Jak „to” się robi na ekranie

Między seksem a sensem
Artystyczne kino coraz ostrzej flirtuje z pornografią. Co zmieniają festiwalowe zwycięstwa filmów takich jak „Życie Adeli”? I czemu służą te długie, niesymulowane sceny seksu?
Lars von Trier „Antychryst”
Shalan Stewart/BEW

Lars von Trier „Antychryst”

Pionierskie sceny seksu analnego w wykonaniu Marlona Brando w „Ostatnim tangu w Paryżu” (z użyciem masła) – niegdyś szokujące – dziś nawet młodzież ogląda z rozbawieniem. O zgorszeniu nie może być mowy, bo widać sztuczność, stylizację tych scen. Jak na współczesne standardy są zbyt nieśmiałe. Konwencje w tej dziedzinie się zmieniły, a kino artystyczne niebezpiecznie flirtuje z pornografią. Takie filmy jak „Życie Adeli: Rozdział 1 i 2” – tegoroczna Złota Palma w Cannes – pokazują, że coraz trudniej wyznaczać granicę prywatności na ekranie, i to często w nagradzanym autorskim kinie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną