Męska golizna w sztuce

Akty odwagi
Z wizerunkiem nagiej kobiety sztuka oswajała nas regularnie i od stuleci. Co innego rozebrany mężczyzna. Wystawa w wiedeńskim Leopold Museum pokazuje prace artystów zmagających się z tym tematem – przez ostatnie 200 lat.
Pierre&Gilles „Niech żyje Francja!”, 2006 r.
Kolekcja Prywatna/Galerie Jerome de Noirmont

Pierre&Gilles „Niech żyje Francja!”, 2006 r.

Edvard Munch „Kąpiący się mężczyźni”, 1915 r.
Fundacja Beyeler

Edvard Munch „Kąpiący się mężczyźni”, 1915 r.

Jedna z fotografii tworzących instalację autorstwa Ilse Haider
Galerie Steinek Wien

Jedna z fotografii tworzących instalację autorstwa Ilse Haider

Andy Warhol „Querelle”, 1982 r.
Fundacja Andy Warhola/Visual Arts Inc./VBK Wien

Andy Warhol „Querelle”, 1982 r.

Dlaczego tylko 200 lat? Wszak męska anatomia nie miała tajemnic już dla twórców starożytnych, a mnogość zachowanych rzeźb czy wizerunków na naczyniach dowodzi, że był to jeden z najbardziej banalnych motywów owych czasów. Mało tego, artyści obnażali wówczas tylko mężczyzn, kobiety pozostawiając szczelnie zakryte. Toteż na wystawie – tytułem wprowadzenia – znalazły się wybrane przykłady sztuki z bardzo odległych czasów, na przykład greckich amfor z VI w. p.n.e. czy rzymskich marmurowych przedstawień z I w. po Chrystusie, a nawet postaci z Egiptu sprzed ponad 4 tys. lat.

Wraz z upowszechnianiem się chrześcijaństwa męskie ciało coraz bardziej cenzurowano. Skutecznie i na wiele stuleci. Wyjątek (nagi tors, lecz nigdy przyrodzenie) czyniono praktycznie tylko w dwóch wypadkach: pokazania cierpienia i ran Chrystusa oraz męczeństwa św. Sebastiana. Ponowne próby zrzucania z mężczyzn odzienia artyści podjęli dopiero w epoce Odrodzenia. Głównie zresztą pod pretekstem ukazywania mitologicznych lub biblijnych wątków. Dzięki temu po dziś dzień możemy zachwycać się „Dawidem” Michała Anioła i Donatella czy pracami Giambologny, Sansovino, Celliniego. Podziwiamy też nagi autoportret Albrechta Dürera, choć nie wydaje się, by tworzony był on z myślą o publicznej prezentacji.

Przez kolejne stulecia pozbawieni odzienia mężczyźni raczej z rzadka i nieśmiało przemykali przez płótna mistrzów i wdrapywali się na cokoły rzeźbiarzy. Dopiero ideały Oświecenia ponownie ośmieliły artystów. Ale nadal byli oni ostrożni, przedstawiając temat głównie pod postacią akademickich aktów malowanych pod hasłem „piękne ciało”. Obnażenie nie służyło żadnej idei poza cyzelowaniem warsztatu i zgłębianiem tajników układu mięśni, wygiętej dłoni, pochylonej głowy. W szkołach artystycznych kształcili się mężczyźni i było to oczywiste (moralność), że pozowali im także mężczyźni. Zachowało się – i na wystawie je pokazano – sporo obrazów przedstawiających ów uczelniany rytuał. XIX-wieczny akademizm pełen jest męskiej nagości heroicznej, w którą dumnie przyoblekano na przykład bohaterów opowieści z zamierzchłej przeszłości.

Jednak właśnie ów pompatyczny XIX w. przyniósł pierwsze poważniejsze zmiany w relacjach artysta–nagi model. Głównie za sprawą wynalezienia fotografii, która sprawiła, że uciążliwe malarskie czy rzeźbiarskie studia z natury i tej natury wierne upamiętnianie straciły sens. Opatrzyły się też wątki historyczne, bo ileż razy można oglądać prężne ciało Heraklesa, muskulaturę germańskich herosów czy chłopięce kształty Dawida? Nowe otwarcie stało się możliwe dzięki modernizmowi. Na wystawie wyróżniono kilka charakterystycznych wątków w pokazywaniu męskiej golizny, które pojawiły się gdzieś u schyłku XIX w. lub w pierwszych dziesięcioleciach wieku XX.

Przede wszystkim coraz częstsza artystyczna eksploracja własnego ciała, czyli nagie autoportrety. W Wiedniu zaprezentowano ów motyw na przykładzie trzech austriackich malarzy działających na przełomie stuleci: Richarda Gerstla, Egona Schielego i Antona Koliga. W ich pracach nie ma już – jeszcze niedawno wszechobecnego – samozachwytu, pielęgnacji estetycznych doznań i kreowania pozytywnego wizerunku, jest raczej chęć przekazania poprzez nagość fizyczną prawdy o obnażonej w ten sposób duszy.

Cywilizacyjna emancypacja sprawiła, że nagi mężczyzna mógł się wreszcie pojawić na płótnie w poniekąd naturalnym kontekście, czyli nagiej kobiety. Przytuleni, całujący się czy choćby siedzący koło siebie znaleźli się na wystawie reprezentowani pracami takich mistrzów, jak Edvard Munch, Gustav Klimt, Alfred Kubin, Ferdinand Holder czy wspomniany już Egon Schiele. Ale inne wątki nadal uważano za tematy delikatne. Na przykład motyw kąpiących się zbiorowo i w plenerze nagich mężczyzn. I choć z początku XX w. pochodzą liczne fotografie dowodzące, że była to praktyka powszechna, malarze z końca XIX w. woleli ów temat podejmować w lżejszej wersji: wspólnych kąpieli nagich chłopców, najczęściej w entourage’u południowych Włoch (Giacometti, Tuke, von Hofmann). Ale już dekadę później Cezanne czy Munch przełamali i to tabu, uwieczniając grupowe ablucje dojrzałych mężczyzn.

Na wystawie znalazły się także przykłady wykorzystywania przez artystów w pierwszej połowie XX w. męskich aktów w dość nieoczekiwanych kontekstach. Z jednej strony wiązano je na przykład z tradycyjnymi wątkami chrześcijańskimi.

Znów pojawiły się piety (Albin Egger-Lienz) czy motyw św. Sebastiana, choć już nie w historycznym kostiumie, za to z odwołaniem się do współczesności i jej problemów. Z drugiej strony, nagie torsy zaanektowała sztuka narodowego socjalizmu. Dumnie, chmurnie, pompatycznie. Rzeźby nagich mężczyzn miały wyrażać niemalże nadludzką potęgę germańskiej rasy. Dumnych i goluteńkich synów narodu całymi seriami rzeźbili przede wszystkim Arno Breker i Joseph Thorak.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną