Monopole w przemyśle muzycznym

Gra w monopole
O rynku muzycznym pisywało się ostatnio, że uwolnił się spod władzy wielkich koncernów. Tymczasem dopiero teraz grozi mu starcie z nowymi potężnymi monopolistami.
Rynek koncertowy pozostaje kwitnącym interesem.
Nicholas Monu/Getty Images/Flash Press Media

Rynek koncertowy pozostaje kwitnącym interesem.

Pod koniec 2011 r. pod hasłem „Nie karm książkowego potwora” po raz pierwszy tak tłumnie protestowano przeciwko działaniom największego polskiego dystrybutora książek, a przy okazji również płyt. Polityka Empiku wobec wydawców wzbudza ich sprzeciw, a próba przejęcia przez tę firmę gigantycznego sklepu internetowego Merlin.pl spotkała się dodatkowo z odporem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ale to tylko drobny lokalny sygnał tego, co dzieje się w różnych sektorach sprzedaży dóbr kultury na całym świecie.

Świat muzyczny w 2012 r. będzie żył ogłoszoną w listopadzie sprzedażą jednego z czterech wielkich koncernów płytowych (i najbardziej europejskiego spośród nich) firmy EMI innemu gigantowi – Universalowi. Tłumacząc na język dostępny zwykłym konsumentom: wydawca The Beatles, Pink Floyd i Bajmu (wśród wielu innych) został kupiony przez wydawcę U2, Metalliki i Dody.

Ten drugi uzyska w wyniku przejęcia pozycję dominującą na większości rynków: ok. 40 proc. sprzedaży w skali globalnej, w Polsce – grubo ponad połowę. Chodzi o to, że na tę transakcję w poszczególnych krajach i regionach będą się musiały zgodzić urzędy antymonopolowe. Najbardziej oczekiwane są oczywiście opinie z USA i Unii Europejskiej, a ewentualna zgoda na sprzedaż oznacza bardzo niebezpieczne zmiany – i dla klientów (mniejsza konkurencja), i dla artystów (trudniejsze warunki), i dla pracowników obu firm (zwolnienia).

Wartość rynku wydawnictw muzycznych na świecie spada od kilku lat, więc można patrzeć na konsolidację jako efekt tej słabości. Tylko co w takim razie powiedzieć na temat rynku koncertowego, który pozostaje kwitnącym interesem? W końcu tu mamy do czynienia z monopolistą jeszcze bardziej oczywistym.

Live Nation żyje z biletów, gadżetów i koncertowych umów na wyłączność z artystami (m.in. U2, Madonna, Jay-Z), a w USA także z niektórymi salami koncertowymi. Dodatkowo przejął potężną sieć sprzedaży biletów Ticketmaster. Działania Live Nation widzimy także w Polsce – firmuje największe występy na stadionach i w halach sportowych, na które bilety kosztują kilkaset złotych. Oczywiście trudno się spodziewać, by promotor nie próbował dyktować cen, skoro nikt inny nie sprowadzi do nas U2 czy Madonny. Tę drugą zresztą najprawdopodobniej firma sprowadzi do Polski na koncerty przy okazji nowej trasy w 2012 r. (spekuluje się na temat daty 7 lipca, tuż po Euro 2012). Na pewno wystąpią inni artyści prowadzeni przez Live Nation – Red Hot Chili Peppers (lipiec, bilety: 209–748 zł) i Coldplay (wrzesień).

Połączenie Live Nation z Ticketmasterem spotkało się dwa lata temu z protestami ze strony antymonopolowych organizacji w USA i Wielkiej Brytanii. Polityce tych firm przeciwstawiają się artyści („W Ameryce koncertowa publiczność dwukrotnie przepłaca za bilety” – zauważała brytyjska wokalistka Imogen Heap), którym Live Nation – szczególnie w Ameryce – może dyktować warunki, windując ceny biletów przy niezmienionej gaży. W latach 90. skargi amerykańskiej grupy Pearl Jam na nieproporcjonalne marże przy sprzedaży wejściówek na koncerty doprowadziły do śledztwa przeciwko firmie Ticketmaster na poziomie federalnym.

Najmniej hałasu wywołała dotąd inna ciekawa sprawa – umowa między Facebookiem a błyskawicznie rosnącym szwedzkim serwisem Spotify, który sprzedaje wolny dostęp do milionów utworów poprzez komputer lub komórkę i utrzymuje, że to model biznesowy, który w przyszłości zdominuje rynek.

Już teraz nowi użytkownicy Spotify (dotąd zebrało się ponad 50 mln klientów w krajach, gdzie jest dostępny) będą musieli logować się do serwisu za pośrednictwem swojego konta na Facebooku – co oznacza wymóg jego posiadania. To, co szef Spotify Daniel Ek uważa za próbę ożywienia przemysłu muzycznego, może się bardzo szybko okazać wprowadzeniem go na tory kolejnego monopolu – nie dziś, ale na przykład wtedy gdy mający ponad 800 mln użytkowników Facebook zapragnie szybko rosnącą szwedzką firmę kupić i samodzielnie rządzić jako dostawca muzyki w streamingu. Firma Marka Zuckerberga od dawna szuka przecież sposobu na jak najlepsze wykorzystanie muzycznych treści w serwisie.

Najczarniejszy scenariusz może się jednak zrealizować wtedy, gdy ktoś wpadnie na pomysł połączenia w jednych rękach koncernu fonograficznego, promotora koncertowego i dystrybucji internetowej, a tak powstały moloch podpisze dodatkowo umowy z największym serwisem społecznościowym świata. Wtedy próba skrzyknięcia antymonopolowej grupy protestantów na Facebooku będzie wyglądała co najwyżej na głupi żart.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną