Wybitny brytyjski fotograf D. Bailey o kobietach i sztuce

Aparat do uwodzenia
Rozmowa z Davidem Baileyem, jednym z najsłynniejszych brytyjskich fotografów, o karierze przystojnego nieuka, który uchwycił w kadrze kawał historii kultury.
David Royston Bailey (ur. 1938 r.) – brytyjski fotograf, który uwiecznił na zdjęciach swingujący Londyn z lat 60., kulturę pop i środowisko hipisowskie z lat 70.
Peter Laurie / Associated Newspa/EAST NEWS

David Royston Bailey (ur. 1938 r.) – brytyjski fotograf, który uwiecznił na zdjęciach swingujący Londyn z lat 60., kulturę pop i środowisko hipisowskie z lat 70.

Marianne Faithfull, 1964 r.
David Bailey/Materiały prywatne

Marianne Faithfull, 1964 r.

The Rolling Stones, 1968 r.
David Bailey/Materiały prywatne

The Rolling Stones, 1968 r.

Modelka Kate Moss, 2009 r.
David Bailey/Materiały prywatne

Modelka Kate Moss, 2009 r.

Kamilla Staszak: – Chyba powinniśmy zacząć od legendy Londynu lat 60.
David Bailey: – Dziś wszyscy o tym mówią, jakby Londyn z tamtych czasów był nie wiadomo czym. A to była zaledwie garstka ludzi. Może 300 osób. Może 500. Nie więcej.

Wpłynęli na cały świat!
To, co wymyślili, szybko stało się maszynką do robienia pieniędzy, a Londyn – rodzajem parku rozrywki. Przyjeżdżało się tu popatrzeć na dziwadła z tamtego okresu, który zresztą chyba nigdy się nie skończył. Ludzie zawsze tęsknią za czasami, które minęły, gdyż wydaje im się, że były bardziej interesujące niż teraźniejszość. Najbardziej interesujące w latach 60. było to, że po raz pierwszy w historii Wielkiej Brytanii ludzie z klasy robotniczej dostali głos i mogli zmieniać kulturę, co wcześniej nie było możliwe.

Dlaczego?
Jak nie miało się odpowiedniego brytyjskiego akcentu z klasy wyższej, nie można było nawet marzyć o dostaniu się do pewnych zawodów. Z moim cockneyem, akcentem z nizin, mógłbym wcześniej naprawiać aparaty fotograficzne, ale nie zajmować się fotografowaniem mody.

W jaki więc sposób udało się panu podbić snobistyczny światek mody?
Byłem przystojniakiem i potrafiłem uwodzić.

Podrywał pan redaktorki „Vogue’a”, żeby zdobyć zlecenia na zdjęcia?
To one mnie kokietowały. Oczywiście uroda pomogła nie tylko mnie. Myśli pani, że Audrey Hepburn zrobiłaby karierę, gdyby wyglądała jak buldog?

Pan jest najsłynniejszym człowiekiem, który tamte czasy uwiecznił na zdjęciach.
Sława mija. Czy ktoś pamięta wybitnego fotografa z epoki wiktoriańskiej?

Christopher Booker, który w latach 60. założył magazyn „Private Eye”, twierdzi, że całe towarzystwo swingującego Londynu było zamknięte w egocentrycznej bańce, a jeśli patrzyło się na was z boku, przerażała wasza płytkość.
Kolejny wyedukowany dupek, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy rozpowszechniając przeintelektualizowane teorie. Idiota.

Pana styl życia był wówczas dość szalony. Dużo pan wówczas imprezował?
Sporo. Kiedy jest się młodym, trzeba robić zwariowane rzeczy. Za dużo pić, uprawiać seks z pięknymi dziewczynami i pozwalać sobie na inne głupoty, których potem nie zrobimy, bo będziemy się za bardzo zastanawiać nad konsekwencjami.

I każda ładna modelka była pana kochanką?
Niektóre.

Ale ożenił się pan z aktorką Catherine Deneuve…
Była przede wszystkim przepiękną kobietą otoczoną aurą tajemniczości. Poznałem ją dzięki Romanowi Polańskiemu, który właśnie nakręcił z nią „Wstręt” i przekonywał, że się w niej zakocham. Mówiłem mu, że nie lubię niskich kobiet, ale on nie odpuszczał. I miał rację. Zrobiłem jej sesję do „Playboya” w ramach promocji filmu i to chyba jedyny raz w życiu, kiedy na zdjęciach pokazała piersi. Ja zeswatałem Romana z Sharon [Tate, późniejszą żoną Polańskiego – przyp. red.]. A sam zakochałem się w Catherine na zabój i dwa miesiące później byliśmy już po ślubie.

I stworzyliście najgorętszą parę tamtych czasów, za którą uganiały się tłumy paparazzi…
Nigdy nie widziałem tylu, co na naszym ślubie. Panna młoda ubrana na czarno w czasie ceremonii paliła papierosa za papierosem i co chwilę chciała, abym tłumaczył, co się do niej mówi, bo nie za bardzo rozumiała po angielsku. Sam wystroiłem się na tę specjalną okazję w dżinsy… Tworzyliśmy dość oryginalną parę. I mieliśmy gdzieś obowiązujące mieszczańskie konwenanse.

Film „Powiększenie” w reżyserii Michelangelo Antonioniego z 1966 r., który otrzymał Złotą Palmę w Cannes, opowiadający o życiu i swobodnych obyczajach seksualnych fotografa mody, powstał podobno w oparciu o pana prawdziwe życie?
Pomysł na film pochodził od producenta Carlo Pontiego. Myślałem, że chce, abym go reżyserował. Ale on chciał, żebym w nim zagrał. Oczywiście nie zgodziłem się. Po premierze byłem zdumiony, skąd wzięli tak wiele prawdziwych szczegółów z mojego życia. Dopiero po jakichś 10 latach wyszło na jaw, że mój kolega, pracujący jako dziennikarz, był współautorem scenariusza. Sam się przyznał.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną