Opener Festival: święto muzyki na polskim wybrzeżu

Wolne państwo Babie Doły
Jeśli nerwowo pytają, czy brać kalosze, sprawdzają line-up, czekają na mgłę i wznoszą telefony, to znaczy, że znów jest Open’er.
Alterklub - jedna z festiwalowych scen wypełniona publicznością.
Filip Springer/Polityka

Alterklub - jedna z festiwalowych scen wypełniona publicznością.

Jesteśmy pokoleniem, które jest w stanie coś zmienić – krzyczy Ras Luta ze sceny Alterklub, jednej z pięciu, na których w czasie Open’era gra się muzykę. Ras Luta (lat 30, specjalizacja: reggae) przez moment robi wrażenie, że poza dobrą muzyką chodzi tu o jakąś większą ideę. Na znak tego każe pokazać światło: – Podnieście telefony komórkowe!

Telefony komórkowe open’erowicz ma. Czasem nawet po dwa, bo jeden bywa lepszy do Internetu, a drugi do esemesów, poza tym nie można odpisać na wiadomość, jeśli się akurat nagrywa fragment koncertu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj