Kultura

Obca wśród swoich

„Papusza” już w kinach

W „Papuszy” czuje się chęć przywrócenia godności polskim Romom na wielu poziomach. W „Papuszy” czuje się chęć przywrócenia godności polskim Romom na wielu poziomach. K. Ptak, W. Staron / materiały prasowe
„Papusza” to jeden z największych sukcesów polskiego kina w tym sezonie. Film poświęcony słynnej romskiej poetce Papuszy i przełamujący stereotypowy obraz Cyganów stał się wydarzeniem festiwalu w Karlowych Warach, gdzie miał swoją światową premierę.
Przepojone nostalgią, poetycko natchnione, statyczne ujęcia swobodnego, wędrownego życia w zgodzie z dzikim rytmem natury.K. Ptak, W. Staron/materiały prasowe Przepojone nostalgią, poetycko natchnione, statyczne ujęcia swobodnego, wędrownego życia w zgodzie z dzikim rytmem natury.
Papusza, w którą z wielkim wyczuciem wcieliła się Jowita Budnik (na zdjęciu z Antonim Pawlickim), to połączenie delikatności z niezłomnością charakteru.K. Ptak, W. Staron/materiały prasowe Papusza, w którą z wielkim wyczuciem wcieliła się Jowita Budnik (na zdjęciu z Antonim Pawlickim), to połączenie delikatności z niezłomnością charakteru.

Artykuł w wersji audio

Romowie to źle kojarząca się społeczność w Polsce. Zawsze wzbudzali uprzedzenia, agresję. W czasie hitlerowskiej okupacji ucierpieli nawet bardziej niż Żydzi. Procentowo zginęło ich najwięcej. Odradzający się antysemityzm jest postrzegany jako coś złego, oficjalnie się go piętnuje. Nienawiść do Cyganów (w Europie stanowią 15-milionową mniejszość) nie napotyka właściwie na żaden opór. Można ich przepędzać, izolować, przegłosowywać ustawy nakazujące im osiedlenie się lub opuszczenie kraju. Kilka lat temu na Węgrzech urządzano im jeszcze pogromy.

Czarno-biały, eksperymentalny, ponaddwugodzinny obraz Krauzów ukazuje 80 lat cygańskiej historii na terenach pogranicza polsko-ukraińskiego. Tabor – do którego należała tytułowa bohaterka Bronisława Wajs, zwana Papuszą (w języku Romów słowo to znaczy lalka) – wędrował z Podola i Wołynia w okolice Wilna. Mężczyźni grali na weselach, jarmarkach, w karczmach. Kobiety wróżyły. Ojczym Papuszy oraz jego brat Dionizy, za którego wyszła za mąż, mając 16 lat, byli grającymi na harfie muzykantami. Rodzinna legenda głosi, że nie chcieli zabawiać Stalina. Wybrali występy na dworze Piłsudskiego.

W „Papuszy” czuje się chęć przywrócenia godności polskim Romom na wielu poziomach. Wolę przeciwstawienia się obowiązującym od dziesięcioleci stereotypom widać od razu w zaskakującym sposobie narracji. Kamera rzadko skupia uwagę na twarzach. W szerokich, epickich planach stara się ogarnąć całość nieistniejącego już świata. Stylizacja na stare fotografie i nawiązania do obyczajowego zdystansowanego malarstwa Breughla wzmacniają wrażenie etnograficznej prawdy. Zdumiewające, że w filmie psychologicznym, podejmującym temat zdrady, wykluczenia, bycia wyklętym artystą, ożywiającym atmosferę dawnych sztetli – nie ma ani jednego zbliżenia! Nawet pogrom z udziałem dziesiątków statystów został nakręcony w ogólnym, długim ujęciu – z szacunku dla wspomnień obwiniającej się o to głównej bohaterki, bo tak go zapamiętała.

Zamiast typowej galerii cepeliowskich cudaków: malowanych wróżbitów, żebraków spod ciemnej gwiazdy, naciągaczy, nierobów i analfabetów, na ekranie triumfuje gorzkie, majestatyczne piękno tułaczego żywota. Ukazane jakby z kosmicznej, nieziemskiej perspektywy. Obrazy powracające niczym refren w wierszu: konie ciągnące w błocie chyboczące się wozy, wolno maszerujący wędrowcy wtopieni w nieuchwytną tajemnicę mijanych drzew i rozlewisk, sprawiający wrażenie zjaw. Pogodzonych z okrutnym losem cieni wskrzeszonych z jakiegoś dawnego zmarłego świata, jak w głośnym dokumencie Jolanty Dylewskiej „Po-lin. Okruchy pamięci”. Tyle że rekonstruując żydowski świat sprzed Zagłady, Dylewska zrobiła film o życiu. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze – o poniewierce, biedzie i umieraniu.

Skomplikowaną prostotę Romów, których – jak wspomina się w filmie – tylko głupcy się boją, słychać też w języku. Aż 80 proc. dialogów mówionych jest w oryginale, po romsku. Polscy aktorzy przez rok uczyli się go pod opieką wyszkolonych nauczycieli. Trud się jednak opłacił.

Kres romskiego świata 

O tożsamości Cyganów decyduje właśnie język. Pilnują, żeby obcy nie mieli do niego dostępu. Odtworzenie go na ekranie potęguje autentyzm, przywraca im kulturę, sonduje mało znaną, odległą otchłań cygańskiej mitologii.

„Hitler dlatego mordował Cyganów, bo nam zazdraszczał fantazji” – tłumaczy naiwnie Dionizy Wajs (rewelacyjnie zagrany przez poznańskiego aktora Zbigniewa Walerysia), dając do zrozumienia, że to była główna przyczyna ich prześladowań. „Papusza” i tę pierwotną fantazję ocala. Dzięki pracy wybitnych operatorów: Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia, niemal fizycznie czuje się jej smak. Oddają ją przepojone nostalgią, poetycko natchnione, statyczne ujęcia swobodnego, wędrownego życia w zgodzie z dzikim rytmem natury.

Cyganie nie są i nigdy nie byli narodem księgi. Słowa zapisane nie mają dla nich żadnej wartości. Pamięć symboliczna, o tym, że pochodzą z Indii, też niewiele znaczy. „Gdybyśmy posiadali pamięć, umarlibyśmy ze strachu przed tym, co nas czeka”. Są jak dzieci nierozróżniające jutra od dnia wczorajszego (przeszłość i przyszłość określają tym samym słowem). W kinie, jeśli kiedykolwiek ryzykowano opisywanie cygańszczyzny (filmy Emira Kusturicy, Tony’ego Gatlifa), robiono to, romantyzując ich los, akcentując żywiołowość, egzotykę obyczajów, niecałkiem zrozumiały kodeks postępowania.

Krauzowie pokazują rozpad i kres romskiego świata na przykładzie losu wyklętej z ich społeczności, bezradnej kobiety, obdarzonej wyjątkową wyobraźnią i wrażliwością. Pierwszej romskiej poetki, która została oskarżona o złamanie tabu i wyniesienie ich tajemnic na zewnątrz.

 

Papusza, w którą z wielkim wyczuciem wcieliła się Jowita Budnik (na zdjęciu powyżej z Antonim Pawlickim), to połączenie delikatności z niezłomnością charakteru. Nadwrażliwa, postrzegająca rzeczywistość w szczególny sposób w momentach zachwytu nad światem. Jednocześnie mocno odczuwająca zwątpienie, ciężar przemijania, bólu. Świadoma, jak Miłosz, przemawiających przez nią różnych głosów, co w filmie zostało wyrażone cichymi, niewyraźnymi szmerami, które tylko ona słyszy. Nie Polka, bo nigdy nie wyrzekła się swoich cygańskich korzeni ani dziwnych zwyczajów, które zaprowadziły ją do więzienia (kradła kury z kurników, co, jak tłumaczy, było dla niej tak naturalne jak picie wody z rzeki, nietraktowane przez nikogo jak kradzież). I nie Cyganka, bo ośmieliła się nauczyć czytać i pisać po polsku. W dodatku bezpłodna. Odepchnięta za to przez swoich, męża i bliskich.

Film mówi o cenie, jaką nawiedzona, pełna łagodności i strachu kobieta zapłaciła za swoją odmienność. Po urodzinach przepowiadano jej, że przyniesie sobie i innym dumę albo wstyd. W dorosłym życiu doświadczyła obu tych stanów. Niemal równocześnie. Wyjątkowe, poetyckie zdolności okazały się jej przekleństwem.

Papusza nie uważała się za poetkę. Bardziej za medium, przez które przemawiają duchy, zmarli, syreny. Śpiewając przy ognisku piosenki, miała w głowie gotowe zdania, frazy, a jej rolą było tylko je wypowiedzieć. Spisując je na życzenie Jerzego Ficowskiego, który pierwszy się nimi zachwycił i rozpoznał jej wielki, samorodny talent poetycki, niczego nie poprawiała, nie układała żadnych strof. Zapisywała swoje pieśni (gila romane) w jednym ciągu, fonetycznie, bez znaków przestankowych, gubiąc sylaby. „Ja za słaba i nie mam głowy mądrej na poetkę” – powtarzała.

Wstydziła się swojego talentu. Gdy Ficowski, który doprowadził w 1951 r. do jej debiutu na łamach „Nowej Kultury”, wręczał należne jej honorarium, odmawiała przyjęcia pieniędzy. Uważała to za hańbiące. Pomniejszała swoją rolę, nawet wówczas, gdy wartość tego, co tworzyła, docenił sam Julian Tuwim, nazywając jej teksty najczystszą poezją, napisaną tak, że nie można prościej.

Tragedia Papuszy wybuchła, gdy 25-letni Ficowski (w filmie gra go z młodzieńczą werwą Antoni Pawlicki) zdecydował się opublikować swoją książkę poświęconą studiom nad Romami „Cyganie polscy”. Materiał do niej zebrał w trakcie dwuletniej tułaczki z taborem, gdzie schronił się przed ścigającą go bezpieką (pobił ubeka i groziło mu za to więzienie). Do esejów na temat wierzeń i romskiego prawa moralnego dołączył pierwszy słownik polsko-romski, co starszyzna potraktowała jako naruszenie ich tajemnic i zdradę umożliwiającą milicji infiltrowanie ich środowiska. Winą obarczono Papuszę, z którą Ficowskiego łączyło najwięcej.

Przeklinano ją, opluwano, grożono włóczeniem końmi i śmiercią. Uniknęła najgorszego tylko dlatego, że podupadła na zdrowiu, wylądowała w zakładzie psychiatrycznym. Zanim to się stało, zdążyła spalić cały swój dorobek.

Życiopisanie

Film nie pokazuje jej życiorysu chronologicznie. To emocjonalna układanka. Portret wykluczenia, składający się tylko z wybranych, intymnych fragmentów. Krauzowie mają w tym wprawę. Podobnie skonstruowany był nagradzany na wielu festiwalach „Mój Nikifor” – również biografia niezwykłego artysty naturszczyka, traktującego swoją sztukę, mówiąc językiem Stachury, niczym życiopisanie.

Różnic jest jednak więcej. „Nikifor był przekonany co do wartości własnych dzieł, Papusza nigdy w siebie nie uwierzyła” – wyjaśniał w wywiadach Krzysztof Krauze jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do filmu (nie było go w Karlowych Warach, bo znów walczy z nowotworem). Nikifor pracował bez wytchnienia, a cała literacka spuścizna Papuszy to zaledwie 40 wierszy oraz kilka tekstów prozą opisujących jej cygańskie życie. Tyle jednak wystarczyło, żeby cygańska poetka znalazła się w gronie 60 najsławniejszych Polek w historii.

Od momentu skierowania „Papuszy” do realizacji minęło sześć lat. Mimo nawrotu choroby nowotworowej Krauzowie – wciąż najbardziej twórczy tandem w polskiej kinematografii – planują kolejne przedsięwzięcia. W październiku rozpoczynają zdjęcia do dużej międzynarodowej koprodukcji „Ptaki śpiewają w Kigali”, rzeczy o polskim ornitologu ratującym przed ludobójstwem w Rwandzie dziewczynkę z plemienia Tutsi. Ma to być dramat o szansie na ostatnią miłość. Potem chcą nakręcić biograficzny film o Czesławie Niemenie. Kolejną opowieść o Innym.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną