Kultura

Pasażyzm

Sztuka XX w. - zaskakująca wystawa w Łodzi

Andy Warhol, „Marilyn Monroe”, 1964 r. Andy Warhol, „Marilyn Monroe”, 1964 r. Muzeum Sztuki w Łodzi / materiały prasowe
Sztuka XX w. przypomina rozsypane klocki. Wielu już się głowiło, jak je poukładać, by stworzyć z nich zrozumiałą całość. Ostatnio z tym wyzwaniem zmierzono się w Muzeum ms2 w Łodzi. Z bardzo ciekawym rezultatem.
Pablo Picasso - „Głowa”.Muzeum Sztuki w Łodzi/materiały prasowe Pablo Picasso - „Głowa”.
Christo, „Puerta de Alcala zapakowana”, 1980 r.Fundacja Hermana i Margit Rupf/Kunstmuseum Bern/Muzeum Sztuki w Łodzi/materiały prasowe Christo, „Puerta de Alcala zapakowana”, 1980 r.
Marina Abramović, Uwalnianie głosu - „Freeing the Voice”.Muzeum Sztuki w Łodzi/materiały prasowe Marina Abramović, Uwalnianie głosu - „Freeing the Voice”.

Mniej więcej do połowy XIX w. opisywanie sztuki było jak kaszka z mleczkiem. Kolejne epoki i style następowały niespiesznie po sobie – jeden ustępował grzecznie miejsca kolejnemu. Dopiero XX w. wprowadził niezłe zamieszanie. Awangarda oznaczała przyzwolenie na wszystko, nic dziwnego, że każdy zaczął kombinować, wymyślać własną wizję sztuki.

Jak teraz uporządkować tę masę dorobku twórczego? Sposobów jest kilka. Najpopularniejszy to kanalizowanie tego zalewu dzieł w kierunki, prądy, szkoły. Przy takim podejściu pewne izmy mają zawsze zagwarantowane miejsce na liście: kubizm, ekspresjonizm, surrealizm, fowizm, dadaizm. Rzecz jasna, wyliczać można, w zależności od upodobań i wrażliwości autora, znacznie dłużej, dorzucając np. futuryzm i konstruktywizm, suprematyzm, neoplastycyzm, minimalizm, orfizm, łuczyzm, op-art, pop-art, action painting i wiele, wiele innych. W leksykonie Larousse’a „Style i kierunki w malarstwie” przy okazji XX w. omówiono ich ponad 50.

Pomysł drugi to skupić się nie tyle na treści, co na formie. A jest o czym pisać, bo do tradycyjnego zestawu malarstwo plus rzeźba plus grafika doszlusowała potężna grupa różnych sposobów artystycznego wypowiadania się: performance, happening, akcja, instalacja, obiekt, wideoart, sztuka ziemi, graffiti, kolaż i wiele innych. Ale pojawiają się też recepty proste, dzielące całą sztukę minionego i obecnego stulecia na wielkie – rzec by można – formacje. Najpopularniejsza z nich wrzuca wszystko do dwóch worków: figuratywności i abstrakcji. Są i tacy, którzy uważają, że najbardziej sensownie jest oddzielić od całej reszty modernizm, inni – że konceptualizm. Nie brakuje i koncepcji „spersonalizowanych”, np. głoszących, że w gruncie rzeczy wszystko, co powstało pomiędzy początkiem XX a XXI w., da się zredukować do dwóch tylko nazwisk: Pablo Picasso i Marcel Duchamp.

Dwa zbiory w jednym

Ale można też szukać w nowoczesnej i współczesnej sztuce pewnych tropów, charakterystycznych narracji, szczególnie ważnych motywów – jako tych, które najwięcej mówią o postawach, rozterkach i ambicjach samych twórców. I tą właśnie drogą powędrowali kuratorzy łódzkiej wystawy „Korespondencje”. Widać nie było to zadanie łatwe, skoro zajęło im niemal trzy lata. Na pocieszenie, mieli w czym wybierać. Oto bowiem do bogatych zbiorów własnych doproszono ponad sto prac z wyśmienitej kolekcji Hermana Rupfa. To pierwszy Szwajcar, który zdecydował się kolekcjonować sztukę współczesną, a że czynił to wytrwale od około 1919 r. i był człowiekiem zamożnym, jego zbiory są naprawdę imponujące.

Ekspozycję nazwano „Korespondencje”, chcąc w ten sposób wskazać na symboliczny dyskurs między obydwoma zbiorami. Ale znacznie ciekawszy od porównań kolekcjonerskich wyborów i poszukiwań podobieństw oraz różnic między tym, co my mamy w Łodzi, a co Szwajcarzy mają w Bernie, wydaje się klucz zastosowany przy ułożeniu owych udostępnionych widzom 400 dzieł sztuki. Otóż ułożono je w 12 tzw. pasaży, w których zignorowano style i chronologię, a skoncentrowano się na pewnych problemach i wątkach charakterystycznych dla sztuki XX i początków XXI w. Wyjątek stanowi pasaż „Stracony list”, najobszerniejszy i będący czymś w rodzaju bilansu otwarcia oraz efektownej wizytówki – zestawieniem najbardziej charakterystycznych dzieł z obu zbiorów, pokazaniem ich najważniejszych walorów. To przede wszystkim wielka parada legendarnych twórców awangardy, a sława goni tu sławę: Georges Braque, Wassily Kandinsky, Pablo Picasso, Jean Arp, Max Ernst, Kurt Schwitters, Paul Klee, Piet Mondrian, Katarzyna Kobro… Długo by wymieniać.

Pozostałe pasaże dość wyraźnie można podzielić na dwie grupy. W pierwszej mamy do czynienia z narracjami znanymi w sztuce od stuleci. Powód, by je wyróżnić, jest jednak uzasadniony: dopiero nowoczesność nadała im szczególną rangę i przydała zupełnie innego wyrazu. Tak jest z pasażem „Praca dowcipu”, gdzie poza tradycyjnym humorem pojawiają się – tak charakterystyczne dla dzisiejszej kultury masowej – ironia, pastisz, groteska, czasem nawet szyderstwo. Podobnie jak i z „Obietnicą śmierci”: dopiero ostatnie stulecie zmusiło twórców (choćby z racji ludobójstwa) do przewartościowania takich pojęć, jak przemijanie czy pamięć.

Także od wieków twórców intrygowały kwestie operowania światłem (de La Tour, Caravaggio), iluzji (trompe l’oeil), subiektywnego postrzegania rzeczywistości (impresjoniści). Ale dopiero kubizm zupełnie rozbił widzialną rzeczywistość, poszatkował ją na kawałki, a inni poszli jego śladem. Powolne i logiczne przechodzenie Pieta Mondriana od realistycznego wizerunku drzewa ku pełnej abstrakcji geometrycznej to jedna z najbardziej fascynujących w XX w. ewolucji artystycznego postrzegania świata.

Artysta przygląda się sobie

Ową XX-wieczną intensyfikację emocji, ekstremalność rozwiązań formalnych i przekraczanie dotychczasowych granic najlepiej chyba widać przy pasażu „Odbicia Narcyza”. To pytanie o to, jaką rolę i miejsce przypisuje w procesie twórczym artysta samemu sobie. Przez wiele stuleci ta autorska obecność ujawniała się łagodnie w formie malowanych czy rzeźbionych autoportretów. W XX w. twórcy nie tylko zaczęli się sobie przyglądać dużo uważniej (świetne przykłady na wystawie z dorobku Witkacego, Mirosława Bałki czy Josepha Beuysa), ale też – i to jest jakościowy skok – zaczęli traktować własne ciało jako artystyczną materię. Przede wszystkim za sprawą nowych form ekspresji, takich jak happening, akcja czy performance.

W ten sposób wdarli się do historii sztuki radykalni wiedeńscy akcjoniści, wystawiający siebie jako rzeźby duet Gilbert&George, rzeźbiąca we własnej twarzy Orlan i wielu innych. W Łodzi także pokazano kilka ciekawych i ważnych przykładów tego typu działań Mariny Abramović, Ewy Partum czy grupy Sędzia Główny. Ale także Romana Opałki, który na całe życie stworzył koncept dzieła (tzw. obrazy liczone), którego zakończenie nastąpi dopiero w momencie śmierci artysty.

Ale sztuka XX w. dopracowała się także własnych, oryginalnych i wcześniej niemal nieobecnych narracji. I im także poświęcono kilka pasaży. Tak jest na pewno z przewartościowaniem, a nawet degradacją pojęcia piękna („Piękno nowoczesne”), z psychoanalitycznym podejściem do naszej obecności w świecie, do jego opisywania, oswajania, konstruowania („Niesamowite zamieszkiwanie”) czy też ze zmianą funkcji sztuki, usiłującej nie tylko opisywać świat, ale też go zmieniać („Polityka marzenia”). Jednym z ważniejszych jest „Estetyka urynkowienia” – próby artystycznego opisania takich zjawisk, jak współczesne mechanizmy konsumpcji, wzrastający psychiczny przymus posiadania dóbr, relacja praca–półprodukt, terror reklam. Począwszy od pionierskich cykli „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL (1972 r.) po „Fabrykę dżinsów” Ali Kazamy (2008 r.) – wciągający portret procesu „utowarowienia”.

Co ty o tym sądzisz?

Jeżeli już trzymać się – skądinąd ciekawego – pomysłu pasaży, to zaskakujący na łódzkiej wystawie okazuje się brak kilku narracji szczególnie ważnych dla sztuki XX w. Brakuje zatem wątku podejmującego kwestie cielesności, gender, tożsamości seksualnej. Brakuje pasażu, który opowiadałby o sztuce przełamującej kolejne tabu, demistyfikującej, kontestującej rzeczywistość. Brakuje sekcji poświęconej radykalnie zmieniającym się relacjom „sztuka–odbiorca” lub takiej, która tłumaczyłaby, jakie konsekwencje dla sztuki niósł modernistyczny imperatyw oryginalności jako wartości w twórczości nadrzędnej. Nie wspominając już o takim szalenie ważnym wątku jak „sztuka a media”.

Choć wystawa jest ważna i intelektualnie inspirująca, trzeba odnotować, że jej organizatorzy zdecydowanie nie ułatwiają widzom odbioru. Intencje były jak najlepsze. Wydano wszak imponujący katalog (1000 stron!), ale już przebrnięcie przez zamieszczone w nim eseje wymaga co najmniej doktoratu z filozofii. A nieustanne odwoływanie się do przemyśleń Jacques’a Lacana i Waltera Benjamina bynajmniej nie sprawia, że łatwiej docierają do nas intencje kuratorów. Rozrzucenie po wystawie autorskich komentarzy i refleksji Tomasza Kozaka było może i świeżym pomysłem – taki kontestujący, osobny głos artysty obserwatora – ale jakoś nie do końca się udało i owe złote myśli jedynie pogłębiają percepcyjny zamęt.

Kto się jednak zdystansuje wobec całego tego wyrafinowanego wsparcia w poznawaniu ekspozycji i zda na własną wrażliwość, ma szanse na ciekawe doświadczenie. Wprawdzie zamiast niespiesznie kroczyć pasażem, z konieczności pędzimy przez XX-wieczną sztukę, ale warto ów trud sobie zadać. Rzadko bowiem oglądamy w kraju wystawy, na których ustawienie dzieł sztuki nie byłoby zadaniem samym w sobie, ale końcowym efektem długiego i żmudnego procesu myślowego. Takiego, który stawia widza przed nieuchronnie nadchodzącym pytaniem: A ty co o tym sądzisz?

Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm, Muzeum Sztuki w Łodzi ms2, wystawa czynna do 30 czerwca.

Polityka 02.2013 (2890) z dnia 08.01.2013; Kultura; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Pasażyzm"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Pani Ziobro

Zaczynała od błahych artykułów w tabloidzie, potem była wpływową szefową w TVP. Dziś kieruje marketingiem wielkiej firmy ubezpieczeniowej. Nazywa się Patrycja Kotecka. Kotecka-Ziobro.

Anna Dąbrowska
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną