Mark Rothko - wystawa roku!

Co widzę?
Wystawa Marka Rothki w Muzeum Narodowym w Warszawie jest najbardziej znaczącym wydarzeniem muzealnym tego roku w kraju. A równocześnie silną manifestacją tego, co w malarstwie, choć coraz rzadsze, szczególnie pociąga – prawdziwej duchowości.
Mark Rothko przed jednym ze swoich dzieł, 1961 r.
Kate Rothko/Apic/Getty Images/FPM

Mark Rothko przed jednym ze swoich dzieł, 1961 r.

Garnitur, okulary, łysina, zmęczone spojrzenie, stateczna, nieco sztywna poza… Ze zdjęć spogląda na nas mężczyzna, którego dużo łatwiej wziąć za księgowego czy akwizytora ubezpieczeń niż współtwórcę jednego z najbardziej spektakularnych nurtów współczesnej sztuki. Ten dysonans okazuje się niejedynym w życiu i twórczości Rothki, a opowieść o jego losach i jego dziełach pełna jest zaskoczeń.

Urodził się na Łotwie (jako Rothkowitz) i jak wielu Żydów w tamtych czasach i w tamtych nieprzyjaznych im miejscach wyemigrował z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Miał wówczas 7 lat. W wieku 12 lat władał już biegle czterema językami, a dziewięć klas szkoły zaliczył w pięć lat. Otrzymał specjalne stypendium pozwalające studiować w Yale i wszystko wskazywało, że z jego inteligencją to, czego się nie dotknie, zamieni się w złoto. Angażował się w akcje społeczne, z sukcesami próbował dziennikarstwa, a nawet pisania wierszy. A jednak ostatecznie wybrał sztukę.

O uczelnie malarskie właściwie się tylko otarł; studiował w trzech kolejnych szkołach artystycznych łącznie przez rok i w późniejszych latach często i z dumą podkreślał, że jest samoukiem. I może to sprawiło, że nie zdecydował się postawić wszystkiego na jedną kartę i nie zajął się wyłącznie robieniem kariery artystycznej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj