Kultura

Jak opisać współczesnego Polaka? Paradoksem

Coraz trudniej nasze postawy i zachowania domknąć w jednoznacznych i wyrazistych określeniach, a na takie jest, zwłaszcza w mediach, zapotrzebowanie. Coraz trudniej nasze postawy i zachowania domknąć w jednoznacznych i wyrazistych określeniach, a na takie jest, zwłaszcza w mediach, zapotrzebowanie. Mirosław Gryń / Polityka
Oksymoron to figura retoryczna, polegająca na zestawieniu wyrazów przeciwstawnych, które – jak by powiedział poeta – dziwią się, że znalazły się w sąsiedztwie. Kto wie, może właśnie ta odmiana paradoksu okaże się przydatna do opisu współczesnego Polaka?
Nadal kultywujemy przyjęte kiedyś na wiarę przekonanie o wyjątkowości, oparte na intuicyjnym przeświadczeniu, że cierpieliśmy bardziej niż inni.Mirosław Gryń/Polityka Nadal kultywujemy przyjęte kiedyś na wiarę przekonanie o wyjątkowości, oparte na intuicyjnym przeświadczeniu, że cierpieliśmy bardziej niż inni.
O naszym praktykowanym patriotyzmie więcej niż ankiety socjologiczne mówią zachowania podczas świąt narodowych, które stały się po prostu dniami wolnymi.Mirosław Gryń/Polityka O naszym praktykowanym patriotyzmie więcej niż ankiety socjologiczne mówią zachowania podczas świąt narodowych, które stały się po prostu dniami wolnymi.

Sierpień to dla Polaków bezpieczna pora. Od rocznicy powstania warszawskiego do rocznicy podpisania porozumień gdańskich, a w samym środku miesiąca jeszcze przypomnienie cudu nad Wisłą. Trzy do zera dla nas w zmaganiach z historią, choć ten pierwszy punkt przyznajemy sobie bardziej za postawę i ofiarę niż za końcowy rezultat. Tak czy inaczej, w żadnym innym miesiącu nie usłyszymy tylu pięknych słów o naszym bohaterstwie, umiłowaniu wolności i patriotyzmie. Miło posłuchać. Tylko co ten wyidealizowany portret Polaka bohatera ma wspólnego z dzisiejszym mieszkańcem III RP? Czy naprawdę mamy powody, by niezmiennie czuć się spadkobiercami, kontynuatorami, późnymi wnukami, którzy przejęli w wianie ten sam kanon wartości?

Wątpliwość nie dotyczy jednak tylko postaw patriotycznych, które w czasach błogiego pokoju trudno zweryfikować, ale w ogóle współczesnego „Polaków portretu własnego”, w którym wszyscy i każdy z osobna mógłby się rozpoznać. Dwadzieścia parę lat nowej Polski minęło, a my wciąż mamy poważne kłopoty z samooceną. Wcześniej wszystko było jakoś określone i ponazywane, i ów opis mniej więcej wydawał się adekwatny do rzeczywistości. Teraz w obiegu publicznym wciąż mamy mnóstwo przymiotników oceniających, które znaczą już co innego niż dawniej albo nie znaczą już zgoła nic. Może też z tego powodu nasze dyskusje na poważne tematy wypadają tak żenująco? Nic dziwnego zatem, że nie potrafią się dogadać nasze partie prawicowe, wcale nie tak bardzo różniące się od lewicowych, z lewicowymi, które nie we wszystkim różnią się od prawicowych. To też nasza specyfika.

Paradoksalnie pewną rację mogą mieć obie strony sporu o kanon polskości, gdyż – jak się okazuje – coraz trudniej dzisiaj nasze postawy i zachowania domknąć w jednoznacznych, mocnych i wyrazistych określeniach, a na takie jest właśnie, zwłaszcza w mediach, zapotrzebowanie. Tymczasem nic, co dotyczy w ogólności nas samych, nie jest tak oczywiste, jak się może wydawać. Oto kilka paradoksów ilustrujących skalę trudności.

Patrioci nielubiący ojczyzny

Współczesny rodak jest szalenie dumny ze swej ojczyzny, której właściwie nie lubi. Może jeszcze jako symbol, pewien rodzaj abstrakcji, ostatecznie jako reprezentację piłkarską, ale z całą resztą już tak pięknie nie jest. Najbardziej zaś Polak nie lubi drugiego Polaka, czemu daje wyraz w kontaktach osobistych na co dzień. Nawet rodacy rzuceni na emigrację potrafią sobie dokuczyć, w każdym razie są nacje, które w podobnych okolicznościach zachowują się rozsądniej i bardziej solidarnie. W ogóle Polak za granicą to jest temat na odrębne studium: zacząć by można choćby od opisów turnusów wycieczkowych, których swojscy uczestnicy próbują udawać wobec tubylców prawdziwych Europejczyków, posługując się kalekim angielskim. Po prostu demonstrują swoją przewagę wobec miejscowych. Z kolei nasze aktorki, które za granicą grają zazwyczaj Rosjanki, po powrocie do kraju udają, że zapomniały polskiego. Bo sukces ciągle kojarzy się u nas z karierą tam, a co tu – to mniej warte.

Przez dziesięciolecia byliśmy przekonani, że jesteśmy narodem rozmiłowanym w historii, znamy historię i myślimy historycznie jak żaden inny naród. Co się dzisiaj raczej nie potwierdza. Może zdalibyśmy egzamin na słabą trójczynę, ale o byciu prymusem w klasie „nauczycielki życia” nie ma mowy. I nie tylko politycy niewiedzący, co się wydarzyło w 1989 r., dostarczają na to dowodów. (Już nie mówiąc o zatrważającej ignorancji historycznej młodych pokoleń). Nadal kultywujemy zwietrzałe, przyjęte kiedyś na wiarę, mity i przekonanie o wyjątkowości, oparte na intuicyjnym przeświadczeniu, że cierpieliśmy bardziej niż inni, nigdy nie byliśmy agresorami, no i walczyliśmy dzielnie za wolność waszą i naszą. Zazwyczaj odnosząc zwycięskie porażki (to też polski oksymoron). Kazimierzowi Kutzowi znowu się oberwie, ponieważ on – praktyczny Ślązak – nie widzi powodu, by następny rok ogłaszać Rokiem Powstania Styczniowego, oczywiście przegranego z kretesem. Gdyby znajomość historii powszechnej była lepsza, wiedzielibyśmy, że prawie wszystkie narody mają powody uważać, iż ich dzieje są zgoła wyjątkowe i też mogłyby lamentować, że historia obeszła się z nimi okrutnie.

O naszym praktykowanym patriotyzmie więcej niż ankiety socjologiczne mówią zachowania podczas świąt narodowych, które stały się po prostu dniami wolnymi. Zatem grillem czcimy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja czy bitwy o Warszawę w 1920 r. Tylko z 11 listopada jest pewien kłopot, ponieważ to późnojesienna, deszczowa pora.

Rodak nielubiący swego kraju ma dzisiaj szansę wyjechać za granicę, co często praktykuje, też jednak narażając się na dyskomfort. Ponieważ w masie jesteśmy Europejczykami, ale takimi bardziej antyeuropejskimi. Wciąż z pretensjami, że za mało nam dają, że innych traktują lepiej, a nam przecież należy się więcej, oczywiście za niegdysiejsze zasługi.

Niewierzący wierzący

Następny niepodważalny pewnik: Polak to katolik. Semper fidelis. Czy istotnie semper i w ścisłym znaczeniu fidelis? Owszem, statystyki ciągle robią wrażenie. Pomijając drobne 5 czy 8 proc. ateistów, cała reszta to rzymscy katolicy od chwili ochrzczenia. Z czego doskonale zdają sobie sprawę kolejne rządy, z lewicowymi włącznie, których prominentni przedstawiciele biorą udział w uroczystościach religijnych i z pamięci cytują myśli Jana Pawła II. Polski papież stanął na dziesiątkach pomników i z góry patrzy na to, co się dzieje na ziemi, którą miał odmienić Duch Święty. I odmienił, ale czy nasz Ojciec Święty byłby dzisiaj usatysfakcjonowany?

Nie trzeba badań naukowych, by stwierdzić, że religijność Polaków jest w impasie, czego nie zmienia frekwencja w kościołach, zwłaszcza dwa razy do roku, z okazji pasterki i wielkanocnej mszy rezurekcyjnej. Przybywa niewierzących wierzących, którzy kultywują rytuał, w istocie zaś od dawna odeszli od podstawowych kanonów wiary. Wierzą, ale na swoich warunkach, wybiórczo, odrzucając prawdy wymagające duchowej głębi, ale też zwyczajnie utrudniające życie. Nawet nakaz postu, tego najważniejszego, w Środę Popielcową i Wielki Piątek, nie przez wszystkich uznających się za katolików jest przestrzegany. Lokale rozrywkowe nie zamykają się w te dni i nawet nikt się nie oburza. O znajomość Biblii i pism ojców Kościoła lepiej nie pytać.

Do wartości chrześcijańskich lubią odwoływać się politycy, czego skutków w życiu publicznym nie widać. Daje też do myślenia fakt, że to właśnie PSL, partia chłopska i najbardziej katolicka, jest najbardziej pazerna.

Z figurą Polaka katolika wiąże się ściśle wyobrażenie naszej świętej rodziny, która jest najważniejsza, o czym zwykli przypominać politycy podczas kampanii wyborczych. Ale życie pokazuje, że ta święta wcale taka święta nie jest. O przemocy w rodzinie mówi się głośno dopiero od niedawna, co nie znaczy, że wcześniej nie występowała. Rośnie liczba rozwodów, nierzadko tuż po pięknych i wzruszających ślubach kościelnych. Co piąte dziecko rodzi się w związku pozamałżeńskim. Ostatnie doniesienia o patologicznych, tragicznych wydarzeniach w rodzinach dopełniają obrazu.

Nazbyt łatwo, jak na kraj katolicki, oswoiliśmy się z niektórymi przemianami obyczaju. Czy jeszcze kogoś dziwią prostytutki stojące na poboczu dróg? Albo mnogość zwyczajnych burdeli, ukrywających się pod ładniej brzmiącą nazwą agencja towarzyska. Cały ten na półlegalny biznes nie istniałby przecież, gdyby nie było zapotrzebowania. Kogo obsługuje? Jak się okazuje, świątobliwość jest do pogodzenia z rozpustą. Też prawie oksymoron.

Inteligenci bez inteligenckiego etosu

Z czasów minionego systemu przetrwało przekonanie, że jesteśmy najbardziej kulturalnym narodem w całym byłym obozie. Nad podziw dowcipnym i błyskotliwym (słynne polskie kawały), zatem z wyższością spoglądającym na inne nacje, które mogą nam naszej wspaniałości zazdrościć. Zapewniał nam te przewagi dziedziczony etos inteligencki, wywodzący się wprost z XIX-wiecznej pozytywistycznej tradycji, następnie z „rodowodów niepokornych”, ale też z powojennej pracy edukacyjnej u podstaw.

Etos polskiego inteligenta zawierał w sobie postawy prospołeczne, przede wszystkim zaś poczucie odpowiedzialności za słabszych, pokrzywdzonych przez los. W etosie inteligenckim mieściły się też takie cnoty główne, jak powściągliwość, skromność, niewywyższanie się ponad innych. Słowem, polski inteligent z sympatią mógł spoglądać na swe odbicie w lustrze podczas porannej toalety.

Dzisiejszy inteligent, którego słuszniej byłoby nazywać przedstawicielem klasy średniej, z tamtym etosem ma już niewiele wspólnego. Zacznijmy od wzorca człowieka kulturalnego, który na naszych oczach ulega destrukcji. Już chyba pora, by zacząć mówić – znowu jakby oksymoron – o kulturalnych prostakach czy jeszcze brutalniej: chamach.

Znaleźliśmy się w paradoksalnej sytuacji, kiedy człowiekiem kulturalnym może się mienić ktoś, kto nie był od lat w teatrze, nie przeczytał ostatnio żadnej książki, o takich ekstrawagancjach jak koncert w filharmonii czy wystawa w galerii nie mówiąc. Jak wyglądałby rynek książki, ale też czasopism, gdyby czytali studenci, których jest około 2 mln? Nawet gdyby co dziesiąty czytał.

Jesteśmy w Europie, ale czy potrafimy korzystać z jej oferty kulturalnej? Nawet przewodnicy wycieczek się żalą, że jak w programie jest wizyta w muzeum, to od razu pojawia się pytanie, czy nie lepiej byłoby się udać na zakupy. Niemal w każdym domu jest dostęp do zachodnich stacji telewizyjnych, a z jakiej oferty korzystają użytkownicy? To samo zresztą dotyczy Internetu.

Polski inteligent rzekomo ma we krwi egalitaryzm, ale znowu można by zbudować paradoks, że w istocie stajemy się coraz bardziej elitarnymi egalitarystami. Wzbogaceni inteligenci chętnie się odgradzają od reszty, nie tylko murami strzeżonych osiedli. Także w prywatnych, niedostępnych dla ogółu szkołach, a nawet już w elitarnych przedszkolach. Nie zasługuje dziś na napiętnowanie pogarda, wyrażana w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, wobec tzw. ludu, czyli grup, które nie stały się beneficjantami wprowadzonego w 1989 r. ustroju. Owszem, akcje charytatywne są dobrze widziane, ale najlepiej raz w roku, kiedy wszyscy oddają się pod komendę Jurka Owsiaka namawiającego do ofiarności w obecności kamer. Potem reakcje na apele o wsparcie są znacznie bardziej umiarkowane, oględnie mówiąc.

Przyznajmy jednak, że inteligent bez inteligenckiego etosu całkiem dobrze sobie w nowej rzeczywistości radzi, można nawet zaryzykować tezę, że ów brak pomaga mu w sytuacjach konfliktowych. Nie hamletyzuje, nie dzieli włosa na czworo, nie dokucza mu jakoś szczególnie moralny niepokój. Nie ma najmniejszych złudzeń, że sprawuje rząd dusz; nikt też od niego nie oczekuje, aby cierpiał i myślał za miliony. Po prostu podejmuje wyzwania, nie daje się konkurencji, umie korzystać z nadarzających się okazji, potrafi wokół siebie zbudować kokon, w środku którego czuje się pewnie, wygodnie i bezpiecznie. Tylko kim jest naprawdę?

Szczęśliwi Malkontenci

Tylko niektórym politykom wydawać się może, że rodakom wystarcza ciepła woda w kranach. Jest wręcz przeciwnie, nawet prywatne spa to też czasami za mało. Malkontenctwo jest naszą wrodzoną cechą i w nowych czasach na co dzień niewiele się zmieniło. Co jednak ciekawe, na pytania ankieterów o poczucie szczęścia osobistego pada więcej odpowiedzi pozytywnych. Czyli przed sobą samym lubimy się niezmiennie poużalać, poskarżyć na zły los, natomiast kiedy okoliczności skłaniają do głębszej refleksji, umiemy patrzeć bardziej optymistycznie.

Trochę podobnie postrzegamy swe położenie jako obywatele III RP. Już chyba trochę dosyć mamy powtarzania, że w dziejach przypadła Polakom rola ofiar (co miałoby się potwierdzić 10 kwietnia 2010 r.), że żarna historii przemieliły nas tak, że w czasach normalnych nie potrafimy się podnieść i pozbierać. Jest przecież zupełnie inaczej, a do głosu coraz częściej dochodzi niepozbawione głębszego sensu przekonanie, że mimo wszystko nam się udało. Jak głosił slogan reklamowy w 1989 r., jesteśmy wreszcie we własnym domu, wcale nie tak źle położonym i umeblowanym, z nie najgorszymi widokami. Wprawdzie wciąż lubimy sobie ponarzekać na całe zło tego świata, ale w gruncie rzeczy jesteśmy coraz bardziej zadowolonymi ze swego położenia malkontentami.

Co się przenosi na pokolenia wstępujące. Jeżeli przekazujemy potomkom gen romantyzmu, to już na pewno coraz bardziej zmutowany, dopuszczający do głosu rozsądek i chłodne liczenie się z realiami. Polak romantyczny realista czy też rozsądny romantyk to chyba jest ten właśnie oksymoron, z którym byłoby nam najbardziej do twarzy. Więc niewykluczone, że w przyszłości będzie można o rodaku powiedzieć: oto prawdziwy Polak, zupełnie jak nie-Polak.

Polityka 32-33.2012 (2870) z dnia 08.08.2012; Kultura; s. 94
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną