Muzyczne centrum Pendereckiego w Lusławicach

Akademia muzyki
10 tys. m kw. na pięciu hektarach. Sala koncertowa, kampus, sale prób i ćwiczeń. Tak wygląda Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. – Osiągnąłem swój cel – mówi kompozytor.
Elżbieta i Krzysztof Pendereccy przed swoim dworem w Lusławicach.
Wojciech Druszcz/Polityka

Elżbieta i Krzysztof Pendereccy przed swoim dworem w Lusławicach.

Budynek Europejskiego Centrum Muzyki.
Archiwum Europejskiego Centrum Muzyki/materiały prasowe

Budynek Europejskiego Centrum Muzyki.

Sala koncertowa Europejskiego Centrum Muzyki.
Archiwum Europejskiego Centrum Muzyki/materiały prasowe

Sala koncertowa Europejskiego Centrum Muzyki.

Adam Balas, dyrektor Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach, demonstruje salę koncertową: – Takie warunki do nagrań nie istnieją w żadnym mieście. Faktycznie, panuje tu idealna cisza: powiedzieć, że w uszach dzwoni, to banał. Sala ma też wyjątkową akustykę, około dwóch sekund pogłosu. Dzięki proporcjom, kształtowi shoe box, pudełka na buty, umiejętnie ułożonym elementom, odbijającym i pochłaniającym dźwięki. – Sala gra jak instrument, jak pudło rezonansowe – dyrektor Balas jest zachwycony, że udało się taką zbudować. – Prosta jak cały budynek. Bez ekstrawagancji. Nawiązująca do tradycyjnych kształtów dawnych sal koncertowych. Balas jest dziś menedżerem, ale kiedyś muzykiem, skrzypkiem.

Krzysztof Penderecki zostawił budowę w jego rękach, na barki złożył odpowiedzialność, zawierzył jak własnej żonie i nie zawiódł się. Centrum powstało w rok i cztery miesiące. Inskrypcja na kamiennej tablicy, odsłoniętej 21 maja, jest opisaniem dzieła: „Dla przyszłych pokoleń młodych utalentowanych artystów siedziba Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego została uroczyście otwarta”.

Lusławice nie gorsze niż Kraków

To był najcięższy zarzut różnej maści ignorantów, że budujemy filharmonię na ściernisku, salę koncertową na wsi, że nikt tu nie zechce słuchać muzyki – Krzysztof Penderecki przypomina potyczki z przeciwnikami pomysłu, których nie brakowało. Musiał tłumaczyć, dlaczego w Lusławicach, a nie w Krakowie, pod Sukiennicami. Że ludzie z Lusławic, Zakliczyna, Tarnowa, Biecza, Wojnicza nie są gorsi od krakusów. Czy tylko wielkomieszczanie mają prawo dotykać wysokiej kultury? Czemu tego nie zmienić?

Chyba miał rację. Wprawdzie uroczyste otwarcie odbyło się 21 maja, ale muzykowanie rozpoczęto w styczniu, tuż po zejściu z placu budowlańców. Od początku roku ani jedno krzesło nie stało puste. Sala koncertowa ma 650 miejsc. – Budujemy własną publiczność – dodaje Balas. Bilety na razie są darmowe, w Zakliczynie rozchodzą się w kwadrans, w Tarnowie w 30 minut, a w Krakowie w dwie godziny.

Ludzie są dumni, że tu powstało. Wiedzą, że to dla nich i dla ich dzieci. Bo ja, dla siebie, mam sale koncertowe na całym świecie – mówi maestro Penderecki, widać wciąż boli go zarzut, że zbudował sobie pomnik.

Po drugiej stronie lusławickiej drogi rozciąga się słynny park, a w nim stoi dwór Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich, z czterokolumnowym zwieńczonym trójkątnym przyczółkiem, jak z obrazów Jacka Malczewskiego, który zresztą wiele tutaj namalował.

Kupiony jeszcze w latach 70. Podniesiony z ruin. Otulony 25-hektarowym ogrodem, gdzie prawie każde nowe drzewo sadził osobiście gospodarz, wedle własnego pomysłu. Ponad półtora tysiąca gatunków: powstało arboretum sławione w Europie, przynajmniej w tej muzycznej, a Pendereckiego otacza gloria najlepszego dendrologa wśród kompozytorów. Tu odbywały się festiwale muzyki kameralnej, bywali wspaniali soliści, goście z całego świata.

Lusławice przeżywały okres świetności na przełomie XVI i XVII w., gdy były ważnym ośrodkiem życia umysłowego arian. Przeniesiona z Pińczowa drukarnia i akademia lusławicka popularyzowały literacką polszczyznę i humanistykę. Przyjeżdżali tu wielcy europejscy myśliciele. Symboliczne mauzoleum jednego z nich, Włocha Fausta Socyna, znajduje się dziś w parku należącym do Pendereckich. Kiedy arian wypędzono z Polski – w Lusławicach obwiniono heretyków o klęskę wylania Dunajca – nastały chude lata, okraszone nieco później pobytem we dworze Malczewskiego, który założył tutaj szkółkę malarską dla uzdolnionych dzieci wiejskich. Po II wojnie dwór popadł w ruinę, a park dostał się pod siekiery.

Z Centrum widać park, a z parku Centrum: czystą perspektywę, ścieżkę wysypaną jasnym żwirem, bryłę sali koncertowej z szarego piaskowca, 180-metrowy portyk z rzędem filarów z drewna w kolorze dojrzałej pomarańczy. – Wygląda pięknie – cieszy się Penderecki. Kamień, drewno i szkło. Dąb, bazalt, piaskowiec: zgodnie z założeniem projektanta.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną