The Flaming Lips - królowie szaleństwa

Szaleńcy, ale nie idioci
The Flaming Lips pracowali 30 lat na reputację najbardziej szalonego zespołu rockowego świata. Aż tu nagle, przy okazji, stali się też zespołem najbardziej interesującym.
Michael Ivins (na pierwszym planie) strzela z konfetti w Los Angeles.
Paul R. Giunta/Corbis

Michael Ivins (na pierwszym planie) strzela z konfetti w Los Angeles.

Jeśli chodzi o dramaturgię, The Flaming Lips zaczynają w takim punkcie, w którym inni kończą. Podobno na trasy koncertowe zawsze zabierają dodatkową ciężarówkę wypakowaną tylko balonikami i konfetti. Łatwo w to uwierzyć, widząc zespół na scenie. Najpierw poddana wcześniej starannej rekrutacji („Czy chcesz przez tydzień nadmuchiwać balony?”) ekipa technicznych przebranych za teletubisie rozstawia armatki na konfetti, potem wychodzą członkowie zespołu – jeden w stroju pluszowego różowego królika, drugi przebrany za szkielet. Wreszcie lider Wayne Coyne stacza się ze sceny w publiczność w przezroczystej plastikowej kuli.

Koncerty The Flaming Lips to zjawisko: operują wprawdzie fragmentami filmów, musicali, zdjęć dokumentalnych, ale mają bardziej swobodny, bezpośredni, nieco nawet cyrkowy charakter niż wielkie produkcje sceniczne Madonny albo Beyoncé. To bardziej przedstawienie w stylu starych rockowych show z lat 70. Coyne zamiast ton laserów używa prostych chwytów, strasząc na przykład rozkrwawionym czołem podczas utworu „The Spark That Bled”. Krew spływa na elegancki garnitur od Dolce &Gabbana, wprawiając później w zdumienie bodyguardów za sceną, którzy – nie widząc, co się wydarzyło – z reguły zaczepiają schodzącego za kulisy wokalistę i oferują pierwszą pomoc.

Tymczasem zabieg jest dokładnie wymyślonym i przećwiczonym elementem przedstawienia, sztuczną krew Coyne kupuje od lokalnego producenta w Oklahomie, pakuje ją w małe ampułki, upewniając się, że nie pozostawi trwałych plam na odzieży.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną