Okazją do tego, by o Żmijewskim znów zrobiło się głośno, będzie siódma edycja Berlin Biennale, prestiżowego przeglądu światowej sztuki, który rozpocznie się w końcu kwietnia i potrwa ponad dwa miesiące. Polak otrzymał i przyjął propozycję artystycznego pokierowania tym przedsięwzięciem. Docierające do opinii publicznej informacje o kuratorskim zamyśle twórcy i o dotychczasowych przygotowaniach pozwalają przypuszczać, że nie zadowoli się on poprawnym i wyważonym przeglądem tego, co słychać w międzynarodowym art worldzie. Czołowy artysta Krytyki Politycznej nareszcie będzie mógł pofolgować swoim poglądom na rolę i miejsce sztuki we współczesnym świecie.

A są to poglądy oryginalne, odważne, dla wielu kontrowersyjne. Po raz pierwszy Żmijewski jako teoretyk objawił się na szerszą skalę, publikując manifest „Stosowane sztuki społeczne” (2007 r.). Przyjął w nim tezę, że sztuka często bywa źródłem wiedzy, która niestety jest lekceważona i redukowana do kategorii czysto estetycznych. Tymczasem – dowodził Żmijewski – dzięki korzystaniu z odmiennych strategii, z intuicji czy wyobraźni, sztuka może być istotnym uczestnikiem dyskursu politycznego.

Berlińskie Biennale ma być eksperymentem odpowiadającym na pytanie: czy i jak sztuka może oddziaływać na rzeczywistość społeczną? Czy jest pomocna w rozwiązywaniu konkretnych problemów politycznych lub socjalnych, w skali lokalnej, ale i w skali makro? „To jest z mojej strony chęć udziału w upolitycznianiu kultury poprzez wprowadzanie do niej politycznych zadań” – przyznał Żmijewski w jednym z wywiadów. Chce też włączyć artystyczne myślenie do praktyki politycznej.

Na początek odrzucił tradycyjne metody doboru artystów i ogłosił open call – każdy mógł nadesłać swoją propozycję na wystawę. Żmijewski oczekiwał, by zgłaszający się artyści, zamiast tradycyjnego CV zawierającego informacje o tym, jakie szkoły kończyli i gdzie wystawiali swoje prace, poinformowali go o swoich poglądach politycznych i wyznawanych ideach. „Publiczność, tak jak i artyści, została sprofesjonalizowana i przygotowana do odbioru i konsumpcji odpowiednio sprofilowanych produktów” – zauważa artysta. On zaś chce, by „jego” Biennale odrzucało dotychczasowe formy, by walczyło o lepszy świat. Zapowiada się naprawdę ciekawie, może bulwersująco, a nawet i skandalicznie.

Bulwersująco w przypadku tego artysty było zresztą od dawna. Co ciekawe, on sam specjalnie nie szukał sensacji. Po prostu realizował swoje artystyczne projekty, które często kolidowały ze społecznymi nawykami. Ale cóż się dziwić, skoro Żmijewski wywodzi się ze słynnej pracowni Grzegorza Kowalskiego na stołecznej ASP. Z tej samej, w której studiowali m.in. Katarzyna Kozyra czy Paweł Althamer. Tam naruszanie tabu było po prostu wpisane w sposób myślenia o sztuce.

Wprawdzie już na studiach Żmijewski wydawał dość odważne pismo artystyczne „Czejera”, to jednak dostrzeżona przez krytykę praca „Oko za oko” (1998 r.), przedstawiająca niepełnosprawnych wspieranych przez zdrowych, mimo dużej dawki nagości nie szokowała, a chwalona była m.in. za humanitarny przekaz. Więcej szumu zrobiło się dopiero przy filmie „KRWP” (2000 r.), na którym artysta skłonił byłych żołnierzy Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego do defilowania najpierw w pełnym rynsztunku po placu, a następnie nago (ale z bronią) – po sali baletowej. Większość widzów z uśmiechem odbierała ten obraz, a protestowała, oczywiście, armia.

Film z nagimi wojskowymi był o tyle charakterystyczny, że ujawnił pewną szczególną i chętnie stosowaną przez Żmijewskiego strategię artystycznych działań. „Wymyśla scenariusz, aranżuje sytuację, wprowadza w nią grupę osób i sprawdza, jak zareagują, jak sobie z nią poradzą” – opisywała tę strategię Joanna Mytkowska, dyrektorka warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Wedle tego przepisu działał Żmijewski wiele razy. Każąc rozebranym do naga Polakom bawić się w berka w dawnej komorze gazowej („Berek”, 1999 r.), głuchym niemieckim dzieciom śpiewać utwory Bacha („Lekcja śpiewu II”, 2003 r.), a leciwym Żydówkom z Izraela („Nasz śpiewnik”, 2003 r.) – odświeżać w pamięci dawno zapomniane polskie piosenki. W „Onych” (2007 r.) z kolei konfrontował (i skonfliktował) ze sobą cztery grupy aktywistów: działaczki kościelne, Młodzież Wszechpolską, młode polskie Żydówki i członków organizacji lewicowej. Wszystko to uważnie filmował, a następnie pokazywał, budząc gorące – choć zazwyczaj środowiskowe – dyskusje.

Jednak najwięcej kontrowersji wywołał film „80064” (2004 r.), w którym artysta nakłonił byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu do odnowienia tatuażu z obozowym numerem. Dla wielu okazało się to niedopuszczalną, z etycznego punktu widzenia, manipulacją. Praca postawiła w pełnym świetle pytanie o granice wolności w działalności twórczej.

Potrzeba uprawiania sztuki o politycznych i społecznych ambicjach sprawiła, że w ostatnich latach zrobił Żmijewski kilka dzieł koncentrujących się wokół problemów ideologicznych. W „Wybranych pracach” (2007 r.) stworzył cykl portretów prostych ludzi z klasy robotniczej w Polsce, zaś w „Robotnicach i robotnikach” (2009 r.) – polskich emigrantów w Anglii. W „Demokracjach” (2009 r.) zderzył ze sobą różne formy publicznej manifestacji poglądów politycznych (głównie demonstracje uliczne), m.in. w Izraelu, Polsce, Austrii, Irlandii Północnej i na Zachodnim Brzegu. I wreszcie, w najgłośniejszej pracy ostatnich lat – filmie „Katastrofa” próbował maksymalnie obiektywnie i bez emocji udokumentować to, co działo się w Polsce po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Za kilka miesięcy zaczyna się Biennale, a tymczasem los zgotował Żmijewskiemu dość zaskakujące wprowadzenie do berlińskiej imprezy. Otóż wspomniana już praca „Berek” została wycofana z głośnej wystawy „Obok” dokumentującej tysiąc lat historii stosunków polsko-niemieckich. Podobno na wniosek prominentnego działacza miejscowej gminy żydowskiej i „ze względu na szacunek dla ofiar obozów koncentracyjnych”. Prasa niemiecka bardzo szeroko komentowała to wydarzenie, raz stając w obronie artysty, to znów solidaryzując się z decyzją dyrektora muzeum. Wydaje się, że w 2012 r. Żmijewski dostarczy mediom niejednej okazji do zadumy nie tylko nad współczesną sztuką, ale i nad tym, jak urządzony jest dzisiejszy świat.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną